Oman – ostoja spokoju na Bliskim Wschodzie

Targowisko w Matrah (Oman), fot. Getty Images
Targowisko w Matrah (Oman), fot. Getty Images
Bliski Wschód od lat jawi nam się jako miejsce dwóch sprzeczności – to z jednej strony strefa nieustającej wojny, z drugiej zaś miejsce ociekające luksusem, na jaki może sobie pozwolić jedynie garstka ludzi na świecie. Z dala od świszczących pocisków i w cieniu bogatych sąsiadów jest jednak jeszcze jedno miejsce, swoista ostoja spokoju i bliskowschodniej normalności – Oman.

Na sposób, w jaki Oman jest postrzegany na świecie, wyraźnie wpływa oderwanie się tego państwa od lokalnych trendów. Graniczący z Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi kraj nie stara się brać udziału w technologicznym wyścigu. Nie powstają tam najwyższe wieżowce świata, które co rusz windują rekordy, czy inne pobudzające wyobraźnię projekty. Nie ma wielkich inwestycji i wspierania napływu turystów poprzez zakrojone na szeroką skalę działania marketingowe. Oman po prostu jest, a życie w nim toczy się tak, jakby wokół nie działo się nic ciekawego.

Plaża Al-Mughsail (Salalah, Oman), fot. Abrar Sharif
Plaża Al-Mughsail (Salalah, Oman), fot. Abrar Sharif

Oman nie jest zapewne pierwszym, co przychodzi nam na myśl o wakacyjnych wojażach. Tak było dotąd, a po zmianie przepisów wizowych w marcu 2018 może być z tym jeszcze gorzej. Do niedawna popularnym rozwiązaniem były wypady do tego państwa podczas wakacji w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Kurs między Dubajem czy Abu Zabi a Maskatem (stolica Omanu) to trasa zajmująca zaledwie 4-5 godzin. Wizowe utrudnienia, które nie pozwalają już na spontaniczne przekroczenie granicy i zakup odpowiedniego dokumentu od ręki, mogą nieco pokrzyżować plany mniej zorientowanym. Z drugiej jednak strony, procedura załatwiona jeszcze przed rozpoczęciem podróży powinna oszczędzić nam sporo stresu. Nie jest też powiedziane, że wprowadzenie sztywnych, wydawanych z góry wiz nie jest pierwszym krokiem do rozpoczęcia ofensywy na rynku turystycznym. Tym bardziej warto wpisać Oman na listę potencjalnych celów tegorocznych podróży.

Wodospad Ayn Khor (Salalah, Oman), fot. Santhosh Kumar Sundaresan
Wodospad Ayn Khor (Salalah, Oman), fot. Santhosh Kumar Sundaresan

Kraj, który z Jemenem dzieli południową granicę Półwyspu Arabskiego, ma wiele ciekawego do zaoferowania. Wszystko zależy jednak od tego, czego tak naprawdę oczekujemy. Dość popularnym błędem podróżnych są wycieczki do stolicy kraju. Maskat, choć na swój sposób piękny, nie jest raczej miejscem szczególnie urodziwym. Zwłaszcza, gdy wybierzemy się tam po odwiedzeniu sztandarowych miast Zjednoczonych Emiratów Arabskich! Brak tu przepychu i nowoczesnej infrastruktury. Nawet, jeśli nie jesteśmy fanami dubajskiego budownictwa, wyraźnie odczujemy przepaść, jaka dzieli ZEA i Oman. Prawdziwe piękno ulokowanego nad Morzem Arabskim kraju znajduje się jednak poza miastem. To piękne plaże, urokliwe wadi (miejsca, które w porze deszczowej wypełniają się wodą, robiąc piorunujące wrażenie) oraz formacje skalne.

Wielki Kanion Arabii i wierzchołek księżnej Diany (Jebel Shams, Oman), fot. Alfred Knipper
Wielki Kanion Arabii i wierzchołek księżnej Diany (Jebel Shams, Oman), fot. Alfred Knipper

Jeśli jednak natura nie pociąga nas aż tak bardzo (albo odwiedzamy Oman w porze suchej), także i miasta potrafią turystę pochłonąć.

Wielki meczet sułtana Qaboosa (Muscat, Oman), fot. Ahmed Al-Shukaili
Wielki meczet sułtana Qaboosa (Maskat, Oman), fot. Ahmed Al-Shukaili

Arabska kultura nie ma w ostatnich dekadach zbyt dobrej opinii. Nienawiść do niewiernych, zamachy terrorystyczne, napływ imigrantów do Europy. Wszystko to składa się na bardzo negatywny obraz krajów islamskich w oczach reszty świata. Jeśli jednak rozważamy Oman jako potencjalny cel naszej podróży, to wiemy doskonale, że to tylko część prawdy. Jak wspomniałem we wstępie, państwo to znajduje się nieco na uboczu bliskowschodniej zawieruchy. Nie ma tu ani przepychu, choć w stolicy znajdziemy między innymi piękny meczet sułtana Qaboosa, ani problemów natury – nazwijmy to – kulturowej.

Królewskie Wadi Shab (Sur, Oman), fot. Marc Guitard
Królewskie Wadi Shab (Sur, Oman), fot. Marc Guitard

Oman uchodzi za kraj bardzo konserwatywny. Tamtejsze kobiety noszą hidżaby i są one zalecane także przyjezdnym, jednak bardziej ze względu na poszanowanie lokalnych zwyczajów niż możliwe problemy z mieszkańcami. Ci zaś – zgodnie z tradycją – są niesamowicie przyjaźni. Wiadomo, że taksówkarze czy sprzedawcy będą próbowali przyjezdnych naciągnąć, oferując ceny znacznie wyższe niż normalnie, jednak nie zdziwcie się, jeśli ten sam sprzedawca zaprosi Was przy okazji na kawę. Ot, tradycja. Wszystko opiera się na wzajemnym szacunku. Znacznie groźniejsze mogą okazać się wyprawy poza miasto, jeśli nie zachowamy ostrożności. Oman straszy bowiem przede wszystkim “błyskawicznymi powodziami”, które w porze deszczowej mogą zaskoczyć. Tu jednak wystarczy zdrowy rozsądek i zapoznanie się z prognozą pogody. Nic, tylko jechać, podziwiać i wracać z pięknymi wspomnieniami.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Nieznane zdjęcia dawnych sław tylko w Peter Harrington Rare Books

Peter Harrington Rare Books – londyński antykwariat specjalizujący się w wyszukiwaniu rzadkich...
Czytaj wiecej