Polskie teatry nie dają się koronawirusowi

Bayerische Staatsoper, Wilfried Hösl, Teatry
Bayerische Staatsoper (Opera Narodowa w Monachium), fot. Wilfried Hösl
Gdzie się schować w ten niepewny czas? Dokąd uciec? Gdzie jest bezpiecznie? – być może zadajecie sobie te pytania, patrząc na codziennie pobijane rekordy zakażeń. Odpowiadając – istnieje takie miejsce: jest nim teatr, serio.

Otóż Staatsoper z Monachium niedawno opublikowała wyniki badań przeprowadzonych na jej zlecenie przez dwa instytuty naukowe – medyczny i politechniczny. W trakcie spektakli sprawdzano w owych badaniach bezpieczeństwo epidemiologiczne na widowni. Podczas jednego z nich rozsadzono publiczność w szachownicę, podczas drugiego pusty był co drugi rząd – tak jak to zwykle robimy w Polsce. W obu przypadkach sprawdzano cyrkulację powietrza oraz ruch obecnych w nim bakterii. Okazało się, że… oba warianty są jednakowo bezpieczne. Na bezpieczeństwo widzów nie ma także wpływu wprowadzenie antraktów ani działalność bufetów. Istotne jest tylko jedno: żeby widownię wietrzyć bądź – jeśli to niemożliwe z braku okien – wymieniać powietrze mechanicznie.

Teatry w Polsce mogą wypełniać widzami jedynie 25% widowni

Danuta Stenka, Sonata jesienna, Ingmar Bergman, Grzegorz Wiśniewski, Krzysztof Bieliński
Scena z “Sonaty jesiennej” Ingmara Bergmana (reż. Grzegorz Wiśniewski, 2020), fot. Krzysztof Bieliński

Takie podejście władzy ma wielorakie konsekwencje. Po pierwsze nie da się długo grać przy dochodach zmniejszonych o 75%, zakładając oczywiście stuprocentową frekwencję, niemniej na razie polityka teatrów państwowych jest taka, że grają, dopóki starczy pieniędzy. W prywatnych jest znacznie gorzej. Przykładowo Teatr 6.piętro jest zamknięty od marca i – jak się słyszy – może już nie wrócić do grania. Cóż, bez sztuki nie ma życia, ale samą sztuką człowiek się nie wyżywi… Po drugie konsekwencją tego absurdalnego ograniczenia jest to, że bardzo trudno dostać się do teatru. Kasy nie mogą sprzedać więcej biletów niż owe 25%. Widziałem niedawno “Sonatę jesienną” Bergmana w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego. Przedstawienie grane jest na niewielkiej scenie Studio, było nas na widowni około dwadzieściorga. I to był komplet. Smutne, bo spektakl jest wybitny, w normalnych czasach byłby grany przy nadkompletach.

Nie bardzo wyobrażam sobie również kształt najważniejszych imprez teatralnych w Polsce – mianowicie nadchodzących Warszawskich Spotkań Teatralnych i krakowskiej Boskiej Komedii. Z powodu pandemii oba festiwale odbywają się w dokładnie tym samym czasie, co jest sytuacją absurdalną. Ich celowość także staje pod znakiem zapytania. Okazję zobaczenia przedstawień, które przyjadą np. do Warszawy, będzie miała naprawdę elita – odliczywszy dziennikarzy, branżę itd., ile biletów zostanie dla widzów? Nie mam bladego pojęcia, jak zostanie to rozwiązane… Źle się dzieje w państwie duńskim – jak widzimy – ale chwała Bogu – teatry mimo wszystko grają, inaczej przyszłoby zwariować. Tyle tytułem przydługiego nieco wstępu…

Cóż ciekawego w najbliższym czasie znajdziemy na afiszach?

Michał Borczuch, Natalia Kabanow, Teatr Polski w Podziemiu, Teatry
Michał Borczuch, fot. Natalia Kabanow/Teatr Polski w Podziemiu

W ten weekend premiera spektaklu Anny Smolar w Teatrze Studio – “Koniec z Eddym” na podstawie głośnej autobiograficznej książki Édouarda Louisa o odrzuceniu i o prześladowaniu. Mówiąc w największym skrócie: o świecie, w którym nie ma miejsca na inność; o pisaniu swojej historii na nowo. 30 października w TR-ze przeniesiona z wiosny premiera spektaklu w reżyserii Grzegorza Jarzyny “2020: Burza” – na motywach sztuki Szekspira. W przedstawieniu istotną rolę odegra sztuczna inteligencja, która będzie podejmować rozmaite decyzje, np. zmieni niektóre elementy spektaklu tak, żeby odpowiadały emocjom widzów. Bardzo jestem ciekaw tego eksperymentu. “Burza” to przecież jeden z najtrudniejszych tekstów teatru, ale też dlatego, że widziałem przed rokiem “Burzę”, którą tenże reżyser zrealizował z krakowskimi studentami. Ciekawe, ciekawe… Sebastian Pawlak jako Gonzalo, Mateusz Górski jako Miranda, w roli Ariela – Justyna Wasilewska.

À propos Krakowa – wyczekiwany spektakl Moniki Strzępki “Jeńczyna” w Starym jednak przeniesiony na Sylwestra. Z kolei 27 października – jeśli nic nie stanie na przeszkodzie – premiera projektu Michała Borczucha – “Aktorzy prowincjonalni. Sobowtór”. To będzie opowieść o dwóch zespołach walczących o niezależność artystyczną – o aktorach Starego i – wrocławskiego Teatru Polskiego w Podziemiu. Oba zespoły spotkają się nie w jednym, ale paradoksalnie w dwóch przedstawieniach i oba będzie można zobaczyć podczas tegorocznego festiwalu Boska Komedia, na którego zamówienie powstały.

Zwracajcie także uwagę na online’owe działania teatrów – poprzednia fala epidemii nauczyła, jak robić przyzwoitej jakości (technicznej) teatr w sieci. Część spektakli pojawia się tylko w internecie, można – w razie braku miejsc bądź gnuśności własnej – szlachetnie spędzić czas w teatrze, nie ruszając się z własnego szezlonga. To nie to samo, co na żywo, ale – jak mówi p. minister – strefa komfortu się skończyła. Albo jakoś tak.

More from Rafał Turowski

THE PODRÓŻ CZ.17 – Sal

Na tej wyspie nie ma nic - poza plażą, hotelami, solą (stąd...
Czytaj wiecej