Poszedłbym, ale nie mam kiedy

Z chęcią usiadłbym w kinowym fotelu, ułożył się wygodnie i na najbliższe dwie godziny zapomniał o codzienności, by rozkoszować się filmem. Problem jest niestety ostatnio taki, że nie mam kiedy. Za dużo się dzieje i to takich rzeczy, z których nie mogę zrezygnować. Później już jestem tak zmęczony, że już wolę zasnąć w łóżku, niż w kinie.

Z chęcią usiadłbym w kinowym fotelu, ułożył się wygodnie i na najbliższe dwie godziny zapomniał o codzienności, by rozkoszować się filmem. Problem jest niestety ostatnio taki, że nie mam kiedy. Za dużo się dzieje i to takich rzeczy, z których nie mogę zrezygnować. Później już jestem tak zmęczony, że już wolę zasnąć w łóżku, niż w kinie.

Zawsze było tak, że wybierałem salę kinową ponad wszystko. Zrywałem się z zajęć szkolnych, czy nawet z wykładów na studiach, jeśli tylko miałem możliwość wybrać się do kina. Nie był to nigdy dla mnie problem, bo po prostu tam czułem się najlepiej. Nadal tak jest. Nie ma chyba miejsca, gdzie równie dobrze się czuje – chociaż kanapa z narzeczoną przed filmem również jest w moim TOP 5.

W ostatnich tygodniach już niestety nie jest tak kolorowo. Nie mogę sobie już pozwolić na to, by chodzić na wszystkie premiery jakie mają miejsce. Oczywiście winny temu jest czas, a raczej jego brak. Jakiś czas temu podjąłem pewną ważną życiową decyzję, otóż zaręczyłem się. Nadszedł mój czas i już nie da się tego odwrócić – nawet jakby dało, to i tak bym nie chciał. Z racji tego, że do Dnia Sądu jest już coraz bliżej, to i czasu coraz mniej. Jesteśmy właśnie na etapie rozwożenia zaproszeń, także każde popołudnie, każdy weekend przeznaczmy na podróż do naszych przyszłych gości, by wręczyć im zaproszenie na naszą imprezę.

Po co o tym piszę? Po prostu takie jest życie, że nie zawsze jesteśmy w stanie robić wszystko na co mielibyśmy ochotę. Co prawda nie wszystkie moje aktualne obowiązki są dla mnie złe i nieprzyjemne. Wiadomo, że wolałbym siedzieć na sali kinowej lub wyszedłbym pobiegać, zamiast siedzieć przed komputerem i stukać w klawiaturę, ale obwiązki to obowiązki. Tak już bywa, że nie zawsze możemy się w pełni poświęcać naszym czystym przyjemnościom. Idealnie by było, gdyby nasza praca była jednocześnie naszym hobby i gdybyśmy już nigdy nie musieli tak naprawdę przepracować ani jednego dnia. Fajna perspektywa, ale nie zawsze możliwa do zrealizowania.

Kluczem do sukcesu jest chyba umiejętność pogodzenia obowiązków i pracy z wolnym czasem i z tym co sprawia nam przyjemność. Musimy umieć oddzielić godziny pracy od czasu wolnego. Innymi słowy, kluczem jest równowaga. Ja, pomimo tego, że nie mogę sobie aktualnie na pewne rzeczy pozwolić, zaakceptowałem to, że jest czas na pewne sprawy, a na inne ten czas dopiero przyjdzie. Za kilkanaście tygodni zacznie się nowy rozdział w moim życiu i muszę do sprawy podchodzić nieco inaczej, niż było to do tej pory. Są takie dni, że nie mogę nawet spokojnie poczytać, tylko wracam z jednej pracy i zasiadam do komputera, by znaleźć się w drugiej. A gdzie tu czas na przyjemności? Momentami ich brak, ale za to można sobie to odbić innego dnia. To owa równowaga. Nic w przyrodzie nie ginie. Dużo pracujemy, to musimy mieć i czas na odpoczynek oraz odwrotnie.

Poszedłbym do kina. Nie mam teraz niestety na to czasu, bo pojawiło się trochę obowiązków, które musze wypełniać i nie ma tu za bardzo o czym mówić. Wiem jednak, że kiedyś sobie to wszystko odbiję i zamknę się na kinowej sali na wiele godzin. To dla mnie jedna z najwspanialszych rzeczy.

Tagi wpisu
, , ,
Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Radujmy się!

Dziś będzie tak trochę nietypowo. Filmy do kin wchodzą, niby to taki...
Czytaj wiecej