O chłopcu, który ujarzmił wiatr

Chiwetel Ejiofor, aktor nominowany kilka lat temu do Oscara za pierwszoplanową rolę w filmie „Zniewolony”, postanowił spróbować swoich sił jako reżyser. Jego pierwszy pełnometrażowy film zadebiutował niedawno na Netflixie.

Ten brytyjski aktor jeszcze kilka lat temu nie był kojarzony z ambitniejszym projektami. W świadomości widzów obecny by raczej z kinem typowo mainstreamowym. Zmieniło się to w 2013 roku, kiedy zachwycił wszystkich główną rolą Solomona Northupa w filmie „Zniewolony” Steve’a McQueena. Od tego momentu było niemal pewne, że to aktor, który nie raz będzie jeszcze w stanie nas zaskoczyć.

Opowieść na faktach

Kilkanaście dni temu pojawił się na Netflixie film ”O chłopcu, który ujarzmił wiatr”, będący opowieścią na faktach. Film opowiada nam historię rodziny z małej wioski w Malawii na początku XX wieku. Ejiofor nie tylko napisał scenariusz i wyreżyserował film, ale także wystąpił w nim jako głowa rodziny, wokół której toczy się cała opowieść. Jednak to nie on jest jej bohaterem, a jego syn, którego zagrał debiutujący Maxwell Simba. To właśnie on jest tytułowym chłopcem ujarzmiającym wiatr. W szkolnej bibliotece chłopiec znajduje książkę o wiatrakach i turbinach wiatrowych. Postanawia zbudować taki wiatrak w swojej wiosce, dzięki czemu pompa wody będzie mogła być zasilana przez cały rok, co skutecznie poprawi uprawę roli i wyżywienie mieszkańców.

Język Cziczewa

Pierwszą rzeczą rzucającą się w oczy – albo raczej w słuch – jest język, którym posługują się aktorzy. Wszyscy posługują się tu językiem cziczewa, będącym drugim urzędowym językiem w Malawi (angielskiego jest w filmie bardzo mało). Sam Ejiofor nauczył się go specjalnie do tej roli i należy przyznać, że posługuję się nim naprawdę biegle. Początkowo może być trudno przestawić się na to, że wszystkie postacie wypowiadają swoje słowa w języku, który nie jest powszechnie znany. Jednak to dziwne uczucie znika po kilku minutach seansu.

Aïssa Maïga, Lily Banda, Maxwell Simba i Chiwetel Ejiofor w filmie „Chłopiec, który ujarzmił wiatr“, dyst. Netflix

Malawi

Jako drugie wpada nam w oko tło całej opowieści. Akacja toczy się we wspomnianym Malawi – kraju we wschodzącej Afryce, graniczącym z Mozambikiem, Tanzanią i Zambią. Bardzo szybko zdajemy sobie sprawę, że to jest zupełnie inny świat niż ten, do którego jesteśmy na co dzień przyzwyczajeni. Mieszkańcy wioski nie mają dostępu do elektryczności, informacje ze świata poznają za pomocą radia. Szkoła jest natomiast bardzo droga – szczególnie kiedy nie ma się pieniędzy, bo przez suszę zbiory nie są tak obfite, jak planowano.

To mnie chyba uderzyło najmocniej. Człowiek zdaje sobie sprawę, że są na świecie miejsca, gdzie życie wygląda inaczej, gdzie nie ma takiego dostępu do technologii, medycyny i edukacji. Jednak w codziennym życiu o tym zapominamy, a ten film na pewno mi o tym przypomniał. W momencie, kiedy ja zastanawiam się, co pokaże Apple na nadchodzącej konferencji, gdzieś w Afryce ludzie robią wszystko, by nie umrzeć z głodu. Głód jest tu zresztą bardzo ważną kwestią, bo to tak naprawdę on jest tym katalizatorem, który wpłynął na decyzję głównego bohatera, by pomóc swojej wiosce i zbudować wiatrach.

Edukacja

Inną sprawą jest tu dostęp do edukacji. Nie istnieje coś takiego jak publiczna szkoła. Za naukę należy płacić i nie ma taryfy ulgowej. Jeśli spóźniasz się choćby jeden dzień z czesnym, musisz opuścić lekcje. Warunki, w jakich odbywają się lekcje, również wyglądają inaczej niż to, do czego jesteśmy przyzwyczajeni. Budzi się w człowieku myśl, czy aby na pewno mamy na co narzekać? W dobie internetu mamy niemal nieograniczony dostęp do wiedzy. W wielu przypadkach możemy ją czerpać za darmo. Mamy bieżącą wodę w kranie, jedzenie w lodówce. Nie jest źle. Wielu powiedziałoby nawet, że jest wspaniale.

Maxwell Simba w filmie „Chłopiec, który ujarzmił wiatr“, dyst. Netflix

Rodzina, wartości, wspólnota

„O chłopcu, który ujarzmił wiatr” to przede wszystkim opowieść o Williamie Kamkwamabie. Mężczyzna wiele lat po wydarzeniach przedstawionych w filmie, kiedy to już pobierał nauki w USA, napisał książkę o tytułowym wiatraku. To właśnie ta książka zainspirowała Ejiofora do napisania scenariusza i opowiedzenia nam historii przedstawionej w filmie. To również opowieść o rodzinie, wartościach i wspólnocie. Film Ejiofora porusza te tematy w bardzo piękny i subtelny sposób. To zdecydowanie powolne kino, przeplecione pięknymi zdjęciami i wieloma wzruszającymi momentami. Podczas seansu bardzo kibicowałem bohaterom, choć nie w tym, by wybudowali wspomniany wiatrak. Nawet nie wiedziałem początkowo, że ma on powstać. Trzymałem za to kciuki, by po prostu udało im się przeżyć trudne chwile, by znalazło się jedzenie na ich stołach, a główny bohater mógł chodzić do szkoły.

Netflix czy kino

Z Netflixem i jego filmami bywa różnie. Wiele z nich jest na takim poziomie, że wolałbym o nich zapomnieć. Jednak sytuacja ta się zmienia, kiedy w grę wchodzą filmy prezentowane na festiwalach filmowych. „O chłopcu, który ujarzmił wiatr” pojawił się na tegorocznej edycji Festiwalu w Sundance i został tam naprawdę dobrze przyjęty. Nie ma co się dziwić. To taki rodzaj kina, który idealne oglądałoby mi się w ciemnej sali z dużym ekranem. Wtedy jego odbiór byłby zapewne jeszcze lepszy.

Cieszę się, że miałem okazję go zobaczyć, bo mocno wpłynął na moją empatię. Otworzył ponownie moje oczy na pewne sprawy społeczne dziejące się z dala ode mnie. Mam nadzieję, że Ejiofor polubił rolę reżysera i w najbliższym czasie zaskoczy nas ponownie jakimś ciekawym obrazem. Tym idealnie trafił w moją wrażliwość.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Ślepnąc od świateł – nowy polski serial od HBO

Dziś to nie filmy są najpopularniejszą formą rozrywki, a seriale. W ciągu...
Czytaj wiecej