Powrót króla – relacja z MFF Nowe Horyzonty 2021

Międzynarodowy Festiwal Filmowy Nowe Horyzonty 2021
Oficjalna identyfikacja graficzna MFF Nowe Horyzonty 2021
W dniach 12-22 sierpnia 2021 we Wrocławiu odbyła się 21. edycja Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Nowe Horyzonty. Co tym razem publiczności zaprezentowali organizatorzy największego w Polsce festiwalu kina artystycznego?

Powrót do Wrocławia na Nowe Horyzonty był w tym roku dla wielu osób czymś szczególnym. Ze względu na pandemię poprzednia edycja odbyła się jedynie w wersji online. Nieopisaną przyjemność sprawiły więc rzeczy pozornie zwyczajne: możliwość oglądania filmów na wielkim ekranie, siedząc w kinowym fotelu, wśród żywo reagującej publiczności. A było co oglądać!

W programie 21. edycji festiwalu Nowe Horyzonty znalazło się dwieście trzydzieści jeden filmów, w tym sto siedemdziesiąt pięć produkcji pełnometrażowych. Podzielono je na osiemnaście sekcji, wyświetlano w czterech miejscach: Kinie Nowe Horyzonty, Teatrze Muzycznym Capitol, Dolnośląskim Centrum Filmowym oraz na wrocławskim Rynku. Część produkcji można też obejrzeć online do 29 sierpnia. Wszystkiemu towarzyszyły dodatkowe wydarzenia – rozmowy z twórcami oraz specjalne atrakcje, m.in. animowany na żywo film Mariusza Wilczyńskiego czy koncert Less Is Lessie.

Konkurs i retrospektywy

Tilda Swinton, Memoria, Apichatpong Weerasethakul, Nowe Horyzonty
Tilda Swinton w “Memorii” (reż. Apichatpong Weerasethakul, 2021)

W ramach sekcji konkursowej Nowych Horyzontów wyświetlono filmy m.in. z Austrii, Francji, Iranu, Polski, Tunezji, Ameryki czy Wietnamu. Zwycięskim obrazem okrzyknięto “Theo i jego metamorfozy” (reż. Damien Odoul), wyróżnienie przyznano egipskim “Piórom” (reż. Omar El Zohairy), a nagrodę publiczności zdobył libański dramat “Śmierć niewinności i grzech nieistnienia” (reż. George Peter Barbari). W mojej opinii właśnie ten ostatni tytuł jest szczególnie wart uwagi. Potrafi świetnie uchwycić chłopięcą beztroskę towarzyszącą trzem kolegom, którzy planują stracić dziewictwo. Jednocześnie, przez monologi wewnętrzne pozwalające na wniknięcie w umysł bohaterów, letni klimat podszyty jest mrokiem. Ich profetyczny charakter ujawnia przyszłość chłopców, a ta często maluje się w szarych barwach. Ten dualizm czyni całość nieoczywistą, a dodając do tego przemyślaną pracę kamery oraz naturalne dialogi, otrzymujemy małe-wielkie kino.

Do Wrocławia powróciły również retrospektywy uznanych twórców. Tym razem pokazywano filmy Chantal Akerman, Angeli Schanelec i Apichatponga Weerasethakula. Miłośnicy slow cinema mogli czuć się ukontentowani. Legendarny film o gotowaniu ziemniaków to niemal czterogodzinny obraz Akerman pod tytułem “Jeanne Dielman, Bulwar Handlowy, 1080 Bruksela”. Zobaczenie go na wielkim ekranie było dla wielu prawdziwym doświadczeniem. Zdziwić mogli się wszyscy, którzy wybrali się na “Przygody Iron Pussy” Weerasethakula. Twórca ten jest znany z powolnej celebracji rzeczywistości, ale w tym dzikim pastiszu niskobudżetowych filmów akcji oferuje coś całkowicie innego. To zabawny i oryginalny obraz, który spokojnie mógłby się znaleźć w repertuarze sekcji Nocne Szaleństwo.

Mocne i wyczekiwane produkcje

Agathe Rousselle jako główna bohaterka “Titane” (reż. Julia Ducournau, 2021)

Na wrocławskim festiwalu znalazły się też głośne tytuły m.in. z Cannes i Berlina. Nagrodzony Złotą Palmą “Titane” w reżyserii Julii Ducournau podzielił publiczność, natomiast zdobywca Złotego Niedźwiedzia – rumuński “Niefortunny numerek albo szalone porno” Radu Judego – został przyjęty cieplej. Obie nagrody udowadniają, że żyjemy w ciekawych czasach. Wiele osób nie wierzyło, że tak niekonwencjonalne fabularnie i formalnie tytuły sięgną po nagrody na najważniejszych festiwalach. I choć nie są to odosobnione przypadki (warto pamiętać o Złotym Niedźwiedziu dla “Touch Me Not” w 2018 roku), to oba filmy zdecydowanie polecam. Są powiewem świeżości, który może być wyznacznikiem zmiany konserwatywnego myślenia o języku filmowego opowiadania. A jednocześnie filmy, które pod kontrowersyjną otoczką i efekciarską formą, kryją mądre i poruszające przesłanie o rodzinie i społeczeństwie.

Pokazy galowe

Kadr z filmu “Paryż, 13. dzielnica” (reż. Jacques Audiard, 2021)

W ramach pokazów galowych (we współpracy z firmą OPPO) w Teatrze Muzycznym Capitol zaprezentowano przedpremierowo głośne produkcje. Poza wspomnianymi już filmami Radu Judego i Julii Ducournau oraz nowym obrazem Weerasethakula (“Memoria” z Tildą Swinton) pokazano wyczekiwane dzieła uznanych twórców. Asghar Farhadi powrócił do Iranu, tworząc “Bohatera”, Ryûsuke Hamaguchi zaadaptował opowiadanie Harukiego Murakamiego na “Drive My Car” (cieszący się ogromnym uznaniem festiwalowej publiczności). Skandalista Gaspar Noe stworzył “Vortex”, prawdopodobnie najspokojniejszy i najbardziej melancholijny film w karierze. Céline Sciamma (autorka głośnego “Portretu kobiety w ogniu”) pokazała średni metraż o dzieciństwie, relacjach z matką i zaczarowanym lesie (“Mała mama”). Galowe seanse uzupełniały m.in. nowe filmy Jacquesa Audiarda – bazujący na powieści graficznej “Śmiech i śmierć” (polskie wydanie Kultura Gniewu) – bardzo aktualny “Paryż, 13. dzielnica” oraz “Wszystko poszło dobrze” niezwykle płodnego François Ozona.

Wśród festiwalowych sekcji pokazy galowe stały moim zdaniem na najwyższym poziomie. Szkoda, że filmy te prezentowano głównie w Teatrze Muzycznym Capitol, na czym sporo traciły. Jego przestrzeń – choć reprezentatywna – nie jest odpowiednio przystosowana do odtwarzania filmów. Niektóre siedzenia są umieszczone pod takim kątem, że trudno z nich zobaczyć to, co dzieje się na ekranie. Najwięcej problemów sprawiał jednak dźwięk – często trzeba było się ratować czytaniem napisów, bo dialogi były najzwyczajniej w świecie niesłyszalne.

Polska reprezentacja

Maria Dębska jako Kalina Jędrusik w filmie “Bo we mnie jest seks” (reż. Katarzyna Klimkiewicz, 2021)

Wśród pokazów galowych znalazły się trzy filmy z rodzimego podwórka. “Bo we mnie jest seks” to długo wyczekiwana opowieść o skandalistce rodzimego kina, seks-bombie PRL-u i polskiej Marylin Monroe – Kalinie Jędrusik. Choć wcielającą się w gwiazdę Marii Dębskiej nie można odmówić starań, to całość wypada dość blado. Numery musicalowe są wrzucone do filmu bez ładu i składu, a scenariusz niepozbawiony jest potknięć. Bogate tło to ładna, ale pusta otoczka, a Jędrusik – kreowana na silną bohaterkę – nie ma tu faktycznej sprawczości. Więcej zawdzięcza przypadkowi niż czynom.

Sporo wątpliwości wzbudza również ambitny “Hiacynt” Piotra Domalewskiego. Mroczny kryminał zrealizowany dla Netflixa w warstwie wizualnej przywodzi na myśl “Siedem” Davida Finchera. Historia śledztwa w sprawie mordercy homoseksualistów w PRL-u zapowiadała się na trzymające w napięciu kino, ale finalnie pozostawia wiele do życzenia. Tomasz Ziętek w roli głównej na ekranie robi, co może. Kilka dziur fabularnych oraz odgrzewana estetyka czerpiąca garściami z lepszych filmów niweczą jednak jego wysiłki. Szkoda, bo Domalewski zapowiadał się na twórcę o złotym dotyku. Miejmy nadzieję, że to drobne potknięcie nie wpłynie negatywnie na dalszą karierę reżysera “Cichej nocy”.

Tomasz Ziętek, Hiacynt, Piotr Domalewski, Netflix, Nowe Horyzonty
Tomasz Ziętek w filmie “Hiacynt” (reż. Piotr Domalewski, 2021)

Na szczęście “Moje wspaniałe życie” – trzeci pełnometrażowy film Łukasza Grzegorzka – udowadnia, że twórca wciąż jest w formie. To produkcja z bardzo wyraźnym autorskim podpisem. Grzegorzek kręci filmy, jakich nie robi w Polsce nikt inny – wywołujące skojarzenia z produkcjami z Sundance. Specyficzne i pełne humoru historie obyczajowe, pełne wpadających w ucho dialogów oraz naturalności w prowadzeniu aktorów. Szczere i bardzo udane kino.

O “Najmro. Kocha, kradnie, szanuje” prezentowanym w ramach Pokazów Specjalnych pisałem w zeszłym tygodniu.

Nowe Horyzonty 2021 z pewnością zostaną zapamiętane na długo

MFF Nowe Horyzonty 2021
Oficjalna identyfikacja graficzna MFF Nowe Horyzonty 2021

Poza wieloma intrygującymi tytułami, z którymi można było się zapoznać podczas festiwalu, to wielki powrót do przeżywania kinowych emocji. Wspólnie i na żywo. Kilka rzeczy uległo zmianie ze względu na otaczającą nas rzeczywistość. Ekipa skrupulatnie dbała o przestrzeganie zasad bezpieczeństwa (noszenie maseczek, odstępy, dezynfekcję dłoni). Z festiwalowej mapy zniknął też legendarny klub Arsenał (spokojnie, spragnieni festiwalowicze szybko znaleźli alternatywę w postaci Mleczarni). Nowe Horyzonty 2021 ponownie dały nam możliwość obejrzenia nieoczywistych formalnie i odważnych fabularnie filmów z najdalszych zakątków globu, o których można było dyskutować do późnych godzin nocnych i które najzwyczajniej w świecie poszerzają kinofilskie horyzonty.

Autor artykułu
More from Jan Sławiński

“Pogromcy Duchów. Dziedzictwo” – uwierz w ducha [Recenzja]

Przyszedł czas na drugie podejście do rebootu franczyzy o dzielnych Pogromcach Duchów....
Czytaj wiecej