“Pewnej nocy w Miami…” – historyczne spotkanie [Recenzja]

Pewnej nocy w Miami..., Regina King, Amazon Studios
Fot. Amazon Studios
Do teatru chodzę zdecydowania rzadziej niż do kina, ale cenię go równie mocno i chyba dlatego lubię filmy, które przenoszą sztuki z teatralnych scen na ekran. Wbrew pozorom oba te języki kulturowe różnią się od siebie i nie zawsze "sztuka w kinie" się udaje. Tym razem jednak napiszę o przypadku, kiedy wyszło to naprawdę bardzo dobrze.

Film “Pewnej nocy w Miami…” warto mieć na uwadze przede wszystkim w kontekście tegorocznego sezonu nagród. Tytuł ten zdobył między innymi trzy nominacje do Złotych Globów, w tym dla najlepszej reżyserki – Reginy King. To debiut reżyserski aktorki, którą kojarzyć możemy przede wszystkim z serialowego hitu HBO “Watchmen”.

Sztuka na ekranie

One Night in Miami, Regina King, Amazon Studios
Kadr z “Pewnej nocy w Miami…” (2020, reż. Regina King), fot. Amazon Studios

Film jest przeniesieniem na ekran sztuki Kempa Powersa, który jest również autorem jego scenariusza. Opowiada on o tytułowej pewnej nocy w mieście Miami, kiedy to spotykają się ze sobą cztery ikony afroamerykańskiej kultury: aktywista Malcolm X, pięściarz Cassius Clay, futbolista/aktor Jim Brown oraz piosenkarz Sam Cooke. Wszyscy czterej spotykają się w pokoju hotelowym po wygranej przez Claya walce. Całość jest fikcją, ale jest tak sprawnie opowiedziana, że równie dobrze moglibyśmy uznać, że wszystko to wydarzyło się naprawdę.

Film wart poświęcenia mu czasu

One Night in Miami, Regina King, Amazon Studios
Kadr z “Pewnej nocy w Miami…” (2020, reż. Regina King), fot. Amazon Studios

Choć mamy dopiero połowę lutego, o “Pewnej nocy w Miami” już można powiedzieć, że jest jednym z lepszych filmów, jakie przyjdzie nam w tym roku zobaczyć. Możemy go obejrzeć w ramach subskrypcji Amazon Prime Video i choć na pewno lepiej byłoby go oglądać na sali kinowej, to z własnej kanapy również możemy doświadczyć jego zalet. Są nimi przede wszystkim: wciągający scenariusz, genialne aktorstwo i bardzo sprawna reżyseria.

Wydawać by się mogło, że przeniesienie sztuki teatralnej na film da nam tylko dialogi i nic więcej. Faktycznie, ten film dialogami stoi, ale posiada również bardzo dobrze napisane ekspozycje postaci, przez co historia nabiera tempa w pierwszych 40 minutach, by w drugiej połowie już dawać nam czystą radość ze wszystkich słów, jakie płyną z ust aktorów. Aktorsko jest tu świetnie! Trudno stwierdzić, który z czwórki głównych aktorów wypada w tym filmie najlepiej, bo każdy ma w sobie to coś. Jedno jest pewnie – podczas seansu w zasadzie nie widzimy na ekranie aktorów, tylko bohaterów, w których się wcielają. W szczególności zachwyca Kingsley Ben-Adir, który gra Malcolma X.

Pewnej nocy w Miami..., 2020, Regina King, Amazon Studios
Kadr z “Pewnej nocy w Miami…” (2020, reż. Regina King), fot. Amazon Studios

Nie można nie wspomnieć także o zdjęciach i muzyce, dzięki którym jeszcze łatwiej jest nam wejść w klimat filmu. W szczególności ścieżka dźwiękowa Terence’a Blancharda, który tworzył muzykę do wielu filmów Spike’a Lee, zasługuje tu na uwagę. Największym pozytywnym zaskoczeniem jest tu jednak reżyseria Reginy King, dla której był to reżyserski debiut. Poprowadziła ona historię bardzo sprawnie, nadała jej odpowiednie tempo i sprawiła, że ze zniecierpliwieniem czekało się na każdą kolejną scenę. Znakomicie oddała klimat Miami końca lat 60. ubiegłego wieku, a także wszelkie napięcia tych czasów dla społeczności afroamerykańskiej.

“Pewnej nocy w Miami…” to niemal idealne przeniesienie sztuki teatralnej na język filmowy. Wyszło o wiele lepiej, niż np. niedawna premiera Netflixa “Ma Rainey: Matka bluesa”, choć i ten film był zdecydowanie godny polecenia. Obraz Reginy King jest jedną z takich pozycji, które najchętniej zobaczyłbym drugi raz – i to niedługo po zakończeniu seansu. 

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz