Dlaczego nie potrafimy przerywać niechcianych rozmów?

Niechciane rozmowy, Rozmowa telefoniczna, Pixabay
Fot. Pixabay
Rozmowy telefoniczne stanowiły w ostatnich miesiącach namiastkę kontaktu z drugim człowiekiem, ale też uwypukliły pewien problem – niesatysfakcjonujący czas konwersacji. Naukowcy z Uniwersytetów: Harvarda, Pensylwanii i Wirginii postanowili to zbadać.

Kto nigdy nie wisiał na słuchawce wbrew własnej woli, przytakując jedynie rozmówcy, z którym wypadało porozmawiać, ale głupio było przyznać, że nie mamy ochoty na kontynuowanie konwersacji – niech pierwszy rzuci kamień. Takie sytuacje zdają się czymś normalnym, zwłaszcza przy różnych okazjach, zmuszających do odpowiednich zachowań. Choć rozmowa odgrywa ważną rolę w ludzkim życiu, mało kto potrzebuje przecież typowego wygadania się. Najczęściej wolimy natomiast omawianie konkretnych tematów z konkretnymi osobami. Pandemia sprawiła jednak, że zarówno niechciane rozmowy, jak i te wyczekiwane, lecz przerwane, przytrafiały nam się częściej – w obu przypadkach rozczarowując.

Niechciane rozmowy to tylko jedna strona medalu

Niechciane rozmowy, Rozmowa telefoniczna, Yan Krukov, Pexels
Fot. Yan Krukov/Pexels

Tak naprawdę mówienie o niechcianych rozmowach jest bardzo dużym uproszczeniem. Bez względu na wychowanie czy konwenanse trudno człowieka zmusić do konwersacji. Chodzi raczej o sytuacje, gdzie – owszem – chętnie złożymy komuś życzenia, ale niekoniecznie z wypiekami oczekujemy na opowieść o tym, co wydarzyło się w jego życiu od naszej ostatniej rozmowy. Warto jednak postawić się także po drugiej stronie – gdy to my bardzo chcemy o czymś opowiedzieć, ale wyczuwamy, że rozmówca wolałby się rozłączyć. Artykuł przywołujący naukowe ustalenia na ten temat opublikowano niedawno na łamach “Proceedings of the National Academy of Sciences”.

Publikacja to zbiorcza praca badaczy z Uniwersytetu Harvarda oraz uniwersytetów stanowych z Pensylwanii i Wirginii. Naukowcy nie skupiali się przy tym na przykładach skrajnych, jak wspomniane przeze mnie wyżej, lecz przeanalizowali normalne, codzienne rozmowy. Podstawowym ustaleniem jest natomiast – tu bez zaskoczenia – brak koordynacji między ludźmi. Co jednak ciekawe, pod tym pojęciem skrywa się kilka powodów. Nie chodzi bowiem o to, by znaleźć osobę, z którą idealnie się zgramy. Brak koordynacji w tym przypadku wynika raczej – jak piszą naukowcy – z unikania zachowań, które mogłyby się wydać niegrzeczne. Jeśli dodamy do tego fakt, że tak naprawdę nie znamy oczekiwań rozmówcy, możemy znaleźć się w sytuacji kuriozalnej. W takich przypadkach obie strony wykazują się bowiem bardzo podobnym tokiem rozumowania.

Zaskakujące, że wcześniej nikt nie pochylił się nad tym problemem

Psychologowie i socjologowie od lat badają komunikację międzyludzką. Istnieją dziesiątki publikacji naukowych dotyczących tego zagadnienia, ale zgłębiających zupełnie inne aspekty, często o wiele bardziej złożone. Mało kto interesował się jednak samą czynnością – jak się zaczyna, rozwija i kończy. Profesor Daniel Gilbert (Uniwersytet Harvarda) uważa natomiast, że naukowe zrozumienie mechanizmów rozmowy może być nawet istotniejsze od dotychczasowych ustaleń. Właśnie dlatego uczelnie połączyły siły, by przyjrzeć się sprawie.

Ludzie są najbardziej społecznym gatunkiem wśród zwierząt na naszej planecie, a rozmowa jest chlebem i masłem życia społecznego. Nie samym chlebem człowiek żyje, ale bez »pożywienia« umieramy.

– Daniel Gilbert, profesor psychologii na Uniwersytecie Harvarda

Naukowcy wzięli pod lupy 932 konwersacje – w większości zakończone inaczej, niż życzyliby sobie tego rozmówcy. Z ustaleń wynika natomiast, że obie strony były usatysfakcjonowane długością wymiany zdań w zaledwie… 2% przypadków. Różnice mogą nie być drastyczne, ale występują niemal zawsze – i to niezależnie od próby. Badania podzielono bowiem na dwie części. W pierwszej udział wzięły 252 nieznające się osoby. Losowo podzielono je w pary i poproszono, by rozmawiali o czymkolwiek przynajmniej minutę – a maksymalnie trzy kwadranse.

Co ciekawe, 31% ankietowanych w ogóle nie odczuło momentu, w którym byli gotowy zakończyć rozmowę. To dość zaskakujące zachowanie, ale ciekawsze są wyniki zestawiające odczucia z działaniami. Jak już wspomniałem – tylko w 2% przypadków oboje rozmówców było zadowolonych z długości konwersacji. Z kolei zaledwie 30% rozmów zakończono w momencie, gdy przynajmniej jedna z osób tego chciała. W niemal połowie przypadków (46%) rozmowy trwały dłużej, niż chcieli rozmówcy. W 10% przypadków doszło natomiast do ciekawego kuriozum. Obie strony chciały bowiem kontynuować konwersację, choć jeden z rozmówców postanowił ją przerwać.

Słuchamy, ale czy słyszymy?

Rozmowa, Satysfakcjonująca konwersacja, Helena Lopes, Pexels
Fot. Helena Lopes/Pexels

Wszystkie te rozbieżności bez wątpienia wynikają ze wspomnianych już konwenansów i wyuczonej uprzejmości, ale głównym powodem braku koordynacji między rozmówcami jest niewiedza na temat oczekiwań drugiej strony. Te potęgują bowiem poczucie obowiązku bycia miłym, nawet jeśli odczucia rozmówców są zbieżne i najchętniej zakończyliby dyskusję. Potwierdza to też wynik badania: 64% osób błędnie oceniło odczucia swojego rozmówcy. Naukowcy podkreślają jednak, że wychowanie poniekąd przymusza nas nie tylko do uprzejmości, ale i ukrywania rzeczywistych intencji.

Dla skonfrontowania wyników na losowej próbie przyjrzano się także rozmowom osób sobie bliskich. W drugiej części badania udział wzięło ponad ośmiuset uczestników, którzy opowiedzieli o swojej ostatniej rozmowie. Większość chciała, by te konwersacje potrwały przynajmniej dwie minuty dłużej. Zapytani o odczucia drugiej strony, stwierdzili natomiast, że ich rozmówcy byli gotowi kontynuować konwersację przez sześć do ośmiu minut. Oznacza to więc, że… żadna ze stron nie była długością rozmowy usatysfakcjonowana. Niemal 66% badanych stwierdziło przy tym, że w trakcie rozmowy poczuli moment, w którym byli gotowi ją zakończyć.

Badacze podkreślają, że to dopiero wstęp do zbadania mechanizmów kryjących się za czymś tak naturalnym, jak rozmowa. Nie chcą też wyciągać pochopnych wniosków ze wspomnianych wyników – stąd podkreślenie wagi tej czynności i nienachalne sugestie dotyczące źródła problemu. Niechciane rozmowy oraz urwane połączenia pozostaną więc trudnym elementem naszej codzienności… Przynajmniej do momentu, gdy zaczniemy jaśniej sygnalizować intencje i mniej zważać na to, jak postawienie sprawy jasno zostanie odebrane przez drugą stronę. Niezbyt pocieszająca wizja.

Autor artykułu
More from Damian Halik

SpongeBob doczeka się musicalu na Broadwayu

SpongeBob Kanciastoporty po raz kolejny wychodzi na suchy ląd. Sympatyczny, żółty bohater...
Czytaj wiecej