“Ostatni pojedynek” – punkty widzenia [Recenzja]

Adam Driver, Matt Damon, Ostatni pojedynek, Ridley Scott, 20th Century Studios
Adam Driver i Matt Damon w filmie "Ostatni pojedynek" (reż. Ridley Scott, 2021), fot. 20th Century Studios
"Ostatni pojedynek" to najnowszy film Ridleya Scotta – w obsadzie znaleźli się między innymi Adam Driver, Jodie Comer, Matt Damon i Ben Affleck, czy jednak Scottowi udało się przełamać złą passę i nakręcił pierwszy dobry film od ponad dekady?

Najnowszy film wyreżyserowany przez Ridleya Scotta to opowieść rozgrywająca się w XIV wieku we Francji. Widz ma okazję śledzić losy trójki postaci. Jean de Carrouges (Matt Damon) to oddany królowi giermek, któremu los rzuca kłody pod nogi. Marguerite de Carrouges (Jodie Comer) jest jego wierną żoną. Z kolei Jacques Le Gris (Adam Driver) przez lata był przyjacielem Carrouges’a, jednak ich drogi się rozeszły, gdy mężczyzna stał się pupilkiem lokalnego władcy (Ben Affleck). Tytułowe starcie to wynik konfliktu między mężczyznami, w którego środku znalazła żona jednego z nich – twierdząca, że została zgwałcona pod nieobecność męża. “Ostatni pojedynek” to opowieść o honorze, zazdrości, pożądaniu oraz prawdzie. Tej, którą każdy postrzega inaczej.

Trzy perspektywy

Jodie Comer, Marguerite de Carrouges, Ostatni pojedynek, Ridley Scott, 20th Century Studios
Jodie Comer jako Marguerite de Carrouges w filmie “Ostatni pojedynek” (reż. Ridley Scott, 2021), fot. 20th Century Studios

Dramat historyczny Scotta podzielono na trzy rozdziały. Każdy oglądamy z perspektywy innej postaci, a wraz z kolejnymi minutami seansu zmienia się nasz pogląd na całą sprawę, a także bohaterów dramatu. Z początku bohater grany przez Matta Damona jawi się jako opiekuńczy mąż, który zostaje okrutnie zdradzony przez najbliższego przyjaciela i zrobi wszystko, by pomścić zhańbioną żonę. W kolejnych rozdziałach historia nie wydaje się jednak tak jednostronna, a Jean tak szlachetny.

Ukazanie wydarzeń z różnych perspektyw urozmaica narrację i kilkukrotnie zmusza widza do zrewidowania swoich poglądów. Wszystko to sprawia, że “Ostatni pojedynek” ogląda się w napięciu charakterystycznym dla historii kryminalnych. Widz przez większość seansu zastanawia się, co wydarzyło się na dworze Carrouges’a pod jego nieobecność. Kto w tym sporze ma rację i czy ktokolwiek jest tu bez winy.

Fach w ręku

Adam Driver, Jacques Le Gris, Ostatni pojedynek, Ridley Scott, 20th Century Studios
Adam Driver jako Jacques Le Gris w “Ostatnim pojedynku”, fot. 20th Century Studios

Mimo pokaźnego metrażu (ponad sto pięćdziesiąt minut) film Scotta jest przystępny w odbiorze. To zasługa sprawnej reżyserii. Mimo że Brytyjczyk od lat nie nakręcił niczego, co dorównywałoby jego największym osiągnięciom, to nie sposób odmówić mu znajomości rzemiosła. Pomaga również dobre aktorstwo. Zwłaszcza Driver w zniuansowanej i najciekawiej napisanej roli wyróżnia się na tle reszty.

Kroku dotrzymują mu Comer i – nieoczekiwanie – również Damon będący małostkowym chłopcem do bicia. Ufarbowany na blond Ben Affleck sprawdza się natomiast jako element komediowy. Całość wygląda też oszałamiająco dzięki zdjęciom Dariusza Wolskiego oraz kreowaniu świetnego nastroju. Świat filmu jest surowy, brudny i zimny.

Problem z subtelnością przekazu

Matt Damon, Jean de Carrouges, Ridley Scott, Ostatni pojedynek, 20th Century Studios
Matt Damon jako Jean de Carrouges w filmie “Ostatni pojedynek”, fot. 20th Century Studios

Pewne zastrzeżenia budzi deklaratywność tezy. Choć akcja osadzona jest pod koniec XIV wieku we Francji, to problemy, z którymi musi borykać się Marguerite de Carrouges, są boleśnie współczesne. Zależność od mężczyzn, brak możliwości wyrażania własnych poglądów, wreszcie gwałt, którego nikt nie traktuje poważnie. Choć niewiasta jest przyczyną śmiertelnego sporu, to niestety w całej sytuacji wydaje się najmniej ważna.

Niełatwa sytuacja kobiety jest dla widza jasna, a twórcy nie mogą się powstrzymać przed dołożeniem do filmu kilku dialogów, by jeszcze dobitniej podkreślić to, co chcą przekazać. Czasem jednak lepsze jest wrogiem dobrego. Mocne deklaracje padające z ust postaci nie wywołują zamierzonego efektu, bo niepotrzebnie powtarzają to, co już wiemy.

“Ostatni pojedynek” to najlepszy Scott od dekady

Mimo pewnych wad “Ostatni pojedynek” śmiało można uznać za najlepszy film Ridleya Scotta od ponad dekady. Ciekawy pomysł narracyjny (niczym w “Rashomonie” Akiry Kurosawy), umiejętne utrzymywanie napięcia i świetna strona formalna to jego największe atuty. Tytułowe starcie w finale jest niezwykle brutalne, realistyczne, czuć w nim ciężar każdego ciosu. Jest tym mocniejsze, że trudno w nim wskazać faworyta. Kto powinien wygrać, a kto powinien ponieść śmierć? Po ponad dwóch godzinach seansu odpowiedź na to pytanie wcale nie jest prosta. Wszystko bowiem zależy od punktu widzenia.

Autor artykułu
More from Jan Sławiński

“Shang-Chi i legenda dziesięciu pierścieni” – Marvel w pięciu smakach [Recenzja]

Filmowy świat Marvela wciąż się rozrasta. W dwudziestym piątym filmie serii do...
Czytaj wiecej