„Najgorszy człowiek na świecie” – szukając siebie [Recenzja]

Renate Reinsve, Najgorszy człowiek na świecie, Joachim Trier, 2021, M2 Films
Renate Reinsve w filmie "Najgorszy człowiek na świecie" (reż. Joachim Trier, 2021), fot. M2 Films
Najnowszy film Joachima Triera, "Najgorszy człowiek na świecie", który możemy już oglądać w polskich kinach, to przepełniona humorem opowieść o poszukiwaniu własnej drogi. Samo podążanie wyznaczona ścieżką jest proste, o ile wcześniej ją sobie wytyczymy. To jednak niełatwe.

Główną bohaterką „Najgorszego człowieka na świecie” jest Julie (Renate Reinsve), którą poznajemy jako studentkę medycyny. Szybko jednak spostrzega, że nie jest to kierunek dla niej, i postanawia zająć się psychologią. Niedługo później oddaje się fotografii. Przez cały seans, będący zbiorem dwunastu rozdziałów i przekrojem przez dekadę życia bohaterki, przyglądamy się jej poszukiwaniom celu. Celu swojego życia, którego znalezienie nie tylko nie jest łatwe, ale potrafi być również dość zabawne – głównie za sprawą momentami absurdalnego poczucia humoru bohaterki.

W cieniu poprzednich pokoleń

Renate Reinsve i Herbert Nordrum w filmie "Najgorszy człowiek na świecie“ fot. M2 Films
Herbert Nordrum i Renate Reinsve w filmie „Najgorszy człowiek na świecie” (reż. Joachim Trier, 2021), fot. M2 Films

Choć „Najgorszego człowieka…” obejrzałem już kilka tygodni temu podczas tegorocznego festiwalu Sundance, zapadł on w mojej pamięć. W filmie jest taka scena, gdzie podczas rodzinnego spotkania bohaterowie opowiadają o starszych pokoleniach kobiet. Dawniej w wieku trzydziestu lat miało się już rodzinę, kilkoro dzieci i ogólnie zajmowało się domem. Julie natomiast jako trzydziestolatka nie ma żadnej z tych rzeczy, wciąż poszukuje miejsca dla siebie. Jednocześnie to właśnie dzięki poprzednim pokoleniom może dziś być taka, jaka chce i dążyć do tego.

Tym, co najbardziej rzucało mi się w oczy podczas seansu, to podobieństwa do starszych filmów i bohaterów Woody’ego Allena. Czuć tu podobną neurotyczność, zagubienie i obserwacje momentami absurdalnego społeczeństwa. Podobnie jak u amerykańskiego reżysera możemy się tu poczuć trochę jak na terapii. Można powiedzieć, że główna bohaterka jest archetypem współczesnej trzydziestolatki (choć mężczyźni również mogą się nią identyfikować), a my, oglądając film, mamy punktowane wszystko, co może nas aktualnie uwierać.

Szukanie swojego miejsca

Renate Reinsve w filmie "Najgorszy człowiek na świecie“ fot. M2 Films
Renate Reinsve w filmie „Najgorszy człowiek na świecie”, fot. M2 Films

Poszukiwania Julie nie dotyczą oczywiście tylko płaszczyzny zawodowej, ale również i tej społecznej, a przede wszystkim związkowej. Kiedy związana jest ze swoim partnerem, który wydaje się ideałem, okazuje się, że nie wszystko jest tak wspaniałe. Ideał mężczyzny zostaje podważony poprzez spotkanie innego, który ma w sobie więcej szaleństwa – tak pożądanego przez Julie. Jednocześnie jest to zwykły facet, co może być dla bohaterki dobrą odskocznią od poprzednich związków.

„Najgorszy człowiek na świecie” może zostać odczytany jako komedia romantyczna i po pierwszych kilku minutach wydaje się, że właśnie z takim gatunkiem będziemy mieć do czynienia. Ostatecznie okazuje się jednak, że nowy film Joachima Triera jest komediodramatem przepełnionym słodko-gorzkim spojrzeniem na świat.

Gdzie jest szczęście?

Renate Reinsve i Herbert Nordrum w filmie "Najgorszy człowiek na świecie“ fot. M2 Films
Herbert Nordrum i Renate Reinsve w filmie „Najgorszy człowiek na świecie”, fot. M2 Films

Film zachwyca zwłaszcza dwoma aspektami: aktorstwem i zdjęciami. W pierwszym przypadku chodzi przede wszystkim o Renate Reinsve, która jako Julie jest hipnotyzująca i wręcz wspaniała. Gdyby nie ona, film bardzo wiele by stracił i trudno byłoby się nim zachwycać. Zostało to zresztą docenione na zeszłorocznym festiwalu filmowym w Cannes, gdzie aktorkę nagrodzono za tę rolę Złotą Palmą.

Z kolei zdjęcia subtelnie obrazują nam mniej więcej to, co dzieje się w głowie bohaterki. Oglądając zwiastun, na pewno wiele osób zauważyło biegnącą Julie – ta scena jest ogólnie pokazywana na wszelkich materiałach promocyjnych – i jest to jedna z lepiej zrealizowanych scen w całym filmie. Bieg przez zatrzymane w czasie miasto robi naprawdę dobre wrażenie.

„Najgorszy człowiek na świecie” to opowieść o poszukiwaniu nie tylko swojego miejsca i miłości, ale przede wszystkim szczęścia. Dla każdego będzie to oznaczać coś innego, ale najważniejsze jest to, by je ostatecznie odnaleźć. Tak jak bohaterka musimy zrozumieć, że choć ważne jest uszczęśliwianie innych, nie można uszczęśliwić każdego. Warto więc zadbać o siebie i żyć w zgodzie z własnymi pragnieniami i potrzebami.

Zwiastun filmu
Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

„Erotica 2022” – piekło kobiet na ekranie [Recenzja]

Pierwszy polski film oryginalny od Netflixa, który tak naprawdę nie jest filmem,...
Czytaj wiecej