Lata lecą, a pokemony biją kolejne rekordy. Jak to możliwe?

anime, Pokémon, mem, OLM Inc.
Kadr z anime "Pokémon", który stał się memem, fot. OLM, Inc.
Większość osób w wieku 25-35 lat przynajmniej kojarzy serial, który dał początek pokemonowemu szaleństwu – spora część tej grupy zapewne chciała złapać je wszystkie. Pokemony to jednak coś więcej niż wspomnienie z dzieciństwa – to fenomen, który zaskoczył chyba nawet jego twórców.

Niemal każdy na świecie wie, kim jest Pikachu. Elektryczna mysz, którą Ash Ketchum – przez swoje spóźnialstwo – otrzymał od profesora Oaka zamiast jednego ze starterów, stała się maskotką serii. Po latach podróżowania u boku swojego trenera/przyjaciela przyszedł też czas na karierę w polityce i stanowisko ambasadora World Expo 2025, które odbędzie się w Osace. To jednak tylko część historii – zresztą zupełnie oderwanej od głównej serii. Pokemony są bowiem marką niezwykle rozbudowaną i – co po dwudziestu pięciu latach może dziwić – stale zyskującą na popularności.

Kieszonkowe potwory po prostu mają to coś

Pokémon, Nintendo, GamingScan
Bohaterowie kolejnych edycji gier “Pokémon” od I do V generacji, fot. GamingScan

Nie serial, lecz gra na Game Boya była pierwszym produktem spod szyldu “Pokémon”. Przenośna konsola Nintendo w latach 90. nie była w Polsce – dopiero stającej na nogi po latach PRL-u – czymś szczególnie popularnym. Zaryzykuję wręcz stwierdzenie, że jej posiadanie było pewnym wyznacznikiem statusu społecznego. Niewiele później pokemonowe uniwersum wzbogacono jednak o serial, dzięki któremu kieszonkowe potwory na dobre zadomowiły się także w Polsce. Kolejnym krokiem była gra karciana, która zresztą dała mi pretekst do tego tekstu (o tym za chwilę). Taka konstrukcja okazała się natomiast strzałem w dziesiątkę, a pewne odstępstwo od normy dało franczyzie szansę na nowo zainteresować masy.

Nintendo wprowadziło w tym czasie kilka generacji konsol. Następcą Game Boya był Game Boy Color, później fani japońskiej firmy dzierżyli w dłoniach Game Boya Advance. Po nich do gry wkroczyły konsole Nintendo DS, 3DS i wreszcie najnowsza – Switch. Ta ostatnia stała się platformą, na której w 2019 roku zadebiutowała ósma generacja gier “Pokémon”. To jednak nie wszystko, uniwersum regularnie poszerzano bowiem także o odświeżone reedycje starszych gier oraz tytuły poboczne. Nowe serie anime pozwalały zagłębiać się w ten świat i inaczej spojrzeć na poszczególne pokemony, a boostery z nowymi kartami zasilały klasery kolekcjonerów.

Wspomnianym odstępstwem była natomiast mobilna gra “Pokémon GO”, która zadebiutowała w 2016 roku. Za niespełna dwa miesiące będzie ona świętować piątą rocznicę premiery, a mimo to wciąż cieszy się zainteresowaniem milionów graczy. Nie jest też tajemnicą, że tytuł – choć darmowy – nieustanie znajduje się w ścisłej czołówce najlepiej zarabiających gier na świecie. Mikropłatności robią swoje. Niemalejąca popularność tej odsłony kieszonkowych potworów to tylko kolejny dowód na wyjątkowość pokemonowego uniwersum.

Pokemony to dobrze naoliwiona, samonapędzająca się maszyna

Pokemony, Pikachu, Pikachu Outbreak Festival, Yokohama, Cheng Feng Chiang
Co rok ulicami Yokohamy przechodzi parada Pikachu (Pikachu Outbreak Festival), która przyciąga tysiące fanów, fot. Cheng Feng Chiang

Niantic (wydawca gry mobilnej) musi oczywiście wszystko konsultować z właścicielami praw do marki i firmą Nintendo. Można jednak odnieść wrażenie, że firma – choć podobno plany dotyczące “Pokémon GO” sięgały dwadzieścia pięć lat wprzód – jest zaskoczona tak silną pozycją swojej gry. Sugerują to choćby dość chaotyczne zmiany w sposobie wprowadzania nowych treści. Sęk jednak w tym, że cały model biznesowy tego uniwersum bazuje na niesamowitej synergii. Gdy zbliża się odsłona jakiejś gry na Nintendo, serialu lub filmu o pokemonach, możemy spodziewać się dedykowanego eventu w grze mobilnej – zrzeszającej zdecydowanie najwięcej graczy. Niedawno zapowiedziano natomiast, że mobilny profesor Willow trafi też na karty, będące nieco na uboczu.

Te zaś, jak już zapowiedziałem, stały się pretekstem do przyjrzenia się światu pokemonów. Okazuje się bowiem, że PTCG – “Pokémon Trading Card Game” – także jest na fali wznoszącej. Ta gra karciana to rzecz raczej dla kolekcjonerów i osób cierpliwych. Nie ma się bowiem co łudzić, że w świeżym boosterze znajdziemy kartę, którą od ręki sprzedamy za konkretną gotówkę. Co innego antyki. Ledwie trzy tygodnie temu pochodzącą z pierwszej edycji, holograficzną kartę z Charizardem sprzedano za 311 800 dolarów. W styczniu jeszcze więcej, bo aż 360 000 dolarów, kosztowała karta z Blastoise’em, a to niejedyne w ostatnim czasie wysokie sumy, które płacono za pokemony wydrukowane na kawałku tekturki. Zaczekajcie jednak, zanim pobiegniecie na strych czy do piwnicy, bo przecież też macie gdzieś taką kartę. To nie takie proste.

Pokémon Trading Card Game rządzi się swoimi prawami

Pokemony, Pokémon Trading Card Game, PTCG, eBay
Pokémon Trading Card Game, fot. eBay

Gry karciane to idealne miejsce dla kolekcjonerów. Ich sukces w pewnym momencie powtórzono także w świecie wirtualnym za sprawą gry “Hearthstone”, ale to te fizyczne wydania potrafią generować (ale i pochłaniać) gigantyczne kwoty. PTCG jest zresztą jedną z najpopularniejszych tego typu gier na świecie, ustępując chyba tylko kultowemu “Magic: The Gathering”. Warto przy tym wspomnieć, że skala handlu kartami jest tak duża, że nawet eBay postanowił w to wejść. Ta platforma i tak jest ulubionym miejscem handlarzy kartami kolekcjonerskimi, a niebawem ich wystawianie w serwisie ma być jeszcze łatwiejsze dzięki specjalnej aplikacji mobilnej. Według zapowiedzi karty do Magica będzie można w ten sposób wystawiać jeszcze w kwietniu, tekturowe pokemony apka obsłuży natomiast w maju.

Jeśli jeden z największych na świecie serwisów aukcyjnych przygotowuje dedykowaną aplikację dla kolekcjonerów kart, rzecz musi być poważna. Innym z dowodów jest natomiast czasowe wstrzymanie przez Professional Sports Authenticator przyjmowania nowych przesyłek. To z kolei firma, która ocenia stan kart i wystawia im odpowiednie certyfikaty. Osoba, która chciałaby sprzedać swoją kolekcję, bez wątpienia musi nawiązać z PSA kontakt. Certyfikowanie podbija bowiem wartość kart, co szczególnie ważne w przypadku unikatów. Obie wspomniane wyżej karty oczywiście miały ów certyfikat. Ostatnie wydarzenia sprawiły natomiast, że PSA zwyczajnie przestało sobie radzić z ogromem pracy i czasowo musiało wstrzymać odbiory nowych zleceń, by wygrzebać się ze sterty nadesłanych im kart.

Nie muszę chyba dodawać, że tego typu akcje, szczególnie mocno nagłaśniane w mediach, kierują uwagę graczy nie tylko na same karty, ale i inne odsłony gier. Podobnie rzecz ma się w przypadku nowych generacji wprowadzanych na konsole Nintendo, a także tematycznych eventów w “Pokémon GO”.

Zapowiedź nowej, pobocznej gry ze świata Pokémon, która niebawem doczeka się premiery

To po prostu dobrze naoliwiona, samonapędzająca się maszyna. Odpowiednie odstępy czasowe między premierami kolejnych generacji są tu zapełniane całą masą zawartości podtrzymujących uwagę. Osoby, które w połowie lat 90. były dziećmi, dziś niejednokrotnie wciąż żyją tym światem. To uzależniające, ale i interesujące. Pokemony – niezależnie od formy wydania – zapewniają współczesnym trzydziestolatkom coś, co można uznać za ewenement. Dorastali w tym świecie, ale nigdy nie musieli go opuszczać. To nie nostalgia przyciąga do tego świata graczy. To zasługa niebywale ciekawego modelu biznesowego, który sprawia, że marka nie musi dostawać drugiej czy trzeciej młodość – ona po prostu żyje.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Nike zaprezentowało kolekcję Jordan Brand 2018

Paris Men's Fashion Week to nie tylko propozycje od topowych projektantów mody....
Czytaj wiecej