Polonez AD 1986 – kontrola jakości?

Polonez kontrola jakości
Polonez niczym Lenin przez lata był wiecznie żywy. Na filmie widzimy go jednak jeszcze jako w miarę świeży produkt – przynajmniej z pozoru.

Polonez pod koniec lat 70. miał być remedium dla Fabryki Samochodów Osobowych na świeży dopływ twardej waluty. Waluty która miała pomóc zakładowi na unowocześnienie produkcji i produktów. Z wielką nadzieją patrzono na zachodnie rynki gdzie można było go próbować sprzedać. Niestety pod nowoczesnym i zgrabnym nadwoziem projektu samego Giugiaro tkwiła niemal prehistoryczna mechanika.

Gdy w latach 60. FSO dobijało targu na licencję Polskiego Fiata 125 zdecydowano o zakupie nieco zmienionego względem włoskiego 125 nadwozia. Nic jednak z pierwowzoru nie trafiło pod maski i do podwozia naszej licencji. Polski Fiat 125p krył pod karoserią mechanikę z poprzednika 125 czy Fiata 1300/1500.

Polonez również został posadzony na tym samym podwoziu, pamiętającym przełom lat 50. i 60.. Projekt nowoczesnego nadwozia liftback (kupionego od Włochów) wyglądał tragicznie na osiach o zbyt małym rozstawie kół i z wystającymi z tyłu resorami piórowymi. Niezbyt dynamiczne silniki OHV radziły sobie z cięższą karoserią jeszcze gorzej niż w Polskim Fiacie. A jednak FSO w Polonezie upatrywało hitu eksportowego.

Polonez na początku produkcji, mimo wyżej wymienionych wad, miał kilka atutów. Całkiem bezpieczne nadwozie zaprojektowane według najnowocześniejszych standardów, niezły wygląd, bogate wyposażenie podstawowe jak na klasę oraz… cenę.

Dziennikarze na zachodzie podkreślali główne to ostatnie: „Polonez to dużo samochodu za małą cenę”.

Wszystko to zebrane razem pozycjonowało jednak produkt żerańskiej fabryki jako konkurenta samochodów lekko używanych, a nie jakichkolwiek nowych wytworów zachodnich firm.

Na Żeraniu wiedzieli jednak, że marketing jest niesamowicie ważny.

By przebić się gdziekolwiek za żelazną kurtyną trzeba było pokazać produkt w jak najlepszym świetle. Mało tego, w Polsce Ludowej starać musieliśmy się bardziej! Nie dość, że trzeba było pokazać zalety wozu, trzeba było również udowodnić kapitalistycznemu klientowi, że nie ma się czego obawiać w spotkaniu z wytworem gospodarki centralnie planowanej. Do tego niewątpliwie służył film pokazujący kontrolę jakości w FSO.

Polskiego nabywcę mało co to interesowało. Polonezy w początkach produkcji zazwyczaj trafiały do instytucji. Pojedynczym klientom prywatnym było wszystko jedno – i tak mieli świadomość, że nowe auto natychmiast po zakupie trzeba będzie poprawić po fabryce.

Niestety, propaganda niewiele dała. Polonezy sprzedawały się na zachodzie kiepsko, a uczucia brytyjskich klientów do tego wozu zobrazował Jeremy Clarkson w poniższym filmie. Uczciwie jednak trzeba przyznać, że Polonez którym jeździł w programie Top Gear miał już swoje lata i przejechane kilometry.

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Parada na koniec II Wojny Światowej. To już 70 lat.

Jutro minie 70 lat od pamiętnej parady zwycięstwa zorganizowanej w Londynie w...
Czytaj wiecej