Nie żyje Bernardo Bertolucci

Krąg życia wygląda tak, że każde życie się kiedyś skończy. W kinie czasami możemy zaobserwować co innego, ale twórców filmowych obowiązują już te same reguły co nas. Niestety.

Kilka dni temu, 26 listopada zmarł Bernardo Bertolucci – wielki włoski reżyser. Człowiek, który stworzył wiele filmów, bez których nie wyobrażamy sobie kina w takim kształcie, w jakim jest teraz. Miał 78 lat i zmarł na raka płuc. Każda śmierć jest wielką stratą, tym bardziej w przypadku ludzi tworzących sztukę, będącą blisko nas. Na szczęście Bertolucci pozostawił po sobie coś, co będzie z nami już na zawsze i dzięki temu, jego osoba również.

Bertolucci nie był reżyserem, które znał każdy, ale na pewno każdy powinien znać jego oraz filmy, które tworzył. Choć nie były to obrazy proste w odbiorze, często bardzo kontrowersyjne i zdecydowanie pozostawiające po sobie ślad, niekoniecznie zawsze pozytywny.

Głośno zrobiło się o nim w 1970 roku, kiedy to jego film „Konformista“ – i on sam – został nominowany do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany. Odniósł również sukcesy jak nominacja do Złotego Globu, czy nagroda na festiwalu w Berlinie. Było wiadomo, że Bertolucci to nazwisko, o którym jeszcze usłyszy świat. No i usłyszał.

„Ostatnie tango w Paryżu“, reż. Bernardo Bertolucci

W 1972 roku do kin trafił film „Ostatnie tango w Paryżu“, gdzie w rolach głównych pojawili się Marlon Brando i Maria Schneider. Opowieść o Amerykanie w starszym wieku, który nawiązuje znajomość z młodą Francuską, polegający na tym, by uprawiać wyuzdany seks. Film był bardzo odważny, w pewnych momentach nawet skandaliczny. Lecz tym czym przeszedł do historii, to scena w której Brando, nie ma co ukrywać, zgwałcił Schneider. Kilka lat temu reżyser przyznał w wywiadzie, że aktorka nie widziała, jak ta scena będzie wyglądać. Marlon Brando przyszedł do niego rankiem przed kręceniem sceny i wspólnie wszystko wymyślili. Schneider nigdy nie odezwała się później do nich obu, miała depresję i właściwie zniszczone życie. Bertolucci wypowiedział się, że utrzymał wszystko przed nią w sekrecie, gdyż chciał, by zareagowała na wszystko jako kobieta, a nie aktorka.

Kolejnym filmem, który jest chyba jego największym sukcesem, był „Ostatni cesarz“. Historia Puyi, będącego ostatnim cesarzem Chin, która była również adaptacją jego dwutomowej autobiografii, zatytułowanej „Byłem ostatnim cesarzem Chin. Konsultantem do filmu, był młodszy brat Puyi. Dzieło zdobyło 9 Oswcarów, a dwa z nich powędrowały do samego reżysera – za najlepszą reżyserię i najlepszy scenariusz adaptowany.

„Ostatni cesarz“, reż. Bernardo Bertolucci

Do innych bardzo znanych filmów Bertolucciego należy zaliczyć „Małego Buddę“, ze świetną rolą Keanu Reevesa z 1993 roku oraz film „Marzyciele“ z 2003. Ten drugi to między innymi filmowy debiut Evy Green, która dziś jest naprawdę fenomenalną aktorką. Cóż, trudno sobie wyobrazić lepszy start niż u włoskiego mistrza.

Bernardo Bertolucci to niezwykła postać świata filmu. Z jednej strony niezwykle zdolny reżyser, który stworzył dzieła znajdujące się dziś w kanonie światowego kina, będące wyjątkowe, ale również kontrowersyjne. Z drugiej, był właśnie osobą, której zachowania należałoby potępiać.
Jestem jednak zdania, żeby oceniać go jako twórcę i to powinniśmy robić przez pryzmat filmów, które po sobie pozostawił. Osobiście uwielbiam „Ostatniego cesarza“ i chętnie go sobie w najbliższym czasie powtórzę.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Lexus LX – SUV pełen luksusu

Gdy wsiadamy do Lexusa LX 570 od razu wiemy, że nie mamy...
Czytaj wiecej