Najdziwniejsze tradycje bożonarodzeniowe na świecie

Najdziwniejsze tradycje bożonarodzeniowe na świecie, fot. Pixnio
Najdziwniejsze tradycje bożonarodzeniowe na świecie, fot. Pixnio
Jeśli zdarzyło wam się spędzić święta Bożego Narodzenia w obcym sobie regionie Polski, zapewne zaskoczyły was pewne różnice, które występują nawet na tak małą skalę. A czy zastanawialiście się kiedyś, jak to wygląda w innych częściach świata?

Oczywiście z miejsca możemy odpuścić sobie pisanie o świętach w amerykańskim wydaniu – w końcu niemal każdy bożonarodzeniowy film o tym traktuje. Ogólnie rzecz biorąc, nie jest też tak, że święta różnią się od naszych diametralnie. Tradycje niektórych regionów mogą jednak mocno zaskakiwać. Czy to ze względu na swój mroczny nastrój; dziwaczność czy oderwany od świąt, a jedynie komercyjny charakter – oto najdziwniejsze tradycje bożonarodzeniowe z całego świata.

Bożonarodzeniowa pajęczyna

Ozdoba nawiązująca do tradycji bożonarodzeniowych pajęczyn
Ozdoba nawiązująca do tradycji bożonarodzeniowych pajęczyn

Na początek coś bliskiego nam geograficznie – Ukraina. Tam, gdzie my wieszamy bombki, nasi wschodni sąsiedzi poszukują piękna w naturalnych formach. Tradycyjne ozdoby choinkowe na Ukrainie mają bowiem przywodzić na myśl mieniące się rosą pajęczyny. Nie brzmi to jak coś dla arachnofobów, ale spokojnie – pająków nie ma w komplecie. Tradycja wywodzi się z opowieści o biednej wdowie, która nie miała czym udekorować choinki dla swoich dzieci. Mieszkające w ich domu pająki podobno w geście litości we własnym zakresie przyozdobił drzewko, a tego typu dekoracje wpisały się w lokalny folklor. Co ciekawe, w ukraińskiej kulturze pajęczyna jest uważana za symbol szczęścia. Zapewne jedno i drugie mają ze sobą wiele wspólnego.

Weihnachtsgurke (Ogórek na drzewie)

Weihnachtsgurke, fot. DPA
Weihnachtsgurke, fot. DPA

Pozostając w temacie ozdób choinkowych, warto wspomnieć o szesnastowiecznej tradycji niemieckiej. Jedną z rzeczy, którą umieszcza się tam na choince, jest ogórek. Oczywiście nie musi być “żywy”. Może to być bombka w kształcie ogórka, które nietrudno znaleźć w tamtejszych sklepach. Sama tradycja polega natomiast na skrzętnym ukryciu owej ozdoby wśród innych. Dziecko, które odnajdzie ją jako pierwsze, otrzymuje w nagrodę prezent. Podobno nawiązania do tej tradycji zdarzają się także w innych krajach germańskich, ale nie jest to szczególnie popularna zabawa. Jej genezy upatruje się z kolei na Półwyspie Iberyjskim, gdzie – podobno – Święty Mikołaj uwolnił i ożywił chłopców, zamkniętych w beczce z ogórkami. A skoro już mówimy o tradycjach germańskich…

Krampus

Parada Krampuslauf (Schladming, 2018), fot. Christian Hochwimmer
Parada Krampuslauf (Schladming, 2018), fot. Christian Hochwimmer

Lokalne tradycje bożonarodzeniowe związane z Krampusem występują w Austrii, Bawarii, Tyrolu (także po włoskiej stronie) czy Słowenii. Słowem: folklor alpejski. To tam niegrzeczne dzieci nie tylko nie dostaną prezentów od Świętego Mikołaja, ale wręcz mogą liczyć na srogą karę. Podczas gdy u nas taką karą bywa rózga, w regionach alpejskich trzeba liczyć się z porwaniem przez Krampusa. To pół-człowiek, pół-koza o twarzy diabła – oczywiście z wyrazistymi rogami. Co ciekawe Krampus obchodzi nawet swoje własne święto (dzień przed Mikołajkami), a szczególnie w Austrii organizowane są poświęcone mu parady (Krampuslauf) w dzień przesilenia zimowego. To nawiązanie bezpośrednio do lokalnego folkloru, ponieważ tradycje bożonarodzeniowych pochodów w przebraniach tego typu kultywowano tam już w XVI wieku.

Jólakötturinn

Figura Jólakötturinn w Rejkiaviku, fot. Larissa Kyzer
Figura Jólakötturinn w Rejkiaviku, fot. Larissa Kyzer

Nazwa Jólakötturinn (po angielsku: Yule Cat) w wolnym tłumaczeniu oznacza “świątecznego kota”. Brzmi niegroźnie, prawda? Związane z nim wierzenia Islandczyków są jednak bliskie germańskim Krampusom. Yule bądź Yuletide ogólnie rzecz biorąc to wywodzący się z czasów pogańskich “czas świąteczny”. Określenie to miało zatem znacznie szersze znaczenie, zanim zostało schrystianizowane. Sam kot, będący częścią tych wierzeń, to natomiast wielkie, złośliwe stworzenie… pożerające ludzi, który przed wigilią Bożego Narodzenia nie otrzymali nowych ubrań.

Kurisumasu ni wa kentakkii!

Kurisumasu ni wa kentakkii! (Kentucky for Christmas), fot. KFC Japan
Kurisumasu ni wa kentakkii! (Kentucky for Christmas), fot. KFC Japan

Z racji na swe lokalne wierzenia Japonia nie jest krajem, w którym faktycznie obchodzi się Boże Narodzenie. Nie oznacza to jednak, że Japończycy rezygnują z klimatu, który czerpią głównie z amerykańskich filmów. Niejako łącząc ze sobą tę fascynację Stanami Zjednoczonymi i chęć uczestnictwa w największym święcie konsumpcjonistów, niejako tradycją stało się tam… stołowanie się w KFC na święta. Wszystko zaczęło się w roku 1974, gdy amerykańska sieciówka zorganizowała świąteczną kampanię reklamową w Kraju Kwitnącej Wiśni. Jej hasłem było zawołanie: “Kurisumasu ni wa kentakkii!”, czyli “Kentucky na Boże Narodzenie!”. Ta pozornie prosta reklama działa do dziś, na w okresie bożonarodzeniowym Japończycy całymi rodzinami udają się do KFC na obiad. Świąteczny zestaw kosztuje ponad 3000 jenów, czyli nieco ponad 100 złotych.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Roboty LG będą pracować w Seulu

Kto by pomyślał, że organizacja wielkich imprez sportowych w Azji da takiego...
Czytaj wiecej