O jeden clickbait za daleko? “Wiedźmin” Netflixa w ogniu krytyki

"Wiedźmin 3 Dziki Gon", fot. CD Projekt RED
"Wiedźmin 3 Dziki Gon", fot. CD Projekt RED
To nie będzie kolejny felieton opowiadający się po jednej lub drugiej stronie sporu pod tytułem "Czy Ciri musi być biała?". Temat wyraźnie już przebrzmiał, Lauren S. Hissrich (showrunnerka serialu) zrobiła sobie przerwę od mediów społecznościowych, a produkowany przez Netflixa "Wiedźmin" nie po raz pierwszy stanął przecież w ogniu krytyki. Skąd bierze się cały ten hejt, dlaczego ludzie tak chętnie atakują serial, który nie wyszedł jeszcze nawet poza etap preprodukcji i co to oznacza dla jego twórców?

Lubicie twórczość Andrzeja Sapkowskiego? A może historia Geralta z Rivii zainteresowała was dopiero za sprawą gier CD Projektu? Niezależnie od źródła fascynacji wiedźmińskimi przygodami, zapewne nie umknęły wam także doniesienia na temat produkowanego przez Netflix serialu “Wiedźmin”. Ostatnie tygodnie nie są łatwe dla jego twórców. Dlaczego? Przede wszystkim uderzyła w nich fala hejtu związanego z potencjalnymi odtwórcami głównych ról. Na domiar złego, fala nie opadła, lecz z czasem przybrała na sile i zamieniła się w tsunami. Wszystkiemu winne jest znalezione w internecie ogłoszenie dotyczące kastingu, w którym padło słowo BAME (Black, Asian, and Minority Ethnic). Myliłby się jednak ten, kto twierdzi, że to tylko i wyłącznie wina twórców. “Wiedźmin” od Netflixa od początku miał bowiem pod górkę. Wystarczyło, że tytuł i nazwa serwisu padły w jednym zdaniu.

Długa droga na srebrny ekran

Michał Żebrowski jako Wiedźmin w filmie z 2001 roku, fot. Héritage Films
Michał Żebrowski jako Wiedźmin w filmie z 2001 roku, fot. Héritage Films

Jedno jest pewne: nikt nie chce pamiętać o polskiej adaptacji. Film i serial z początków XXI wieku raziły jakością wykonania i mimo świetnej obsady nie przyniosły Sapkowskiemu chluby. Uznany przede wszystkim na wschód od Odry pisarz fantasy chyba stracił nadzieję na więcej. Za bezcen sprzedał CD Projektowi prawa do adaptacji w formie gier, po latach szeroko i pogardliwie wspominając tę umowę w wywiadach. Nieoczekiwanie gry komputerowe sprawiły bowiem, że przygody Geralta z Rivii znów rozpaliły fantazje setek tysięcy ludzi – i to nie tylko wśród fanów literackiego pierwowzoru, ale i na Zachodzie, gdzie polski autor pozostawał nieznany. Druga młodość posłużyła Białemu Wilkowi. “Wiedźmin 3: Dziki Gon” z 2015 uznano za jedną z najlepszych gier w historii, torując sadze Sapkowskiego drogę do Hollywood.

Miał być film Tomasza Bagińskiego, będzie serial Netflixa. Początkowo to właśnie polski reżyser przymierzał się do stworzenia za Oceanem pełnometrażowej produkcji o Geralcie. Rozmowy trwały, pojawiały się kolejne opcje, aż w końcu zjawili się przedstawiciele internetowego potentata. Ostatecznie twórca “Katedry” został producentem i nie nakręci nawet jednego z odcinków, choć taki był plan po zmianie formatu produkcji. Obecnie jednak kwestie personalne po tej stronie kamery nie budzą zbyt wielu emocji – a już na pewno nie takich jak obsada.

Internet raz jeszcze pokazał, jaką jest potęgą – tym razem w nieszczególnie chlubny sposób. Od momentu oficjalnego ogłoszenia współpracy w maju 2017 roku, twórcy nie mogli liczyć na szczególne wsparcie fanów. Jasne, byli tacy, którzy upatrywali w adaptacji sagi Sapkowskiego konkurenta nawet dla “Gry o Tron”. Wielu było po prostu zadowolonych, że polska proza zyska międzynarodową widownię. Nie bez znaczenia był fakt, że Netflixowi seriale wychodzą znacznie lepiej niż filmy, ale mimo wszystko “Wiedźmin” ich autorstwa nie każdemu przypadł do gustu. Pojawiło się sporo głosów, które z góry zakładały, że poprawność polityczna zabije projekt… i poniekąd właśnie teraz te osoby triumfują, choć zdecydowanie nie mają ku temu podstaw.

Nie takie BAME straszne…

W sieci bardzo szybko pojawił się mod BAME, który zmienia karnację Ciri w grze "Wiedźmin 3: Dziki Gon"
W sieci bardzo szybko pojawił się mod BAME, który zmienia karnację Ciri w grze “Wiedźmin 3: Dziki Gon”

Za Oxford Dictionary: BAME to termin używany w Wielkiej Brytanii na określenie członków społeczeństwa o kolorze skóry innym niż biały. Jego wykorzystanie w ogłoszeniu o kastingu do serialu “Wiedźmin” wywołało wirtualne zamieszki, falę hejtu dotąd nieobserwowaną przez twórców mimo wielu niepochlebnych komentarzy. Pomijając fakt, że autentyczność tego – owszem, niefortunnego – ogłoszenia była podejrzana. Trudno nie zgodzić się z osobami, które mówią jasno, że o doborze aktorów powinny decydować umiejętności, a nie kolor skóry. Trudno natomiast zgodzić się z tymi, którzy twierdzą, że “Wiedźmin” toczy się w fantastycznej wersji średniowiecznej Polski (duże uproszczenie) i słowiański klimat wymaga, by obsada była biała. Słowiański, powiadacie? Może więc warto oddać głos twórcy:

Z uporem maniaka twierdzę, że w moich książkach nie ma żadnego świata! Jeśli chodzi o ontologię całej tej cywilizacji, to jest ona szczątkowa, służy fabule i tylko do niej jest dostosowana.

mówi Andrzej Sapkowski.

Słowa te padły w wywiadzie rzece Stanisława Beresia “Historia i fantastyka” z 2005 roku, jeszcze przed rozpoczęciem serii wiedźmińskich gier. To zresztą niejedyny fragment na temat kreacji świata przedstawionego, wyraźnie dający do zrozumienia, że – jak to w fantastyce – wszystko tu jest umowne, a najważniejsze są przygody bohaterów. Naprzeciw tego stają jednak ludzie, dla których Henry Cavill nie pasuje do roli Geralta, bo… jest zbyt przystojny, zbyt dobrze zbudowany, zbyt…

Każdy sobie scenarzystą, operatorem i reżyserem

Scena z filmu przygotowanego przez CD Projekt z okazji 10-lecia serii "Wiedźmin"
Scena z filmu przygotowanego przez CD Projekt z okazji 10-lecia serii “Wiedźmin”

I tutaj dochodzimy do problemu, z jakim borykają się właściwie wszyscy twórcy, którzy próbują przenieść na język filmu pozycję literacką z licznym fandomem. Każdy, kto rzeczywiście poświęcił swój czas na przebrnięcie przez całą sagę, w trakcie lektury najzwyczajniej w świecie wyrobił sobie własną wizję świata. Nawet jeśli Sapkowski nie poświęcał zbyt wiele czasu na opisy postaci, szczątkowe informacje na ich temat wystarczają, by każdy fan widział je po swojemu. To, jak wiadomo, prowadzi do mocniejszego przywiązania do pewnych schematów, których modyfikacja powoduje problemy w pozytywnym odbiorze cudzej interpretacji.

Sporo w temacie namieszały także gry, które wyręczyły także osoby o mniej plastycznej wyobraźni. “Wiedźmin” CD Projektu był wyraźnie bardziej słowiański w swej wizualnej sferze niż książki, ale był też niesamowicie spójną wizją świata, z którą twórcy serialu mogą (i dla własnego dobra powinni), ale wcale nie muszą korespondować. Wszak “Wiedźmin” Netflixa jest niczym innym jak kolejną interpretacją prozy Andrzeja Sapkowskiego, nie zaś gry bazującej na tejże prozie. Tu doskonale nadawałby się także kolejny cytat z “Historii i fantastyki”:

Mój świat to pseudoświat. To wyłącznie tło, przesuwane kołowrotkiem jarmarczne płótno. Jest to uzasadnione – wszak opowieść nie jest opowieścią o losach świata, lecz losach bohaterów. To świat służy fabule, nie fabuła światu.

stwierdził Andrzej Sapkowski.

To niestety nie przemawia do hejterów, o czym przekonała się między innymi showrunnerka serialu “Wiedźmin”, Lauren S. Hissrich. Amerykanka długo broniła swoich racji, często powoływała się także na konsultacje z autorem sagi, ale ostatecznie musiała odpuścić. Kilka dni temu oznajmiła, że robi sobie przerwę od mediów społecznościowych, by skupić się na pisaniu. I to zapewne jedyne słuszne rozwiązanie. Najciekawsze jest jednak to, co stało się później. Okazuje się bowiem, że mimo rzekomego wykluczenia białych aktorów z kastingów, jedną z kandydatek do roli Ciri jest pewna 17-letnia Polka. Nie ujawniono nazwiska, a informacja może nie być autentyczna. Jeśli się potwierdzi, nie łudźcie się, że będzie to wynik “wywalczenia” zmiany decyzji twórców po fali hejtu. Nie radziłbym też oceniać serialu na podstawie tak szczątkowych informacji, jakie posiadamy. “Wiedźmin” jest przecież dopiero na etapie preprodukcji, a najważniejszy dla fanów powinien być w tym momencie czynny udział Andrzeja Sapkowskiego w jego powstawaniu. Jeśli to nie przekonuje o zgodności netflixowego tworu z literackim pierwowzorem, to już nie wiem, co.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Sam Adams Utopias – jak smakuje piwo za 200 dolarów?

Może Samuel Adams Utopias nie jest najbardziej luksusowym trunkiem świata, ale wyróżnia...
Czytaj wiecej