Psychologia podróżna… MANIUŚ

Psychologia podróżna; źródło: unsplash.com
Psychologia podróżna; źródło: unsplash.com
Psu jest absolutnie wszystko jedno, czy jesteś bogaty, wykształcony czy czytasz kryminały czy filozoficzne rozprawki. Czy jesteś mądry czy głupi. Pies też jako taki jest bezinteresowny.

Psu jest absolutnie wszystko jedno, czy jesteś bogaty, wykształcony czy czytasz kryminały czy filozoficzne rozprawki. Czy jesteś mądry czy głupi. Pies też jako taki jest bezinteresowny.

Wiem, jak abstrakcyjnie brzmi to zwłaszcza w zderzeniu z tym, co za oknem. Dasz psu swoje serce, a on odda ci swoje. Bez limitów i na zawsze. Dlatego z Mańkiem – oddanym, współpracującym, czujnym i  „uśmiechniętym” towarzyszem podróży w drogę zawsze wyruszyć się chce. Nic to, że częstochowski rym mi się ułożył , nic to, bo Maniek każdej językowej figury jest wart.

Niezwykły to pies. Dumny, mądry, bystry i zadziwiający. W stu procentach definiujący powiedzenie, że w małym ciele wielki duch i serce równie gorące.

A przecież ten filigranowy jamnik, tak naprawdę, to powinien mieć złość do całego świata, być zgryźliwy, warknąć i szczeknąć od czasu do czasu. A może nawet częściej. Ujadać na cały świat właśnie… Dlaczego?  Bo ten najzwyczajniej w świecie potraktował go źle. Znaleziony przed rokiem w jednej z poznańskich piwnic, przysypany gruzem, bez wody i jedzenia przetrwał wraz ze swoim rodzeństwem kilka długich dni. Ciemnych, głodnych i chłodnych.  Był ze wszystkich najmniejszy i najcichszy. Miał jednak szczęście. Został usłyszany i przede wszystkim wypatrzony. Przez człowieka. Dziś prowadzi życie z pełną miską, legowiskiem w zasięgu wzroku swojej „pani”, a ten – od dnia, w którym na niego spojrzała – jest pełen miłości. Bezgranicznej.

Maniuś – wierny przyjaciel w podróży;
fot. Małgorzata Domagalik

Maniek – dla przyjaciół Maniuś – jak na każdego rasowego (nie ma to nic wspólnego z rasą jako taką) towarzysza podróży uwielbia jazdę samochodem. Tak bardzo, że gdy tylko otworzą się drzwi do auta, natychmiast zajmuje miejsce w nogach prowadzącego. W jakimś sensie za kierownicą. Nie sposób się nie uśmiechnąć. To prawda – chwilę trwa, zanim uda się Maniusia przekonać, że ze względów bezpieczeństwa nie możemy tak sobie razem jechać i że jednak musi się przesiąść. Czyni to acz niechętnie…

Miałam to szczęście i swego rodzaju przywilej, że latami podróżowałam i z innymi wspaniałymi psimi przyjaciółmi.

Dwoma goldenami retriverami. Najpierw z białym jak śnieg o imieniu  Chianti, a po jego odejściu z jego bratem, płomiennie rudym Orso. Prawdziwy niedźwiedź to był. Z postury i imienia. Chianti potrzebował wielu słów, żeby uwierzyć, że do Wrocławia lepiej pojechać samochodem niż pobiec w tamtym kierunku na czterech łapach. Natomiast Orso mógł godzinami leżeć na tylnym siedzeniu pod warunkiem, że został tam wniesiony. Dosłownie. Wtedy czuł się ważny i zaopiekowany. Mógł godzinami jechać przed siebie.  

Dużo sobie w tym czasie opowiedzieliśmy, było nam wesoło i całkiem na odwrót. Wiem, że czasami nie musiałam im nic mówić. Rozumieliśmy się bez słów. A że nie zawsze odpowiadali? Wychodząc z założenia, że milczenie jest złotem, to także dzięki moim psim towarzyszom podróży zrozumiałam, że – jak pisze w swojej poruszającej i pełnej pięknych emocji, książce „Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata” John Grogan – “w życiu bywa też tak, że cel jest mniej ważny od samej podróży”.

Szerokiej drogi…

More from Małgorzata Domagalik

Psychologia podróżna

To może wydawać się co najmniej dziwne, to pewnie wyda się dziwne,...
Czytaj wiecej