Postanowienia noworoczne – fikcyjne plany na fikcyjną przyszłość?

Postanowienia noworoczne, 2021, Gerd Altmann, Pixabay
Fot. Gerd Altmann/Pixabay
Początek stycznia zapowiada powtarzającą się od dawna historię – znów nad naszymi głowami wisi widmo noworocznych postanowień, niosące ze sobą przygniatający kult sukcesu.

Posylwestrowa błogość to stan, który utrzymuje się dość krótko. Gdy tylko przypominają nam się nasze ultraambitne postanowienia noworoczne, natychmiast napinamy mięśnie, marszczymy brwi i witamy najbliższe miesiące z ciężarem presji sukcesu na karku. Odpowiednio wyszkoleni przez kulturę coachingu, już na początku stycznia zaczynamy gonić cele mające zmieniać świat i uczynić nas samych lepszymi.

W całym tym samorozwojowym ferworze umyka nam domyślna przymusowość noworocznych planów

Sympatyczna pani ma postanowienia noworoczne i wierzy w ich znaczenie

Wiążą się one z narzuconym przez otoczenie obowiązkiem progresu – podobnie jak Wigilia z nakazem powszechnej serdeczności; Sylwester z absolutną koniecznością posiadania szampańskiego nastroju. Pozornie indywidualna droga do osobistego sukcesu bardzo często biegnie wzdłuż zewnętrznych oczekiwań.

Nowy Rok pisze scenariusz restartu bez naszego udziału. My mamy się tylko podporządkować narracji definiującej rzeczywistość od dekad. W 2021 stara, dobra opowieść o styczniowym resecie ma jeszcze bardziej spektakularny posmak postcovidowego powrotu do normalności. Znane twarze, a wraz z nimi wierni odbiorcy ich przekazu, życzą sobie nawzajem lepszych dni, które poprawią humor po nieszczęsnym roku 2020.

Oni wierzą, więc i my wierzymy w sytuację niczym z gry komputerowej. Dotychczasowe problemy ekonomiczne oraz społeczno-polityczne mają zniknąć, bo styczeń ’21 wyzerował fabułę grudnia ’20 i  tym samym pozwolił mieszkańcom całego świata skorzystać z drugiego życia.  Nie ma chyba koncepcji lepiej odzwierciedlającej obsesję XXI wieku na punkcie gamifikacji codzienności.

W globalnym kulcie myślenia o Jutrze można dostrzec pewien dość interesujący paradoks

Ten sympatyczny pan także wierzy w znaczenie noworocznych postanowień

Kultura, która zaszczepiła nam motto nowy rok, nowy/a ja, zamiast się rozwijać, od wielu lat nieustannie patrzy wstecz. Napędzany przez nią postęp cywilizacyjny często służy jedynie uatrakcyjnianiu takich haseł jak: retro, vintage i oldschool. Dzisiejsze realia każą nam ciągle ewoluować, jednocześnie wpychając do naszych szaf ciuchy z lat 90. i zapełniając spotifajowe playlisty brzmieniami imitującymi klasykę synthpopu. Jeśli przypomnimy sobie jeszcze o tym, że dziś coraz młodsi ludzie wyznają poglądy skrajnie tradycyjno-konserwatywne, to obraz całej sytuacji staje się jeszcze bardziej groteskowy.

Patrząc w przyszłość, tak naprawdę spoglądamy w twarze wiecznie odradzających się duchów przeszłości. Kontynuując gamifikacyjną metaforę, można stwierdzić, że folder o nazwie “Future” już dawno został opróżniony ze wszystkich plików. Od dekad stoi sobie pusty i udaje, że może pochwalić się jakąś konkretną zawartością.

Ta być może apokaliptyczna wizja niesie jednak ze sobą odrobinę słodyczy

Nawet pierwszy filozof-coach ma postanowienia noworoczne, o których opowiada

Uświadamia bowiem, że nasza produktywność (lub jej brak) nie wpływa na bieg historii. Pozwala też odrzucić toksyczną religię sukcesu i skupić się na tym, co najważniejsze – dobrym samopoczuciu. Dążenie do niego na pewno sprawi znacznie więcej przyjemności niż gonitwa za poradami Bena Franklina. Przy okazji zaoszczędzi nam to także wszelkich niepotrzebnych nerwobólów. 

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

“Ultra Mono” ukazuje IDLES buntujących się na wesoło

Punkowcy z Bristolu po raz trzeci zarażają nas swoją pasją do wybuchowych...
Czytaj wiecej