“You do not talk about »Fight Club«” – bo w sumie nie ma o czym gadać

PRO8L3M, Fight Club, 2020
PRO8L3M – "Fight Club", fot. 2020
Mimo że kultura hip-hopowa funkcjonuje na rodzimym rynku od wielu lat, to wciąż nie udało się jej wykształcić pełnoprawnych, opiniotwórczych mediów. Owszem istnieje mnóstwo okołorapowych portali, ale niemal żaden z nich nie transmituje poważnej krytyki kulturalnej...

Lwia część dziennikarstwa hip-hopowego w Polsce jest poświęcona tabloidowemu kronikarstwu lub wyliczankowej sztuce recenzenckiej na poziomie szkolnym. Owocem tych okoliczności jest natomiast popularność projektu PRO8L3M – duetu traktującego gatunek pół-serio. Media rapowe w naszym kraju prawie nigdy nie zwracają bowiem uwagi na konteksty socjologiczne czy polityczne opisywanych płyt. Skupiają się jedynie na rytmiczności beatów i dynamice flow raperów.

Autorzy takich artykułów zatrzymują się na powierzchowności kompozycji, jak ognia bojąc się analizy multidyscyplinarnej. “Fight Club” PRO8L3M-u wydaje się więc produkcją skrojoną pod ich oczekiwania. Oskar i Steez niby rozprawiają o bólach XXI wieku, ale równocześnie bardzo zręcznie udaje im się nie powiedzieć tak naprawdę niczego. Zwyczajnie unikają jakiejkolwiek wyrazistej wypowiedzi na temat otaczającej ich rzeczywistości.

Artyści stojący za projektem PRO8L3M pławią się w luksusie neutralności światopoglądowej

Dobrze obrazują to choćby gościnne wersy Ero w utworze “Animal Planet”: Pewnie jesteś lewak albo prawiczek/bo jak tu tak centralnie rozsądnie iść przez życie. PRO8L3Mowe podejście do hip-hopu jest więc skrajnie centrystyczne, tzn. opiera się na symetrycznym kompasie etycznym. Często o twórczości grupy mówi się w kategoriach post-rapu, jednak bardziej pasowałoby tu chyba określenie anty-rap.

PRO8L3M w utworze tytułowym, label: 2020

Post-rap zakłada bowiem (mimo zapędów dekonstrukcyjnych) kontynuację gatunku. Tymczasem na “Fight Club” mamy do czynienia z serią wymierzonych w hip-hopowe wartości zaprzeczeń. Nie ma tu radykalnych haseł, są za to peany na cześć obojętności – czasem przechodzące w celebrację eskapizmu jak na “GeForce”. Zamiast surowości gatunkowego brzmienia jest natomiast kanciasta symulacja. Wreszcie: nie ma tu wulgarnej prowokacji, jest za to wulgarna banalność.

Miłośnicy hip-hopu na pewno wiedzą, że jednym z ekspertów wypowiadających się w dość popularnym “CGM Rap Podcast” jest Numer Raz. Stołeczny raper przykuwa uwagę binarnością swoich wywodów, ograniczających się do alternatywnych konkluzji: płyta buja/płyta nie buja. Podobne, czarno-białe spojrzenie na świat prezentuje tu utwór tytułowy. Panowie – zainspirowani słynną książką Palahniuka i równie słynnym filmem Finchera – lokalizują problem współczesności i błyskawicznie odnajdują rozwiązanie. Tym problemem jest oczywiście bezmyślny konsumpcjonizm, a rozwiązaniem durdenowska negacja wszelkich uciech nowej cywilizacji.

Zarówno wytrawny podcaster, jak i producencko-rapowy duet zapominają jednak o tym, że ich pozbawione postscriptum wypowiedzi są po prostu bezwartościowe. Oskar obiecuje rewolucję, ale nawet słówkiem nie piśnie o tym, jak miałby wyglądać utopijny dzień po. Każe pieprzyć meble i je*ać cnoty, lecz zapomina zaproponować coś w zamian. Analogicznie, Numer Raz kończy recenzję tam, gdzie powinna się ona dopiero zaczynać. Oto figury reprezentujące współczesną kulturę hip-hopową – postacie sprowadzające potencjał gatunku do poziomu zero-jedynkowych frazesów.

Przy okazji premiery “Fight Club” warto też pochylić się nad rzekomym futurystycznym sznytem dokonań zespołu

PRO8L3M zaprosił do swojego wideoklipu Roberta Gonerę

PRO8L3M od zawsze kojarzy się mediom (nie tylko rapowym – wyszukiwarka Google podpowiada, że o futurystycznym brzmieniu grupy pisali m.in. autorzy “Gazety Wyborczej”, “Przekroju” czy pisma “Dziennik Gazeta Prawna”) z dystopijnymi dźwiękami jutra. Fundamentami owych skojarzeń są dwa kluczowe elementy definiujące estetykę duetu: parasynthwave’owe podkłady oraz teksty piosenek nawiązujące do szeregu cyberpunkowych klisz.

“Fight Club” po raz kolejny oferuje tę samą syntezę i raz jeszcze nie dosięga swych proroczych ambicji. W 2021 roku eksploatowanie melodii nawiązujących do soundtracku z filmu “Drive” nie ma już nic wspólnego z futuryzmem. Kojarzy się raczej z desperacką reanimacją półżywego trendu. Gryzie się to też z antyestablishmentowym wizerunkiem formacji. W końcu, czy istnieje bardziej koniunkturalna stylistyka, niż ta, którą spieniężają wszystkie największe gwiazdy dzisiejszego popu?

Najnowsze dzieło warszawiaków powtarza ich ulubione motywy rodem ze stereotypowych wizji science fiction

Oskar i Steez zaprosili do współpracy także megagwiazdę rodzimego popu

Z poszczególnych utworów wyłania się więc dobrze znany obraz technoapokalipsy, miksującej cyfrową widowiskowość “Matrixa” z przaśnością polskich sensacji lat dziewięćdziesiątych. Znaczna część piosenek została też ozdobiona gościnnymi występami. Większość z zaproszonych artystów to reprezentanci konserwatywnej, starej gwardii polskiego hip-hopu, próbującej odnaleźć się realiach rubasznej dystopii PRO8L3M-u. Idea akceleracjonizmu według Oskara i Steeza opiera się więc na kooperacji z postaciami niemalże historycznymi. Chyba nie można wyobrazić sobie lepszego odzwierciedlenia pobieżności tej pseudo-futurologii.

Autor youtube’owego kanału Rap MATTers poświęcił jeden ze swoich filmów tabloidyzacji mediów hip-hopowych. Vlogger obnażył pudelkowe treści zalewające czołowe portale rapowe. Poprzez swoją analizę popularnych publikacji doszedł do gorzkiego wniosku: hip-hopowe tuby informacyjne to tak naprawdę serwisy plotkarskie – zainteresowane wszystkim, tylko nie muzyką.

Ostatni krążek w dorobku PRO8L3M-u jest muzycznym synonimem wspomnianej tabloidyzacji. “Fight Club”, podobnie jak zalewające portale prowizoryczne newsy, marnuje siły witalne medium na pierdoły. Oskar oraz Steez sprzedają odbiorcy obietnicę innowacji z subtelnością caps-lockowych nagłówków przytaczanych przez Rap MATTers. Niestety w obu przypadkach krzykliwa narracja skrywa po prostu nieatrakcyjną, merytoryczną bylejakość.

Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

“Imploding the Mirage” The Killers to bardzo usypiająca płyta

Ekipa z Las Vegas z całych sił próbuje przypomnieć słuchaczom, że kiedyś...
Czytaj wiecej