“Pogromcy Duchów. Dziedzictwo” – uwierz w ducha [Recenzja]

Pogromcy Duchów. Dziedzictwo, Jason Reitman, Sony Pictures
Fragment plakatu promującego film "Pogromcy Duchów. Dziedzictwo" (reż. Jason Reitman, 2021), fot. Sony Pictures
Przyszedł czas na drugie podejście do rebootu franczyzy o dzielnych Pogromcach Duchów. Po nieudanej próbie z wykorzystaniem żeńskiej obsady z 2016 roku, za kolejną odsłonę filmu wziął się syn reżysera oryginału. Czy to się opłaciło?

Film “Pogromcy Duchów. Dziedzictwo” zaczyna się jak typowe Kino Nowej Przygody dla młodzieży. Phoebe (Mckenna Grace) i Trevor (znany ze “Stranger Things” Finn Wolfhard) to rodzeństwo wychowywane przez samotną matkę (Carrie Coon). Cała trójka przeprowadza się na starą farmę po śmierci dziadka. Próba adaptacji do nowego środowiska będzie jednak bolesna. Wycofana, mająca bzika na punkcie nauki dziewczynka znajdzie wspólny język z kolegą z klasy (Logan Kim) oraz nauczycielem (Paul Rudd). Jej dorastający brat zatrudni się natomiast w miejscowej restauracji, by być bliżej dziewczyny, która mu się podoba (Celeste O’Connor). Wszystkie te postaci wkrótce połączą tajemnice, które skrywa stara dziadkowa farma.

Barwna paczka bohaterów

Finn Wolfhard, Mckenna Grace, Logan Kim, Pogromcy Duchów. Dziedzictwo, Jason Reitman, Sony Pictures
Finn Wolfhard, Mckenna Grace i Logan Kim w filmie “Pogromcy Duchów. Dziedzictwo” (reż. Jason Reitman, 2021), fot. Sony Pictures

Choć początek filmu jest schematyczny, to już zaprezentowanie na ekranie dysfunkcyjnej rodziny zasługuje na pochwałę. W kinie przygodowym postacie rodziców często są pomijane. Tutaj bohaterka Carrie Coon dostaje konkretną rolę – matki, która przegrywa w samotnym starciu z rzeczywistością. Również dzieciaki mają własne charaktery i są zróżnicowane.

Pheobe, która dotychczas uchodziła wśród rówieśników za dziwaczkę, wreszcie znajduje przyjaciela. Trevor kilka razy się wygłupi, ale finalnie i on zostanie obdarzony sympatią przez starszą koleżankę z pracy. Wisienką na torcie jest natomiast pan Grooberson – Paul Rudd w roli nieodpowiedzialnego nauczyciela. Razem tworzą różnorodną paczkę, której łatwo kibicować.

Nie powinno to dziwić, mając na względzie osobę reżysera. Jason Reitman to nie tylko syn twórcy oryginalnych “Pogromców Duchów” (1984), Ivana Reitmana, ale również utalentowany autor z własną wrażliwością. Jego poprzednie filmy (“Juno”, “Kobieta na skraju dojrzałości” czy “Tully”) to pogłębione portrety bohaterek, w których fabuły zbudowane na komediowym gruncie często okazują się o wiele poważniejsze, niż może wydawać się na pierwszy rzut oka. Wyczucie charakterów i komediowego tempa urozmaica przygodowy seans jego najnowszego filmu.

Pogromcy Duchów i ciężar nostalgii

Pogromcy Duchów. Dziedzictwo, Jason Reitman, Sony Pictures
Kadr z filmu “Pogromcy Duchów. Dziedzictwo”, fot. Sony Pictures

Ani przez chwilę Reitman nie ukrywa, że “Pogromcy Duchów. Dziedzictwo” to hołd dla serii, którą ponad trzydzieści lat temu rozpoczął jego ojciec. Widać to już w warstwie fabularnej, gdzie współczesne dzieciaki odkrywają swoje powiązanie z ekipą oryginalnych Pogromców. Nie da się tego również przeoczyć, gdy na ekranie pojawiają się rekwizyty z lat 80. Pułapka na duchy, kultowy samochód Ecto-1, protonowe plecaki – wszystkie te elementy są ukazywane niemal jako mityczne artefakty.

I o ile nie mam z tym problemu, o tyle ciężar nostalgii zdaje się przytłaczać film. Zwłaszcza w finale, gdy na arenie wydarzeń pojawiają się Bill Murray, Dan Aykroyd, Ernie Hudson i komputerowo przywrócony do życia Harold Ramis. Trudno się nie wzruszyć, zwłaszcza jeśli oglądało się oryginalnych “Pogromców duchów” jako dziecko, jednak jest w tym coś nie w porządku.

Nie chodzi nawet o to, że członkowie oryginalnej obsady pojawiają się na kilka minut i niestety widać, że najlepsze czasy mają za sobą. Najgorsze jest to, że odbierają sprawczość młodszym bohaterom. Przybywają na ratunek w ostatniej chwili, bardziej na życzenie scenarzystów niż z rzeczywistej potrzeby. Bo dzieciaki przez cały film radziły sobie całkiem nieźle i jestem pewien, że w finale też udałoby się im coś wykombinować bez pomocy emerytowanych Pogromców. Niestety szansa na to zostaje im odebrana.

Dziedzictwo Kina Nowej Przygody

Paul Rudd, Pogromcy Duchów. Dziedzictwo, Jason Reitman, Sony Pictures
Paul Rudd w filmie “Pogromcy Duchów. Dziedzictwo”, fot. Sony Pictures

Nowi “Pogromcy Duchów” są najlepsi, gdy stawiają na bezpretensjonalną przygodę, celebrują rodzinne więzi i ukazują relacje między debiutującymi postaciami. Umiejętnie budują klimat tajemnicy i atmosferę niesamowitości, a następnie porywają w szaloną przejażdżkę Ecto-1. Twórcy nie ukrywają, że to film zrodzony z miłości do pierwowzoru. Nie brakuje im świeżych pomysłów (ciekawie potrafią wykorzystać pojawiające się w fabule duchy), ale momentami zbyt kurczowo trzymają się przeszłości. Mam nadzieję, że jeśli film Jasona Reitmana doczeka się sequela, to będzie on już mocno stał na nogach o własnych siłach. Bohaterowie wprowadzeni w “Dziedzictwie” do serii po prostu na to zasługują.

Autor artykułu
More from Jan Sławiński

“King’s Man: Pierwsza misja” – trudne początki [Recenzja]

Prequel porywającej komedii szpiegowskiej dla dorosłych. Akcja osadzona w czasie I wojny...
Czytaj wiecej