Przyszłoroczne Oscary będą inne, czyli właściwie jakie?

Fot. Pixabay
Fot. Pixabay
Jest zdecydowanie za wcześnie na coroczne przepychanki Netflixa z branżą filmową, ale wiele wskazuje na to, że obecna sytuacja może wymusić na Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej zmiany w ich sztandarowych zasadach kwalifikacji tytułów do oscarowego wyścigu.

Walka Reeda Hastingsa ze skostniałym systemem kwalifikacji do najważniejszych festiwali i nagród filmowych to już właściwie tradycja. Szef Netflixa w ostatnich latach nadepnął na odcisk niemal każdemu, kto organizuje topowe wydarzenia w branży. Wykłócał się o miejsce dla filmów ze swojej platformy, bojkotował niektóre wydarzenia, w innych brał udział dzięki fortelom… Tym razem to branża doszła jednak do wniosku, że warto nieco skorygować zasady. Wystarczył fakt, że z powodu pandemii koronawirusa największe studia musiały zmienić sposób dystrybucji swoich filmów. Nie oznacza to jednak, że przyszłoroczne Oscary z otwartymi ramionami powitają przedstawicieli serwisów streamingowych.

Streaming jest okay, ale pod pewnymi warunkami

Niedawne oświadczenie Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej było dość zaskakujące, biorąc pod uwagę jej awersję do nowoczesnych form dystrybucji. Reakcja na obecną sytuację jest oczywiście słuszna, choć razi jej pozorność:

Akademia jest głęboko przekonana, że nie ma lepszego sposobu na przeżycie magii filmów niż obejrzenie ich w kinie. Nasze stanowisko w tej sprawie jest niezmienne i niezachwiane. Niemniej jednak tragiczna pandemia COVID-19 wymusza tymczasowy wyjątek od naszych zasad przyznawania nagród. Akademia wspiera swoich członków i współpracowników w czasie niepewności. Zdajemy sobie sprawę z tego, jak ważna jest ich praca, która jest widziana i celebrowana, szczególnie teraz, gdy publiczność docenia filmy bardziej niż kiedykolwiek.

– fragment oświadczenia prezesa Davida Rubina i dyrektor generalnej Dawn Hudson

Pod tymi pięknymi słowami kryje się dość prosty przekaz: wspieramy swoich członków, którzy przenieśli kinowe premiery na portale streamingowe. Same platformy, posiadające własne produkcje, zyskują więc niewiele. Po prostu czasowo zniesiono wymóg emisji konkursowych filmów przez co najmniej siedem dni z rzędu w komercyjnym kinie na terenie hrabstwa Los Angeles. Dodatkowo każdy, kto chce wziąć udział w oscarowym wyścigu, musi w ciągu sześćdziesięciu dni od premiery wrzucić swój film także na serwis Academy Screening Room, do którego dostęp mają członkowie AMPAS.

Przyszłoroczne Oscary to jaskrawy przykład iluzorycznych zmian

Statuetki wręczane co rok przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej, fot. Pixabay
Popularne Oscary, czyli statuetki wręczane co rok przez Amerykańską Akademię Sztuki i Wiedzy Filmowej, fot. Pixabay

Sytuacja sporna, o której wspominam w akapicie wyżej, nie jest oczywiście czarno-biała. To nie tak, że produkcjom Netflixa miejsce w konkursach się należy, a konkurencja robi wszystko, by wyeliminować te kandydatury. Nie jest jednak też tak, że przedstawiciele Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej nie bronią swego bastionu, który przecież przez dekady budowali, ustalając w branży pewną hierarchię i standardy, które rzeczywiście są dziś już mocno przestarzałe. Dla dobra sztuki filmowej najlepsze byłoby skupienie się na jakości, nie zaś walka o “dominację”, ale takie idealistyczne podejście można odpuścić już na starcie tej dyskusji. Konkursy są bowiem elementem promocji, zatem w interesie organizatorów jest dobór dzieł tak, by jak najmniej zyskała “konkurencja”. A służą temu dwie główne zasady: konieczność wyświetlania w kinach oraz dystrybucja cyfrowa/DVD/VHS po co najmniej dziewięćdziesięciu dniach od premiery kinowej.

Punkt pierwszy jest dość prosty do obejścia. Netflix nieraz to udowodnił, wyświetlając swoje produkcje w wybranych kinach równolegle do emisji w sieci. Ba, swego czasu Reed Hastings planował nawet zakup własnej sieci kinowej! To rozwiązywałoby wiele problemów… Drugi wymóg to jednak o wiele twardszy orzech do zgryzienia, o czym świadczą konfrontacje Hastingsa z organizatorami europejskich festiwali filmowych. Tu zresztą w sporze pojawia się też kolejny gracz – sieci kinowe, których interesy są wobec zasady 90 dni niemniej istotne. Ostatnio przekonało się o tym NBCUniversal, popadając w konflikt z AMC Theatres – największą na świecie siecią kin. Korporacja posiadająca Universal Pictures może na tym stracić w dłuższej perspektywie, ale ich filmy powalczą o przyszłoroczne nagrody Akademii. Tak w skrócie wyglądają szumnie zapowiadane zmiany.

Złudne nadzieje, że Amerykańska Akademia Sztuki i Wiedzy Filmowej wkroczy w XXI wiek, rozbija jeszcze jeden fakt. Obecna sytuacja wywołała doraźną reakcję, ale przyszłoroczne Oscary to nie oznaki odwilży. Po zakończeniu pandemii sytuacja nie wróci też do normy – z zapowiedzi AMPAS wynika wręcz, że o kwalifikację będzie jeszcze trudniej! Okazuje się bowiem, że do wymogów emisyjnych dopisane mają zostać kolejne miasta: Nowy Jork, San Francisco, Chicago i Atlanta. Na osłodę pozostaje informacja, że w końcu przestaniemy zastanawiać się nad różnicą między Najlepszym montażem dźwięku a Najlepszym dźwiękiem. Kategorie zdecydowano się połączyć, zatem 28 lutego 2021 przyznana zostanie jedna nagroda za dźwięk.

Autor artykułu
More from Damian Halik

“Snowpiercer” powrócił. Serial dorówna filmowi?

Pięć lat – tyle trwała produkcja serialu "Snowpiercer", którego emisję rozpoczęto w...
Czytaj wiecej