Pacific Rim: Rebelia – Mecha i Kajiu powracają

Po tym, jak zakończyliśmy sezon oscarowy, do kin będzie wchodzić duża liczba filmów, które mają być przede wszystkim czystą rozrywką, a nie doznaniem artystycznym. Osobiście, nie mam z tym najmniejszego problemu.

Kocham kino, które skłania do przemyśleń i staram się takich filmów oglądać jak najwięcej. Nie będę jednak udawał, że nie lubię obejrzeć czegoś, co będzie ode mnie wymagać „wyłączenia myślenia” oraz kubełka popcornu. Po ciężkim tygodniu pracy, wybór takiej pozycji wydaje się najrozsądniejszy i najbezpieczniejszy, gdyż już kilka razy było tak, że zmęczonemu w kinie, źle mi się oglądało film, który teoretycznie powinien bardzo przypaść mi do gustu – tak było trochę z “Blade Runner 2049”, którego dopiero drugi seans przyniósł spełnienie. Dlatego na piątkowe wieczory najlepiej sprawdzają się dla mnie filmy takie jak…

dyst. United International Pictures

Pacific Rim

Dokładnie pamiętam, jak w 2013 roku wszedł nowy film Guillermo del Toro (tak, dokładnie tego samego, o którym w tym roku było głośno za sprawą “Kształtu wody”). Historia rodem z mojego dzieciństwa i japońskich anime, czyli wielkie roboty walczące z ogromnymi potworami. Do tego dodać muzykę Ramina Djawadi w kooperacji z Tomem Morello oraz bardzo dobrze dobraną obsadę i mamy potencjał na coś doskonałego. I tak właśnie było! Bawiłem się na tym filmie jak małe dziecko: skakałem z radości w fotelu, miałem uśmiech od ucha do ucha i niemal każda scena z robotami powodowała, że wydawałem z siebie okrzyki. Co zrobić, taka prawda. Dodam jeszcze, że ten film był moją drugą randką z moją obecną żoną. Mam więc do niego bardzo osobisty stosunek i darzę go naprawdę wielką sympatią.

Choć wiem, że “Pacific Rim” nie każdemu przypadł do gustu, to dla mnie był esencją idealnej i czystej rozrywki, która jednocześnie była dla mnie wielką niespodzianką. Przyznam szczerze, że chyba nie widziałem żadnego zwiastuna zanim poszedłem do kina i dostałem coś, czego kompletnie się nie spodziewałem i sprawiło mi to jeszcze większą radość – wspominając to, wprowadzam do swojego życia zwyczaj, polegający na coraz rzadszym oglądaniu zwiastunów.

Ten film na bardzo długa zapadł mi w pamięć. Wielokrotnie do niego wracałem w domu na Blu-ray, a ostatnio zakupiłem go sobie również w wersji 4K. Bardzo, ale to bardzo chciałem, by powstała kontynuacja tej historii i teraz mogę iść do kina, by ją zobaczyć.

dyst. United International Pictures

Rebelia, ale bez del Toro

Do polskich kin wchodzi właśnie film “Pacific Rim: Rebelia”, który jest kontynuacją tego, uwielbianego przeze mnie, filmu. Nie zobaczymy w nim co prawda znanych z poprzedniej części bohaterów (przynajmniej nie tych pierwszoplanowych), ale pojawia się kilka nowych twarzy, które powinny przypaść nam do gustu – przede wszystkim mam na myśli znanego z nowej serii “Gwiezdnych wojen” Johna Boyegę, którego rola jest tu bardzo chwalona. W filmie zobaczymy również Scotta Eastwooda.

Akcja filmu toczy się 10 minut po wydarzeniach znanych z pierwszej części i okazuje się, że świat nie może się czuć do końca tak bezpiecznie, jak myśleliśmy. Głównym bohaterem filmu jest Jake Pentecost (Boyega), będący synem marszałka Stackera Pentecosta (Idris Elba).
Zapowiada się naprawdę dobre widowisko, gdyż maszyn ma być więcej, potworów również i ich walki mają być jeszcze bardziej satysfakcjonujące. Chociaż recenzje napływające zza oceanu nie są zbyt pochlebne i zachęcające (ale najgorsze również nie są), to i tak nic mnie nie powstrzyma przed tym, by iść do kina na seans. Jestem na tyle emocjonalnie związany z pierwszą częścią, że nie mogę tego przegapić.

PS: niestety, dystrybutor filmu (United International Pictures) kolejny raz się nie popisał i podpadł widzom. Wersję z napisami zobaczymy bowiem tylko w 3D. Jeśli mielibyśmy ochotę na 2D, to musimy przygotować się na dubbing. Kompletnie niezrozumiała dla mnie decyzja.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Sąsiedzi

Z sąsiadami lepiej żyć w zgodzie, bo nigdy nie wiadomo, na kogo...
Czytaj wiecej