Powrót do świata zabawek

Mowa oczywiście o „Toy Story” z 1995 roku – był to pierwszy w historii film zrealizowany w całości za pomocą animacji komputerowej.

Po tym filmie zaczęto głośno mówić o studiu Pixar, będącego niegdyś działem LucasFilm, który został wykupiony przez Steve’a Jobsa. Dziś nie wyobrażamy sobie świata filmowego bez Pixara, który dekadę po premierze „Toy Story” zaczął być częścią Disneya i od tamtej pory tylko umocnił swoją pozycję w branży. Animacje stworzone przez to studio zapisały się na kartach historii, ale to właśnie te pierwsza, opowiadająca o życiu zabawek, kiedy się nimi nie bawimy, jest tym najważniejszym.

Fot. Disney

Opowieść z przesłaniem

Film stał się pozycją kultową, zwłaszcza dla pokolenia wychowującego się w latach dziewięćdziesiątych. Sam doskonale pamiętam, jak byłem na nim w kinie, a później katowałem kasetę VHS. Poziom animacji momentami potrafi zachwycać nawet dziś, ale prawie 25 lat temu, robił naprawdę piorunujące wrażenie. Już od samego początku Pixar pokazywał nam, że pracują u nich najlepsi specjaliści. „Toy Story” jest również piękną opowieścią o przyjaźni i akceptacji, mądrą i uniwersalną. Mam nadzieję, że młode pokolenie będzie równie chętnie oglądać ten film, tak jak ja, kiedy byłem młodszy. W 1999 roku powstała kontynuacja, a w 2010 część trzecia. Nie są one według mnie tak dobre, jak oryginał, ale na pewno trzymają bardzo przyzwoity poziom i po prostu trzeba je zobaczyć. W 2019 roku, a dokładnie za niecały tydzień, do kin wchodzić będzie już czwarta część przygód Chudego, Buzza i całej zabawkowej ferajny. To, co mnie bardzo pozytywnie zaskoczyło, to fakt że jest to najlepsza odsłona, u mnie przebijająca nawet film z 1995.

Chciałoby się rzec „niemożliwe!”, a jednak! Na kilka dni przed seansem najnowszego filmu, postanowiłem odświeżyć sobie trzy poprzednie części. Okazało się, że drugi film wypadł mi całkowicie z pamięci i praktycznie nic z niego nie pamiętałem. Jeżeli chodzi o część trzecią, to miałem jakieś przebłyski z ogólnej fabuły, pojedyncze sceny, ale również nie skradł on mojego serca. Część pierwsza to wiadomo, klasyka i to dobrze znana. Trochę zastanawiałem się, po co powstała część czwarta, ale i tak nie mogłem odmówić sobie tego seansu.

Fot. Disney

Andy dorasta i co dalej….

Z osi fabularnej, bez zdradzania niczego, można napisać że twórcy odcięli się od postaci Andy’ego, do którego należały zabawki w poprzednich filmach. To bardzo dobry ruch, ponieważ bałem się, że zatoczy to wszystko koło, co byłoby niejako pójściem na łatwiznę. Zamiast tego konsekwentnie kontynuowana jest oś fabuły, z końca części trzeciej, czyli zabawki należą teraz Bonnie, której to Andy je podarował. Akcja samego filmu toczy się właściwie zaraz po zakończeniu animacji z 2010 roku.

Jak prezentuje się „Toy Story 4”? Obłędnie! Strona wizualna to absolutny majstersztyk, co jednak nie może dziwić, skoro mówimy o studiu Pixar, które to każdym swoim kolejnym filmem przeskakuje na poziom wyżej. Zresztą było pewne, że animacja będzie się prezentować lepiej od, chociażby części trzeciej – to w końcu prawie dekada różnicy. Jednak dbałość o detale, sposób prezentacji zabawek, ilość i jakoś zbliżeń na oczy czy twarz, powalają na kolana. Nie chciałbym przesadzać, ale to może być najlepiej zrealizowana animacja w historii Pixara. Całość dopełniają oczywiście świetna muzyka, piosenki i aktorzy udzielający głosów głównym bohaterom – widziałem film w polskiej wersji językowej i w większości usłyszymy te same głosy, co w poprzednich filmach z serii. Wisienką na torcie jest tutaj dla mnie Julia Kamińska, która jest genialnym czarnym charakterem.

Fot. Disney

Animacja dla każdego

Na koniec należy wspomnieć, że jest to piękny film o tym, że zawsze należy szukać swojego miejsca i dążyć do tego, by realizować to, co jest ważne dla nas, a nie myśleć o uszczęśliwianiu innych. Mam wrażenie, że jeśli chodzi o morał i przesłanie, to jest najmądrzejsze „Toy Story”, a jednocześnie jeden z najmądrzejszych filmów Pixara – który jak wiemy, tworzy bardzo mądre filmy.

Czy warto obejrzeć „Toy Story 4“? Tak! Koniecznie! Należy iść na ten film, bez względu na to, ile ma się lat, czy ma się dzieci, czy nie. Idźcie samemu, z drugimi połówkami, z dziećmi, z rodzicami, dziadkami i wszystkimi, którzy tylko przyjdą Wam do głowy. To naprawdę cudowne kino, z doskonałym humorem, akcją i mądrymi radami na to, jak sprawić by nasze życie było jeszcze fajniejsze. Nie spodziewałem się tego, ale otrzymałem najlepszą część „Toy Story”. Mam jednak nadzieję, że kolejnej już nie będzie, ponieważ sposób zakończenia tej historii bardzo przypadł mi do gustu. Jeśli jednak część piąta ujrzy światło dzienne, to bez cienia wątpliwości, zakupię na nią bilet do kina.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Green Book – film skrojony na Oscary

Choć jeszcze nie miał oficjalnej premiery w Polsce, o tym filmie słyszałem...
Czytaj wiecej