Nekromanci z Redmond. Microsoft “wskrzesi” zmarłych?

Pixabay
Fot. Pixabay
Wizje znane z literatury science fiction powoli zaczynają się spełniać – na razie wciąż na papierze, ale za patentami stoją przecież pomysły, być może jeszcze niedopracowane, z czasem jednak coraz lepiej działające. Jedynym, czego nie znamy, jest cena ich realizacji – a zapłacimy wszyscy.

Microsoft rozwija się w wielu kierunkach, a ich główny produkt – system operacyjny Windows – to codzienność dla niemal 90% użytkowników komputerów na świecie (dane z I kwartału 2020 roku). Firmy z Redmond nie trzeba więc przedstawiać. Jeden z informatycznych gigantów najwidoczniej jednak pozazdrościł branżowej konkurencji programów badawczych, w amerykańskim urzędzie patentowym złożył bowiem nietypowy projekt. Nie wiadomo, jak bardzo futurystyczne jest to rozwiązanie i czy możemy spodziewać się realizacji w niedalekiej przyszłości, ale z pewnością pomysł znajdzie równie wielu fanów, co przeciwników.

Nekromancja opuszcza świat fantastyki

Fantastyka naukowa, Starość aksolotla, Jacek Dukaj, Wydawnictwo Literackie
Fragment okładki “Starości aksolotla” Jacka Dukaja, fot. Wydawnictwo Literackie

Dotąd zagadnieniem wskrzeszania zajmowaliśmy się raczej w grach, pewnie w literaturze fantasy także niejeden z was o tym czytał. Tematu nie unikali również futurolodzy i autorzy specjalizujący się w fantastyce naukowej – czy to dotykając nieśmiertelności, czy kopiowania świadomości i jej cyfrowego przechowywania. Lista nazwisk jest w tym zakresie bardzo długa, więc przypomnę jedynie trzy: Philip K. Dick, który jest dla science fiction bodaj największą ikoną wszech czasów; Jacek Dukaj, który doskonale ujął ten temat w “Starości aksolotla”; czy w końcu Richard Morgan, którego wizję w zjawiskowy sposób urzeczywistnił dla nas Netflix (niestety przedwcześnie uśmiercając “Altered Carbon”). Z nieśmiertelnością świadomości czy reprodukcją ludzi jesteśmy więc zaskakująco mocno zaznajomieni, ale czy te wizje mogą być realne?

Microsoft twierdzi, że tak, choć już na starcie zrezygnowano z humanoidalnej powłoki. Patent, który niedawno złożono, skupia się natomiast na świadomości, choć nie w taki sposób, w jaki czytaliśmy u wyżej wymienionych autorów. Zamiast bowiem podjąć próby transferu umysłu, który wciąż jest zagadnieniem czysto hipotetycznym, choć pochylają się nad nim zarówno kuglarze, jak i topowi neurobiolodzy i informatycy, firma z Redmond niejako poszła na łatwiznę. W ich wizji do stworzenia kopii wystarczy sztuczna inteligencja, którą nakarmimy ogromną ilością danych o sobie. Ta zaś w formie chatbota będzie nas symulować w rozmowach z bliskimi, gdy odejdziemy z tego świata. Cel więc osiągną – zapewne szybciej, niż byśmy się tego spodziewali – ale będzie w tym sporo marketingowego bełkotu i niewiele czystej nauki.

Microsoft doskonale zna nadrzędną zasadę Doliny Krzemowej

Media społecznościowe, Social Media, Microsoft, Pixabay
Fot. Pixabay

Nie zrozumcie mnie źle – informatyka to dziś jedna z najważniejszych dziedzin nauki, a uczenie maszynowe czy inne formy przygotowywania SI do koegzystencji z ludźmi są naprawdę ważne. W tym sensie pomysł, który pojawił się w głowach programistów Microsoftu, może być zarówno genialny, jak i zwyczajnie głupi. Z ostateczną oceną trzeba się wstrzymać. Warto jednak zastanowić się, czy aby chcemy w tym uczestniczyć, choć tu akurat największym problemem jest niska świadomość społeczna. Jeśli oglądaliście “Dylemat społeczny”, z pewnością mocno utkwił wam w pamięci tekst: “Jeśli nie płacisz za produkt, Ty jesteś produktem”. Do pewnego momentu taki stan rzeczy sprawia, że czerpiemy korzyści z dobrodziejstw internetu – internet czerpie z nas jednak jeszcze więcej.

Dane, nawet jeśli nie są wrażliwe, to dziś jeden z najważniejszych towarów. My zaś, korzystając z różnych platform społecznościowych, niejako zrzekamy się do nich praw. To już nie tylko kwestia zapłaty poświęceniem uwagi i czasu danemu serwisowi. Każde nasze kliknięcie wysyła do cyberprzestrzeni ogrom informacji. W jakimś stopniu internet odwdzięcza się za to lepszym dopasowaniem wyświetlanych nam treści, ale nie ma wątpliwości, że to po stronie poszczególnych informatycznych gigantów leży zdecydowanie większa korzyść. O handlu tymi danymi nawet nie wspominam.

Tu zaś Microsoft raz jeszcze pokazuje, że jest gigantem i dzieciaki z Doliny Krzemowej mogłyby się od niego uczyć. Jeśli nie płacisz za produkt, Ty jesteś produktem… ale nic nie stoi na przeszkodzie, byś zapłacił, nadal nie odzyskując podmiotowości. Chatbot opatentowany przez firmę na pewno darmowy nie będzie. Ba, nie będzie też sprzedawany, a jedynie udostępniany w formie subskrypcji.

Jeśli wynalazek miał pomagać w walce z traumą po śmierci bliskiej osoby, to trzeba Microsoft nazwać hienami cmentarnymi. To jednak niejedyny problem. Przede wszystkim bowiem stworzenie profilu osobowości będzie od nas wymagać zrzeczenia się wszelkiej prywatności. To już nie tylko posty w mediach społecznościowych, ale też prywatne wiadomości, e-maile, próbka głosu. Co ciekawe, jeśli dostarczymy odpowiednie dane, według opisu wynalazku możliwe będzie sklonowanie dowolnej osoby. Inna opcja to generowanie osobowości. Marzy wam się dziewczyna jak z filmu “Ona” Spike’a Jonzego? Nie będzie problemu!

Joaquin Phoenix, Her, Ona, Spike Jonze, Annapurna Pictures
Kadr z filmu “Ona” (2013, reż. Spike Jonze), fot. Annapurna Pictures

Choć ton mojej wypowiedzi może wskazywać na coś innego, nie jest tak, że pomysł jakkolwiek mnie oburza. To coś, z czym jestem wystarczająco mocno zaznajomiony dzięki pochłanianiu fantastyki naukowej w każdej formie. Kij zawsze ma dwa końce i tam, gdzie jedni widzą możliwości, inny człowiek zobaczy zagrożenia – a tych nie brakuje. Mówimy przecież o dobrowolnym sprofilowaniu własnej osoby. To zrzeczenie się prywatności, a jeśli cokolwiek pójdzie nie tak – także wolności. Wrażliwe dane są łakomym kąskiem dla cyberprzestępców.

Oczywiście to tylko patent, mogący jedynie zabezpieczać Microsoft przed utratą zysku z tak intratnej działki. Zastrzeżenie luźnego pomysłu może bowiem stanowić zobowiązanie dla firm, które rzeczywiście podejmą się stworzenia takiego oprogramowania.

Ostatecznie więc chatbot zainteresuje niemałe grono osób. Zarówno tych, którzy nie dostrzegają zagrożeń internetu, jak i tych, którzy w obawie przed traumą postanowią zabezpieczyć bliskich na wypadek swojego odejścia. To jednak decyzje szalenie ryzykowne, które chyba nie są warte tak prymitywnej formy zapisu. Taki klon nie będzie przecież rzeczywistym odzwierciedleniem naszej osoby. To też nie my sami, bo nie dokonaliśmy transferu umysłu, a jedynie nauczyliśmy SI udawania nas. Na zastanowienie się, czy warto, macie jeszcze trochę czasu.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Ślonsko Chałpa – nowe życie popegeerowskiej zabudowy

Zastanawialiście się kiedyś, jak by to było zamieszkać w stodole? Pomysł nie...
Czytaj wiecej