Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu

Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – "Druga Ziemia" (2011, fot. Artists Public Domain)
Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – "Druga Ziemia" (2011, fot. Artists Public Domain)
Hollywoodzkie superprodukcje o wielomilionowych budżetach przyzwyczaiły nas do rozbuchanych efektów specjalnych, ale i bez tego można się obyć. Jednym z najbardziej polegających na CGI gatunków jest bez wątpienia fantastyka naukowa, dlatego wziąłem pod lupę filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu.

Łatka produkcji niskobudżetowej – delikatnie mówiąc – raczej nie kojarzy się zbyt dobrze. Zazwyczaj na myśl przychodzą tu filmy klasy B z lat 80., które (choć nieraz kultowe) wprost straszyły jakością wykonania. Często były to właśnie filmy science fiction, w jakiś sposób ocierające się o zagadnienia fantastyki, ale z braku środków niepotrafiące zrealizować ich we właściwy sposób. Obecnie niewielkie fundusze twórców nie są jednak równoznaczne z nostalgiczną pogonią za mistrzami tej specyficznej stylistyki. Najczęściej aspiracje są o wiele większe, lecz nikłe zasoby gotówki wynikają np. z awangardowego podejścia, które odstrasza potencjalnych inwestorów lub najzwyczajniej w świecie z pozycji na filmowym rynku. Mało który debiutant jest bowiem w stanie przekonać producentów, że to właśnie jemu powinni powierzyć swoje miliony.

Jeśli zastanowimy się głębiej, nawet granice niskobudżetowości są dość płynne. Neill Blomkamp, którego konikiem są filmy science fiction, uważa, że dobry film nie powinien kosztować więcej niż 30 milionów dolarów. Zdaniem twórcy “Dystryktu 9” jest to kwota, która pokrywa większość potrzeb, ale i zmusza reżysera do kreatywności podczas produkcji. Z kolei w Hollywood mianem niskiego budżetu określa się choćby tytuły, które pochłonęły nie więcej niż 5 milionów dolarów. Rozstrzał jest więc olbrzymi, a trzeba pamiętać, że są i tacy, którzy za 1% tej kwoty potrafią stworzyć prawdziwe dzieło kinematografii! Właśnie na tych ostatnich skupiłem swoją uwagę.

Przykłady świetnych produkcji niskobudżetowych można by mnożyć, ale szczególnie polecam poniższe filmy science fiction, które wręcz zachwycają mimo finansowych ograniczeń:

 

“Take Shelter” (2011, reż. Jeff Nichols) – budżet: 4 750 000 $ (przypuszczalnie)

Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – "Take Shelter" (2011), fot. Grove Hill Productions
Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – “Take Shelter” (2011), fot. Grove Hill Productions

Jak wspominałem – budżet opiewający na niespełna pięć milionów dolarów to w Hollywood domena filmów niskobudżetowych. “Take Shelter” jest zresztą doskonałym przykładem tego, że sukces artystyczny nie musi iść w parze z finansowym (i rzadko to robi). Film Jeffa Nicholsa zgarnął ponad siedemdziesiąt nominacji, z czego czterdzieści dwie zamienił w nagrody. Aż trzy statuetki młody reżyser otrzymał podczas festiwalu filmowego w Cannes, jednak mimo to, jego drugie dzieło zarobiło ledwie nieco ponad trzy miliony dolarów. A szkoda, bo ten film naprawdę warto zobaczyć!

Historia farmera z Ohio, który powoli pogrąża się w obsesji związanej z budową schronu, to przede wszystkim aktorska maestria Michaela Shannona i partnerującej mu Jessiki Chastain. Wielu może w ogóle zdziwić pojawienie się właśnie tego tytułu na liście, ale umówmy się, że tematyka przygotowań do apokalipsy wyczerpuje znamiona zagadnienia fantastycznonaukowego. Nawet jeśli w ostatecznym rozrachunku uznamy tę produkcję za rasowy dramat psychologiczny, “Take Shelter” – podobnie jak niemal wszystkie filmy science fiction na tej liście – realizuje swoją gatunkową przynależność w skali mikro, do końca trzymając widza w niepewności, co tak naprawdę kryje się za całą opowieścią.

 

Sygnał” (2014, reż. William Eubank) – budżet: 4 000 000 $ (przypuszczalnie)

Zastanawiałem się, czy postawić na “Sygnał”, czy może jednak nieco droższy (5 000 000 $), ale oferujący znane twarze (Sam Rockwell, Kevin Spacey, Kaya Scodelario) i zachwycający wizualnie “Moon” z 2009 roku. Ostatecznie jednak uznałem, że eskapada dwóch młodych hakerów będzie ciekawszą propozycją. Film Williama Eubanka, podobnie jak “Take Shelter”, nie zwrócił się wytwórni, nie przyniósł też nagród, ale spokojnie można okrzyknąć go jednym z najlepszych thrillerów s-f ostatniej dekady.

Opowieść o absolwentach MIT, którzy w wolnych chwilach parają się hakerstwem, a po namierzeniu sygnału swojego internetowego przeciwnika postanawiają złożyć mu niezapowiedzianą wizytę, do końca trzyma w napięciu. Podróż przez Nevadę bardzo szybko zaczyna zyskiwać nowe wątki – na czele z tajemniczymi budynkami badawczymi, technologią obcych i ogólną, stale narastającą atmosferą grozy.

 

“Druga Ziemia” (2011, reż. Mike Cahill) – budżet: 100 000 $

Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – "Druga Ziemia" (2011), fot. Artists Public Domain
Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – “Druga Ziemia” (2011), fot. Artists Public Domain

Filmy science fiction często na pierwszą myśl przywołują skojarzenia z tematyką kosmiczną. Ta zaś, zwłaszcza gdy dotyczy eksploracji wszechświata, najczęściej wymaga olbrzymiej pracy mistrzów grafiki komputerowej. CGI (computer-generated imagery) pochłania jednak olbrzymie pieniądze, na co – nie oszukujmy się – stać tylko największe wytwórnie. Można to jednak ominąć, opowiadając ciekawe historie fantastycznonaukowe bez wzbijania się w przestworza. “Druga Ziemia” Mike’a Cahilla nie jest na tej liście przykładem odosobnionym.

Dramatyczna historia młodej kobiety, której świetlana przyszłość zostaje przekreślona przez wypadek, daje twórcy filmu możliwość opowiedzenia o poczuciu winy i próbie naprawienia swoich błędów, wplątując w to motyw alternatywnej rzeczywistości, który dla coraz mocniej pogrążającej się głównej bohaterki może być jedyną nadzieją. “Druga Ziemia” zdobyła wiele nominacji i nagród, między innymi na festiwalach w Sundance i Locarno. W ostatecznym rozrachunku film Cahilla zarobił około 1,4 miliona dolarów, czyli czternaście razy więcej niż kosztowała jego produkcja.

 

“Równoległa rzeczywistość” (2013, reż. James Ward Byrkit) – budżet: 50 000 $

W przypadku “Równoległej rzeczywistości” najciekawszy zdaje się sposób, w jaki w ogóle doszło do powstania tego filmu. James Ward Byrkit nie jest debiutantem czy twórcą awangardowym. To uznana w filmowym środowisku persona: scenarzysta animowanego filmu “Rango”, producent “Lasu samobójców”, storyboardzista trzech pierwszych części “Piratów z Karaibów” czy zeszłorocznego hitu – “Baby Drivera”. Tak się jednak złożyło, że w wolnej chwili Byrkit postanowił zainwestować czas i pieniądze w poboczny projekt.

“Równoległa rzeczywistość” zaczyna się niepozornie. Ot, spotkanie grupki przyjaciół, nagle przerwane przez awarię prądu. Ta zaś jest pokłosiem przelotu komety, która wywołała także inne anomalie, przede wszystkim otwierając wrota wymiarów. Planem zdjęciowym był dom reżysera, a – zdawać by się mogło – banalna historia została poprowadzona tak, by uzewnętrznić złożone procesy myślowe oraz ukazać moralne i niemoralne sposoby wykorzystania tej fantastycznonaukowej sytuacji. Bez fajerwerków wizualnych, za to z ciekawą narracją “Równoległa rzeczywistość” zdobyła uznanie widzów, choć nie przełożyło się ono ani na wynik finansowy, ani na zatrzęsienie nagród filmowych.

 

“Upstream Color” (2013, reż. Shane Carruth) – budżet: 50 000 $

Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – "Upstream Color" (2013), fot. Shane Carruth
Filmy science fiction, które zachwyciły mimo niewielkiego budżetu – “Upstream Color” (2013), fot. Shane Carruth

Shane’owi Carruthowi powinno się przyznać specjalną nagrodę za trud, z jakim rzeźbi swoje wielowymiarowe dzieła. Idąc śladem mistrzów pokroju Johna Carpentera, Amerykanin stara się być twórcą kompletnym, samowystarczalnym. Pisze scenariusze, reżyseruje, występuje przed kamerą, kręci, montuje i komponuje muzykę – zarówno do własnych, jak i cudzych produkcji. Już jego debiutancki, poruszający tematykę podróży w czasie “Wynalazek” (“Primer”, 2004) narobił sporo hałasu. Film nakręcony za zaledwie 7 000 $ zdobył kilka wyróżnień (między innymi w Sundance) i wzbudził gorące dyskusje między fanami a osobami, dla których był tylko pseudointelektualną paplaniną. Nie inaczej było w przypadku kolejnego tytułu jego autorstwa.

W swej złożoności “Upstream Color” zdecydowanie przewyższa “Wynalazek”, choć na końcu daje widzom jasne odpowiedzi. Widać, że autor odrobił lekcje, ponieważ właśnie brak jasnego rozwiązania fabuły był podnoszony jako główny argument przeciw jego pierwszemu filmowi. W swej opowieści o dwojgu ludzi, których losy splotły się na skutek działania pewnego obcego organizmu, Carruth sporo wagi przywiązuje też do trzyfazowego cyklu życia owego pasożyta. Poplątane ścieżki życiowe głównych bohaterów i urywające się motywy, które początkowo zdają się nie mieć najmniejszego sensu, ostatecznie dają jednak silny wydźwięk dotyczący zarówno eksperymentów na żywych organizmach, jak i samego motywu cykliczności życia na Ziemi.

“Upstream Color” bez wątpienia reprezentuje te filmy science fiction, które ze względu na swą złożoność nie zdobywają wielkiego poklasku. Mimo to produkcja zarobiła niemal dziesięć razy więcej, niż kosztowała, zgarniając też niemal czterdzieści nominacji do różnych nagród. W tym przypadku ponownie zwycięskim gruntem dla Carrutha okazało się Sundance, ale też między innymi Calgary Underground Film Festival.

To oczywiście zaledwie przykłady. Filmy science fiction, czy fantastyka naukowa ogółem, zdają się medium nieśmiertelnym – zawsze znajdzie się ktoś, kto zaproponuje coś świeżego. Warto zobaczyć też wspomniane “Moon” i “Wynalazek”. Więcej tego typu produkcji? “Podłącz się” (2008), “Computer Chess” (2013), “The American Astronaut” (2001), “Na własne ryzyko” (2012) czy “Czworo do pary” (2014). Jak widać, produkcje sci-fi wcale nie potrzebują wielkich budżetów, a potwierdzające to tytuły można by mnożyć jeszcze bardzo długo. Ciekawą propozycją jest też “John umiera na końcu”, choć w tym konkretnym przypadku o wiele lepiej wypada książka. Jeśli jednak wolicie papier, odsyłam do innego tekstu.

Autor artykułu
More from Damian Halik

“Before the Flood”: Leonardo DiCaprio ratuje świat

Najtrudniejsza rola, wcale nie wymagała od Leonardo DiCaprio popisów aktorskich. Słynący z...
Czytaj wiecej