“Ocean’s Eight” — dziewczyny na 8 z plusem

11, 12, 13...8? Kolejność coś nie taka, jakiej byśmy oczekiwali, ale spokojnie, nie jest to błąd.

To po prostu oddzielny film w „uniwersum” amerykańskich złodziei. Tym razem George Clooney i Brad Pitt wraz ze swoją ferajną poszli w odstawkę, a ich miejsce zajęły Sandra Bullock, Cate Blanchett oraz kilka innych zacnych przedstawicielek płci pięknej.

W dużym uroszczeniu: to po prostu damska wersja znanego hitu. Nie oznacza to jednak, że jest to zwykły remake. Nie tak dawno temu mieliśmy do czynienia z nową odsłoną “Pogromców duchów”, gdzie kobiety zastąpiły dobrze znanych, męskich bohaterów. W tamtym przypadku jednak nie wyszło to za dobrze i, choć nie było totalnej klapy, to zdecydowanie zabrakło jak dla mnie świeżości.

“Ocean’s 8”, dystr. Warner Bros. Entertainment Polska

Inaczej sprawa wyglądała w przypadku Ocean’s crew, ponieważ tu czułem, jakbym oglądał po prostu fajny film o złodziejach. Bardzo mnie to cieszy, ponieważ ostatnie, czego bym chciał to granie całkowicie na tej samej nucie i na kanwie poprzednich filmów z serii.

Choć sam scenariusz uważam za nieco – no, może nawet trochę bardziej – gorszy od poprzednich filmów, to wspaniała obsada dostatecznie mi to zrekompensowała. Zagrała tu bowiem właściwie czołówka najlepszych aktorek z Hollywood – do wymienionych już przeze mnie należy dodać między innymi Anne Hathaway, Helenę Bonham Carter czy Sarę Paulson. Moim zdaniem, wszystkie panie wypadły bardzo dobrze, co oczywiście wpłynęło na mój odbiór filmu.

“Ocean’s 8”, dystr. Warner Bros. Entertainment Polska

Pomimo tego, że “Ocean’s 8” nie zdołał zakwalifikować się do grupy filmów lubianych przeze mnie aż tak, jak poprzednie części, to na pewno będę do niego od czasu do czasu wracał. Jest to zdecydowanie przyjemne kino, które stanowi idealną pozycję na weekendowe popołudnie lub wieczór. Mamy tu dobry humor, który nie jest ani chamski, ani sztuczny. Są ciekawe bohaterki i przyzwoita historia samej kradzieży, którą planują. Nie wiem, czy są już plany na kontynuacje, ale jeśli tak, to z chęcią je obejrzę.

Podsumowując: jest to film, który nie musiał mieć „Ocean’s” w tytule, bo i bez tego by się go dobrze oglądało, a także sprzedawało– przede wszystkim za sprawą głośnych i dobrych nazwisk. Jednak producenci najwyraźniej mieli w głowie założenie, że nazwa popularnej serii ściągnie do kina większą ilość widzów. Mam nadzieję, że plan ten uda się zrealizować, a film zarobi odpowiednio – tak, aby powstała kolejna jego część.

“Ocean’s 8”, dust. Warner Bros. Entertainment Polska

Mój odbiór może być jednak mało obiektywny, gdyż uwielbiam prawie każdą aktorkę grająca w tym filmie, choć Sandrę Bullock oraz Anne Hathaway przede wszystkim. Dodatkowo, należy wspomnieć o doskonałym występie gościnnym James’a Cordena który, kolokwialnie mówiąc, zrobił mi dzień.

Na pytanie, czy warto iść do kina, muszę odpowiedzieć, że tak. Może nie jest to najlepsze, co w tym momencie zobaczycie, ale dobra zabawa jest tu niemal gwarantowana. Czuć klimat dawnych łotrów i łotrzyków.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Atomowa blondynka

Jeśli szukacie dobrego kina akcji, będącego również pozycją szpiegowską, to do naszych...
Czytaj wiecej