NEXT TO NORMAL W SYRENIE

Fragment sztuki , fot. teatrsyrena.pl
Fragment sztuki , fot. teatrsyrena.pl
Do niedawna wydawało mi się, że musicale pisze się tylko na podstawie tekstów o miłości, przyjaźni, seksie, że są tylko pogodne, że pisze się do nich muzykę skoczną, łatwo wpadającą w ucho i tylko w durowej tonacji.

Innymi słowy – że to taki gatunek, który odpowiada na bardzo ludzką przecież potrzebę rozrywki. Tymczasem – nic bardziej mylnego, powstają musicale o uzależnieniach, zbrodniach, toksycznych relacjach, o chorobach, samobójstwach, nie dość tego – właśnie te, „poważne”, często zostają prawdziwymi hitami, zarówno na Broadwayu jak i West Endzie.

Plakat , fot. teatrsyrena.pl

Sukces

Next to Normal pojawił się na Broadwayu przed dziesięcioma laty, stał się natychmiast przebojem, chwilę później zdobywając Pulitzera, jedenaście nominacji do Tony Awards i trzy statuetki w najważniejszych kategoriach tej prestiżowej nagrody dla broadwayowskich produkcji. Teraz możemy ten musical obejrzeć także w warszawskim Teatrze Syrena i wszystko wskazuje na to, że przedstawienie osiągnie u nas podobny sukces. Tam zagrano NtN 700 razy, jak będzie u nas?

Fabuła

Nie wszystko mogę napisać, żeby nie zepsuć Wam wieczoru, ale w telegraficznym skrócie (i w pewnym uproszczeniu) – poznajemy oto pewną zupełnie zwykłą amerykańską rodzinę z przedmieść, Goodmanów, Diane i Dana, z dwójką dorastających dzieci – szesnastolatkę Natalie, perfekcjonistkę aż do przesady i – Gabe’a, osiemnastolatka, to taki syn, jakiego każda matka chciałaby mieć (jakkolwiek to zabrzmi).  Dan jest wspaniałym mężem, przystojnym, troskliwym, a Diane – nieprawdopodobnie atrakcyjną powiedzmy, że czterdziestolatką, która cierpi na chorobę dwubiegunową. Wspólnie z rodzina i psychiatrami próbuje tę chorobę pokonać albo choćby opanować. Ale to nie będzie proste, szczególnie, gdy okaże się, gdzie mogą leżeć jej źródła…

Scena i widownia teatru Syrena , fot. teatrsyrena.pl

O życiu… w musicalu

Tekst libretta został przetłumaczony przez Jacka Mikołajczyka – także reżysera spektaklu i dyrektora sceny – z szacunkiem dla inteligencji widza, bardzo dobrze się tego słucha, postaci mówią językiem, którym się na co dzień porozumiewamy, są jednymi z nas, sąsiadami, znajomymi, którzy próbują dać sobie rade z nieszczęściem, które ich spotkało, i – którym bardzo mocno kibicujemy. Złapałem się na tym, że w dwóch czy trzech momentach bliski byłem poruszenia, a widzki obok mnie poddały się już prawie na początku i od razu wyciągnęły chusteczki. Bo to jest po prostu – wciągająco opowiedziana historia, tylko tyle i aż tyle.

Musical jest fantastycznie zagrany. Aktorzy są świetni, wszyscy, śpiewają, jakby urodzili się z nutkami z tego spektaklu w głowie, to dowodzi tylko tego, jak wiele ciężkiej pracy włożyli w swoje role. Olśniewająca w roli Diane jest Katarzyna Walczak, znana już widzom Syreny i innych teatrów muzycznych w Polsce, nie sposób od niej oderwać wzroku (i słuchu). Również znakomity w Roli Dana Przemysław Glapiński, który zagrał swoją rolę z lekkością, naturalnością i wdziękiem, bez – przepraszam za może nieadekwatne słowo – spinki. Tę rolę w drugiej obsadzie gra Damian Aleksander. Zwracam także uwagę na bardzo utalentowanego Marcina Franca (Gabe), studenta IV roku warszawskiej Akademii Teatralnej, mającego już niebagatelny dorobek zarówno w teatrze muzycznym jak i dramatycznym.

Twórcom gratuluję, a widzom życzę powodzenia w zdobyciu biletów.

More from Rafał Turowski

Koniec sezonu. Wyjeżdżamy!

I sezon teatralny minął. Niestety, nie był najciekawszy, byliśmy świadkami kilku rozczarowań,...
Czytaj wiecej