Pokojowa Nagroda Nobla przyznana. Kim są Denis Mukwege i Nadia Murad?

Pokojowa Nagroda Nobla 2018: Denis Mukwege i Nadia Murad, rys. Niklas Elmehed/Norweski Komitet Noblowski
Pokojowa Nagroda Nobla 2018: Denis Mukwege i Nadia Murad, rys. Niklas Elmehed/Norweski Komitet Noblowski
Choć uzasadnienie zdaje się w pełni tłumaczyć decyzję Norweskiego Komitetu Noblowskiego, wybór tegorocznych laureatów Pokojowej Nagrody Nobla wzbudził niewielkie kontrowersje. Kim zatem są Denis Mukwege i Nadia Murad, dlaczego ich praca okazała się ważniejsza niż pojednanie Korei oraz jakie są różnice między #MeToo a walką z przemocą seksualną? Odpowiadamy.

Trzystu trzydziestu jeden kandydatów. 216 osób oraz przedstawiciele 115 organizacji wierzyli, że Pokojowa Nagroda Nobla 2018 trafi właśnie do nich. Nie obyło się przy tym bez polskich akcentów: Jerzego Owsiaka i Anny Alboth. Twórca Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy oraz dziennikarka, która zainicjowała w 2016 Marsz dla Aleppo, nie byli jednak faworytami. Niemal wszyscy spodziewali się bowiem, że Pokojowa Nagroda Nobla trafi do starających się o pojednanie przywódców Korei lub Donalda Trumpa. Oczywiście osoby bliżej zaznajomione z zasadami i sposobem działania Norweskiego Komitetu Noblowskiego wiedziały, że nie ma co liczyć na proste rozwiązanie. Lecz choć Denis Mukwege oraz Nadia Murad czasem przewijali się wśród najpoważniejszych pretendentów, ostateczny wynik wielu zaskakuje. Kim zatem są osoby, którym przypadła Pokojowa Nagroda Nobla 2018, i dlaczego ich walka okazała się w tym roku najważniejsza?

Korea poczeka

Pokojowa Nagroda Nobla 2018 – faworyci: Kim Dzong Un i Mun Jae-in w pojednawczym geście (27.04.2018, Panmundżom), fot. Korea Summit Press Pool
Pokojowa Nagroda Nobla 2018 – faworyci: Kim Dzong Un i Mun Jae-in w pojednawczym geście (27.04.2018, Panmundżom), fot. mat. prasowe

Ze względu na sposób prowadzenia polityki, wyróżnienie Donalda Trumpa za jego działania na rzecz pojednania byłoby dość kontrowersyjne. Prezydent USA mógł liczyć raczej na docenienie jego wkładu w nakłonienie Korei Północnej do zaprzestania prac nad bronią jądrową. Tym zresztą zajmował się też zeszłoroczny triumfator – organizacja ICAN (Międzynarodowa Kampania na rzecz Zniesienia Broni Nuklearnej). Znacznie bardziej prawdopodobna była więc Pokojowa Nagroda Nobla dla przywódców obu Korei, których dokonania mogą zaważyć na losie niemal 80 milionów osób oraz uspokojeniu sytuacji w całym regionie. Wydarzenia na Półwyspie Koreańskim już teraz można uznawać za osiągnięcie wiekopomne, jednak Komitet – zapewne słusznie – nie spieszył się z decyzją. Choć zwaśnione od ponad 70 lat państwa przystąpiły do procesu pokojowego, może on potrwać jeszcze wiele lat. Ba, chimeryczność Kim Dzong Una w każdej chwili może ten proces przerwać. Korea ma więc jeszcze czas i na pojednanie, i na laury za jego dokonanie.

Prawa kobiet w czasach wojny

Pokojowa Nagroda Nobla 2018 – laureaci: Denis Mukwege i Nadia Murad, rys. Niklas Elmehed/Norweski Komitet Noblowski
Pokojowa Nagroda Nobla 2018 – laureaci: Denis Mukwege i Nadia Murad, rys. Niklas Elmehed/Norweski Komitet Noblowski

Norweski Komitet Noblowski jak zwykle zwięźle podsumował swoją decyzję. Według oficjalnego komunikatu Denis Mukwege i Nadia Murad otrzymali wyróżnienie za “wysiłki mające na celu zaprzestanie używania przemocy seksualnej jako narzędzia wojny i konfliktów zbrojnych”. Jeśli spojrzymy na ich biografie, możemy jednak zauważyć pewną kontrowersję.

Denis Mukwege to 63-letni ginekolog z Demokratycznej Republiki Konga, który pracy na rzecz kobiet poświęcił niemal całe dorosłe życie. Jako że Afryką przez dziesięciolecia targały krwawe konflikty wewnętrzne, lekarz wielokrotnie ryzykował własne życie, by realizować swoją misję. Jego praca była o tyle istotna, że gwałty i okaleczanie kobiet były wówczas jednym z notorycznych działań na froncie. W uzasadnieniu Komitet pisze o Kongijczyku:

Wielokrotnie potępiał bezkarność masowej przemocy oraz krytykował kongijski rząd i inne kraje za to, że nie robiły wystarczająco dużo, aby powstrzymać przemoc seksualną jako strategię i broń podczas wojny.

O ile zasługi Mukwege nie budzą wątpliwości, o tyle przyznanie nagrody Murad wielu skrytykowało.

Nadia Murad ma bowiem zaledwie 25 lat i na własnej skórze przekonała się, czym jest stosowanie przemocy seksualnej jak strategii wojennej. Młoda Kurdyjka została pojmana przez bojówkarzy ISIS, następnie sprzedana i wielokrotnie gwałcona oraz bita.

Jest ona świadkiem nadużyć. Okazała niezwykłą odwagę w mówieniu o cierpieniu własnym oraz innych kobiet. Jest jedną z trzech tysięcy jazydzkich dziewcząt, które zostały zgwałcone przez bojowników Państwa Islamskiego.

– uzasadnienie Berit Reiss-Andersen, przewodniczącej Norweskiego Komitetu Noblowskiego

Oczywiście bardzo szybko okazało się, że nikczemność ludzka nie zna granic. Pojawiło się wielu komentujących, że poza byciem zgwałconą młoda Kurdyjka nie zrobiła niczego, by na wyróżnienie zasłużyć. Po tym, jak udało jej się uciec z niewoli, Murad znalazła azyl w Niemczech. Kobieta niemal od razu zaczęła tam działania na rzecz uświadamiania reszty świata o dramatach, do których dochodzi na Bliskim Wschodzie. Opowiedziała o swym dramacie przed Organizacją Narodów Zjednoczonych, po czym rozpoczęła swą podróż po świecie. W 2015 roku zyskała też status specjalnej ambasadorki ONZ do spraw ofiar handlu ludźmi. W ostatnich latach kilkukrotnie doceniano już jej pracę, zatem Pokojowa Nagroda Nobla to jedynie zwieńczenie tych trudów.

To nie kwestia popularności #MeToo

Niemal natychmiast po tym, jak przewodnicząca Norweskiego Komitetu Noblowskiego ogłosiła tegorocznych laureatów, została zasypana gradem pytań. Najczęściej pojawiały się oczywiście nawiązania do głośnej, rozpoczętej w zeszłym roku akcji #MeToo. Tematyka rzeczywiście zdaje się podobna, jednak Berit Reiss-Andersen szybko ucięła te spekulacje. Nie deprecjonując walki kobiet pierwszego świata, które otwarcie zaczęły mówić o swoich problemach, Norweżka wyraźnie podkreśliła, że dramaty pacjentek doktora Mukwege oraz Murad i jej rodaczek to przejawy przemocy seksualnej jako instrumentu wojennego.

Być może tegoroczne wyróżnienie nie do końca wpisuje się w testament Alfreda Nobla, który laur ten chciał przyznawać za “największą lub najlepszą pracę na rzecz braterstwa między narodami, likwidacji bądź ograniczenia stałych armii i udziału oraz promowania kongresów pokojowych”. Jest to jednak zdecydowana odpowiedź na potrzeby naszych czasów. Wynika ona nie tyle z burzy, jaką wywołał ruch #MeToo, ile stawia na piedestale ludzi, którzy walczą o dobro kobiet za pomocą czynów, a nie masowych demonstracji. I mimo niewielkiej kontrowersji, nie ma raczej wątpliwości, że wyboru dokonano słusznie. Pokojowa Nagroda Nobla 2018 trafi w ręce Denisa Mukwege i Nadii Murad już niebawem. Oficjalna ceremonia tradycyjnie odbędzie się 10 grudnia w Oslo.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Rzeczy, które niebawem przejdą do lamusa [TOP10]

Wszystko w otaczającym nas świecie, podlega tym samym prawom, co my: ewoluuje...
Czytaj wiecej