“Carnage” to Nick Cave i Warren Ellis bawiący się w zachowawcze fantazjowanie

Nick Cave & Warren Ellis, Carnage, Goliath Records, AWAL
Nick Cave & Warren Ellis – "Carnage", fot. Goliath Records/AWAL
Nick Cave wraz ze swym stałym kompanem próbują zmierzyć się z uczuciem lockdownowej alienacji. Ich lekiem na problematyczną rzeczywistość jest ucieczka w głąb samych siebie. Podróż, w którą się wybierają, wydaje się fantazyjna, lecz także odrobinę zbyt zachowawcza.

Album Nicka Cave’a oraz Warrena Ellisa można z czystym sumieniem nazwać muzyczną psychogeografią. Tym osobliwym terminem niektóre środowiska (zwłaszcza reprezentanci artystycznej awangardy) posługują się już od lat pięćdziesiątych. To wtedy grupa zainspirowanych surrealizmem twórców zaczęła uprawiać turystykę opartą na technice strumienia świadomości. Zamiast eksplorować świat poprzez chodzenie utartymi ścieżkami, pozwalali sobie na błądzenie wśród nieznanych terenów. Według nich spontaniczne, nieplanowane wycieczki symbolizowały wolność zrodzoną w tajemnych korytarzach podświadomości.

“Carnage” obfituje w podróżnicze wątki tego typu

Mnóstwo wersów dotyczy przemieszczania się różnymi środkami lokomocji, pojawiają się sterty walizek czy krajobraz motelowy. Turystyce według Cave’a daleko jednak do przyziemności. Opiera się na jego ulubionych motywach poszukiwania Boga, miłości oraz sensu życia. Spontaniczność cave’owskiej psychogeografii nie ulega wątpliwości – płytę nagrano w tydzień, niejako z potrzeby lockdownowej chwili.

Trzeba jednak dodać, że Australijczyk podchodzi do idei paryskich intelektualistów nieco powściągliwie, żeby nie powiedzieć zachowawczo. Fantazje byłego lidera The Birthday Party są zdefiniowane przez oszczędne brzmieniowo aranżacje i pół-gadany zaśpiew. To forma, która nie pozwala na zatracenie się w kreatywnej euforii. Raczej sprawia wrażenie komfortowego koca pomagającego przetrwać artyście okres alienacji w czterech ścianach. Utwory znajdujące się na “Carnage” przywodzą na myśl słynnego mema uznającego drzemkę za najlepszy sposób na radzenie sobie z trudami codzienności.

W tle każdej kompozycji czai się upiór niepewnej przyszłości. To mroczny cień próbujący zabrać całą radość płynącą z przeżywania każdego dnia. Nick Cave wraz z Warrenem Ellisem nie mają siły skonfrontować się z niepokojącym towarzyszem życia. Muzycy preferują odwracać wzrok od wkraczającej w ich rzeczywistość ciemności. Uciekają więc w świat malowniczych, ale jednak bezpiecznych fantazji.

Nowa płyta Cave’a i Ellisa ukazuje paradoks związany z uprawianiem sztuki w czasach kryzysu

Warren Ellis, Nick Cave, Joel Ryan
Warren Ellis i Nick Cave, fot. Joel Ryan

Teoretycznie trudna sytuacja powinna stymulować eksplozję kreatywności. W końcu ekstremalne warunki dają pole do popisu artystom. Dają im okazję do stworzenia czegoś, co wywoła prawdziwą rewolucję. Jednakże człowiek pozbawiony poczucia bezpieczeństwa często wcale nie ma ochoty na rewoltę. Zwykle woli kryć się w ciepłym, przytulnym kącie i nie wychodzić na zewnątrz do końca swych dni. Oczywiście postawa Cave’a wobec niełatwego dnia powszedniego niekoniecznie musi być permanentna. Natomiast obecnie muzyk oswaja się z realiami raczej metodą ucieczki, a nie konfrontacji. Jego pomysł na psychogeografię zdecydowanie przedkłada chwilę świętego spokoju nad brawurę.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Pokochajmy pastiszową słodycz serialu “Community”

Od pierwszego kwietnia polscy użytkownicy platformy Netflix mają możliwość zorganizowania sobie wieloodcinkowego...
Czytaj wiecej