Niezwykły wyścig w Niemczech przejdzie do historii

Bolid Ferrari na torze
Bolid Ferrari na torze, źródło: Pixabay
Tegoroczne GP Niemiec pełne było niespodziewanych zwrotów akcji i zaskakujących wydarzeń. Jedni mieli sporo pecha, inni furę szczęścia. Emocji nie brakowało do końca wyścigu, a także po nim.

W strugach deszczu odbyła się 11 runda Mistrzostw Świata Formuły 1 sezonu 2019. Wyścig, podczas którego działo się naprawdę dużo. Można by obdzielić wydarzeniami co najmniej kilka innych. Niektórzy mówią o jednym z najlepszych i najbardziej obfitym w wydarzenia w całym XXI wieku.

Przede wszystkim trzeba dojechać

Aż sześciu zawodników nie zdołało ukończyć wyścigu. Sergio Perez wypadł już na trzecim kółku. Poza tym Lando Norris, Daniel Ricciardo, Pierre Gasly, Niko Hulkenberg, który był w stawce naprawdę wysoko i wydawało się, że wierzy w podium. Również Valtteri Bottas waczył o miejsce na podium i zaledwie kilka okrążeni przed końcem wyścigu rozbił swój bolid. O sporym pechu musi mówić też Charles Leclerc. Kierowca Ferrari znajdował się w grupie walczącej o zwycięstwo w wyścigu. Po wizycie w pit lane, bardzo szybkiej i udanej, wyjechał na tor, gdzie niestety stracił przyczepność, po drodze zahaczył o żwir i uderzył w ścianę. Nie przebierał wtedy w słowach krzycząc przez radio „Fucking no!”.

Kolejnym pechowcem okazał się zwycięzca kwalifikacji Lewis Hamilton. Podczas jednego z okrążeń omal nie wypadł z toru i nie przepisowo wjechał do alei serwisowej. Tam nie czekali na niego przedstawiciele Mercedesa, ponieważ kompletnie się go nie spodziewali. Wobec czego postój trwał aż 50 sekund! To wszystko, kiedy prowadził w wyścigu. Skończyło się to ostatecznie jedenastym miejscem Brytyjczyka i gdyby nie późniejsze kary dla Alfa Romeo (od których zapowiadają odwołanie), zespół Mercedesa w ogóle nie zdobyłby punktów.

Sami pechowcy? Nie!

Skoro mieliśmy tyle wypadków i pechowych sytuacji na torze, to kto zyskał? Po pierwsze Max Verstappen, który zaczynał wyścig z drugiej pozycji, a ukończył zwycięsko. Jeździł praktycznie bezbłędnie (chociaż doszło do pewnej scysji na radiu z własnym teamem po wymianie opon) i trzeba powiedzieć, że bardzo zasłużenie stanął na najwyższym stopniu podium. Do tego jego mechanicy pobili rekord w czasie wymiany opon. Zajęło im to zaledwie 1,88 sekundy.

Wyścig Formuły 1, źródło: pixabay.com

Niesamowity przejazd zaliczył Sebastian Vettel. Startował z dwudziestego miejsca, więc było przed nim nie lada wyzwanie. Już po starcie szybko zyskał kilka pozycji i jechał w okolicy środka stawki ze wskazaniem na górną połówkę. Pod koniec wyścigu, po zjeździe, „safety car” zaatakował i dzięki pozytywnemu dla niego splotowi wydarzeń ukończył przejazd na świetnej drugiej lokacie.

Do tego mamy jeszcze polski akcent.

Robert Kubica ukończył wyścig na dwunastej pozycji, ale ostatecznie obaj kierowcy Alfy Romeo zostali ukarani 30 sekundami kary za niezgodność bolidu z regulaminem. Obaj znajdywali się przed Kubicą, ale po dodaniu 30 sekund ostatecznie znaleźli się za Polakiem, co oznaczało, że zajął on dziesiąte, ostatnie punktowane miejsce w rywalizacji. Przed sezonem wydawało się, że z tym bolidem nie ma on większych szans na jakiekolwiek punkty, w dodatku zespół faworyzuje jego kolegę z zespołu, a jednak Robertowi udało się dokonać wręcz niemożliwego.

Polski kierowca przy okazji ustanowił rekord w… oczekiwaniu na punkty Formuły 1. Było to dokładnie 8 lat, 8 miesięcy i 14 dni. Dotychczas rekord należał do Luciena Bianchiego z 1968 roku. 7 lat, 11 miesięcy i 7 dni.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Polar Ignite – sportowy zegarek na miarę naszych oczekiwań

Do tej pory uważaliście, że warty uwagi jest tylko smart watch? A...
Czytaj wiecej