Fotograficzny projekt “Pruszkowiak”, czyli kim jesteśmy

Maciej Bochnowski, sprawca całego zamieszania. Fotograf, ale i dyplomowany kucharz i czynny szef kuchni. Pruszkowiak, choć importowany przez żonę z warszawskiej Ochoty. Zdj. Maciej Bochnowski via Pruszkowak
Miasto to nie tylko zbiór budynków czy granice administracyjne. Tworzą je przede wszystkim ludzie. Projekt "Pruszkowiak" Macieja Bochnowskiego doskonale to eksponuje i wyjaśnia, dlaczego.

Ileż kłótni i awantur wynikło z próby ustalenia, kto może się tytułować np. warszawiakiem. Jedni twierdzą, że prawdziwi warszawiacy zginęli podczas Powstania, inni, że aby być prawowitym mieszkańcem stolicy musisz się legitymować co najmniej trzema stołecznymi pokoleniami wstecz. Wojna “warszawiacy kontra słoiki” trwa od lat. Stolica jest chyba najbardziej wyrazistym tego przykładem, choć podobne potyczki trwają w wielu miastach Polski. Właściwie w każdym miejscu rodowici mieszkańcy traktują ludność napływową ze swoistą rezerwą. Czy jednak jest jakaś złota reguła, która określa zasady, kto jest warszawiakiem, krakowiakiem, poznaniakiem etc.? Wydaje się, że fotograf Maciej Bochnowski znalazł wyjaśnienie tego zagadnienia.

Tadeusz H. Jakubowski – rodowity pruszkowianin, dobra dusza miasta. Z wykształcenia architekt, z pasji pisarz ukazujący w niepowtarzalny sposób historię miasta. Zdj. Maciej Bochnowski via Pruszkowiak

Pruszków – niewielkie miasto w aglomeracji warszawskiej. Stosunkowo młode, bo zaledwie dwa lata temu świętowało stulecie nadania praw miejskich. Powstało nieco przypadkiem, z połączenia kilku pobliskich osad i wsi, za sprawą niemieckich wojsk okupujących stolicę i jej okolice podczas Pierwszej Wojny Światowej. W dwudziestoleciu międzywojennym oraz w PRL – prężny ośrodek przemysłowy. Od kilkudziesięciu lat – głównie sypialnia Warszawy. To właśnie po upadku Polski Ludowej do miasta zaczęło ściągać sporo osób szukających szczęścia w stolicy. Na swoją bazę wybierali Pruszków, bo tam można było znaleźć o wiele tańsze mieszkanie, a dojazd do pracy w Warszawie był (i jest) bardzo dobry. I już wtedy pojawiły się pierwsze niesnaski – bo kto jest pruszkowiakiem, a kto nadal “słoikiem”?

Martyna Sęk – od dziecka marzyła o karierze nauczyciela. Choć pochodzi z Węgrowa, marzenie zrealizowała w pruszkowskiej podstawówce nr 6. Zdj. Maciej Bochnowski via Pruszkowiak

Gdy czasy się zmieniły, mieszkańcy Warszawy uciekając przed zaduchem, ciasnotą i hałasem stolicy, również zaczęli szukać swojego miejsca na jej obrzeżach. Wygląda na to, że im starsza jest III RP, tym rzadziej zapuszczamy korzenie w jednym miejscu i łatwiej zmieniamy domy, mieszkania, pracę. Masy ludzkie mieszają się w tyglach, takich jak wspomniany Pruszków. Jedni swoją nową “małą ojczyznę” traktują jedynie jak zbiór budynków w określonych granicach administracyjnych, drudzy związani są z nią od pokoleń, jeszcze inni zakochują się w niej już od pierwszego wejrzenia.

Projekt Macieja Bochnowskiego pokazuje, że każdy może być Pruszkowiakiem. Nie ważne, czy się tu urodziłeś czy nie, czy wyjechałeś w młodości i mieszkasz gdzie indziej, czy osiadłeś tu przyjeżdżając z daleka. Może tylko tu pracujesz, a mieszkasz gdzie indziej, a może tylko tu sypiasz, a pracujesz poza granicami miasta. Pruszkowiakiem może być każdy, kto choć trochę czuje się związany z miastem. To nie sztywna definicja, a poczucie przynależności i chęć uczestniczenia w życiu lokalnej społeczności decydują o tym, kim jesteśmy.

Krzysiek Bukowski, były redaktor naczelny Exumag, a do niedawna… rzecznik prasowy Starostwa Pruszkowskiego. Zdj. Maciej Bochnowski via Pruszkowiak

“Pruszkowiak” to długoterminowy projekt fotograficzny związany nierozłącznie ze stroną na Facebooku, na której Maciej Bochnowski na bieżąco publikuje swoje prace. Wszystkie zdjęcia utrzymane są w podobnej stylistyce, eksponującej główny temat fotografii. Na każdej z nich widzimy rozświetlone postaci pruszkowiaków wraz z ich osobistymi atrybutami, tło zaś jest zaciemnione. Do tego krótkie lub dłuższe opisy bohaterów. Koniecznie z wyjaśnieniem, dlaczego właściwie czują się pruszkowiakami.

Jako rodowity mieszkaniec Pruszkowa, obserwuję “Pruszkowiaka” z dużym zainteresowaniem. W końcu, cofając się kilka pokoleń wstecz, moja rodzina też była przyjezdna. Na stronie pojawiają się osoby, które znam od dziecka, ale i takie, które widzę po raz pierwszy. Są też te, które dołączyły do naszej społeczności już podczas mojego życia. I naprawdę trudno nie zgodzić się, z tym, co autor zdjęć chce za ich pomocą przekazać –  że każdy może być pruszkowiakiem, bo każde wyjaśnienie pod zdjęciem jest do zaakceptowania. Po odwiedzinach na stronie sam zresztą nasuwa się wniosek, że żadne lokalne środowisko nie powinno być własnością autochtonów, ale otwartym na świat wspólnym dobrem. Inaczej zatęchnie i zgnije we własnym mikroklimacie.

Maciej Bochnowski, sprawca całego zamieszania. Fotograf ale i dyplomowany kucharz oraz czynny szef kuchni. Pruszkowiak, choć importowany przez żonę z warszawskiej Ochoty. Zdj. Maciej Bochnowski via Pruszkowak

Choć wydawałoby się, że “Pruszkowiak” dotyczy tylko jednej, konkretnej (i w sumie niewielkiej) społeczności na zachód od Warszawy, w sposób uniwersalny prezentuje to, co dzieje się obecnie w Polsce, ba, na świecie. Bochnowski doskonale udowadnia, że naszej tożsamości nie da się ująć w żadne sztywne ramy, definicje, ani formułki – ją się po prostu czuje.

Więcej zdjęć i historii znajdziecie na stronie projektu.

Autor artykułu
More from Piotr Skowron

Stacja Muzeum – nowe muzeum na mapie Warszawy

Niedawno kraj obiegła informacja o likwidacji Muzeum Kolejnictwa mieszczącego się w dusznym...
Czytaj wiecej