Przedszkolanka – liczy się ciężka praca czy talent?

Maggie Gyllenhaal wiele osób zna z tego, że jest siostrą swojego brata. Jednak ta piekielnie zdolna aktorka swoimi rolami udowadnia, że może to Jake powinien być znany z tego, że jest jej bratem.

Codzieność

Sara Colangelo przedstawia nam w swym najnowszym filmie historię Lisy, przedszkolanki z dwudziestoletnim stażem, która po godzinach uczęszcza na kurs poezji. Dodatkowo ma dom, męża i dwójkę prawie dorosłych dzieci. Początkowo wydaje nam się kobietą, która jest spełniona zarówno prywatnie, jak i zawodowo – widzimy, że dobrze radzi sobie z małymi dziećmi, a praca przynosi jej satysfakcję. Szybko jednak zauważamy, że coś jest nie tak, że czegoś jej brakuje, a pewne spotkanie zaczyna tylko potęgować uczucie pustki.

Maggie Gyllenhaal w filmie „Przedszkolanka“, dyst. M2 Films

Nadzieja

Lisa w oczach ma marzenia, które umarły jakiś czas temu. Chciała zostać poetką i ciężko pracowała, kształciła się, spędzała czas na nauce. Jednak ciężka praca to nie wszystko, potrzebny jest również talent, którego jej najwyraźniej brakuje. Za zasłoną spokojnej twarzy i miłego uśmiechu widać, jak rośnie w niej frustracja, że nie osiągnęła tego, czego pragnęła. Doznaje szoku, kiedy w swojej klasie zauważa, jak pięcioletni uczeń (Parker Sevak) wypluwa z siebie słowa, które układają się w piękne wiersze, jakich ona nigdy nie potrafiła napisać. Za każdym razem kiedy słyszy owoce talentu tego chłopca, łapie za notes i spisuje jego poezje, niczym sekretarka notująca polecenia pana prezesa. Postanawia zaopiekować się młodym poetą, by nikt nie zabił w nim talentu.

Maggie Gyllenhaal i Parker Sevak w filmie „Przedszkolanka“, dyst. M2 Films

Życiowa misja

„Przedszkolanka“ zostawiła mnie z poczuciem niedosyty, ale i pewnymi pytaniami, na które nie potrafię jednoznacznie odpowiedzieć. Czy ważniejszy jest talent, czy może jednak ciężka praca. Na pewno jest tak, że ludziom z talentem łatwiej jest pewne rzeczy osiągnąć. Jednocześnie bez pracy, nic co osiągniemy nie będzie długoterminowe. Nie od dziś wiadomo, że co łatwo przychodzi, łatwo można stracić. Przypadek Lisy jasno pokazuje, że momentami starania, nie muszą zaowocować osiągnięciem sukcesu. Nic więc dziwnego, że bohaterka początkowo wykorzystuje talent małego chłopca i przypisuje sobie jego twórczość. Szybko jednak od tego odchodzi i stara się pomóc mu w pielęgnowaniu swojego talentu, co rodzi się ze sprzeciwem najbliższego otoczenia chłopca.

Parker Sevak w filmie „Przedszkolanka“, dyst. M2 Films

Scenariusz życiem pisany

Pomimo tego, że ten trwający zaledwie półtorej godziny film dłużył mi się momentami niesamowicie, to przyznaję, że rola Gyllenhaal jest tu zapadająca w pamięć. Jej Lisa przez cały seans lawiruje nam między sympatią, a jakiś dziwnym niesmakiem. Nie wiem z jakim stosunkiem do tej postaci wyszedłem z kina, a dla mnie to zaleta, ponieważ nie potrafię się jasno określić, co zmusza do myślenia. „Przedszkolanka“ to pewnego rodzaju apel o to, byśmy nasze dzieci wyciągnęli ze wzroku zanurzonego w telefonach. Ekrany smartfonów nie są oknem na świat, a swoistą pułapką, z której naprawdę ciężko się wydostać. Lisa spotkała na swojej drodze chłopca, mającego szansę zostać kimś więcej, niż tylko „kolejną cegłą w murze“. Czy się jej to udało? Przekonajcie się podczas seansu.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Po drugiej stronie lustra

W 2010 roku reżyser Tim Burton postanowił przenieść na duży ekran jedną...
Czytaj wiecej