Co świetny remake “Resident Evil 2” oznacza dla marki?

Bohaterowie gry "Resident Evil 2", fot. Capcom
Bohaterowie gry "Resident Evil 2", fot. Capcom
Niezależnie od tego, czy na serię "Resident Evil" patrzymy przez pryzmat kultowych gier, czy też znacznie słabszych poczynań na rynku filmowym, trudno nie odczuć choćby odrobiny zdziwienia, gdy uświadamiamy sobie, że mowa o marce funkcjonującej i intensywnie eksploatowanej od 22 lat. Pokażcie mi drugą, która po takim czasie trzyma poziom i ma pomysł na swój dalszy rozwój.

Fenomen tej serii można by rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Już sam fakt, że jest jednym z niewielu japońskich tytułów, które dobrze przyjęły się w naszym kraju, to jakieś wyróżnienie. O ile rynek zachodni nie ma aż takich problemów z przyswajaniem owoców kultury Kraju Kwitnącej Wiśni, o tyle w Polsce wciąż jest to pewna nisza. “Resident Evil” od początku miało jednak pomysł na siebie. Zapoczątkowana w 1996 roku seria gier przede wszystkim zapracowała na swoją pozycję jakością. Kultowy survival horror kontynuowany był w różnych kierunkach, ale najważniejsza zdaje się tu początkowa trylogia. “Resident Evil 2” z 1998 roku i “Resident Evil 3: Nemesis” z 1999 przyjęto na całym świecie tak dobrze, że na początku XXI wieku na otwarto kolejny rozdział tej historii: wieloletnią serię opartych na motywach z gry filmów.

Oczywiście nieprzypadkowo wzięło mnie na przemyślenia dotyczące akurat tej marki. Niedawno firma Capcom w mistrzowski sposób zaprezentowała światu, jak powinno się dbać o tak zasłużoną markę. Choć seria gier dobiła już do siódmej odsłony, po drodze w naturalny sposób ewoluując, jej właściciele nie zapomnieli o korzeniach. W erze gier skupiających się na rozgrywce multiplayer i czerpaniu zysków z mikropłatności Japończycy poszli pod prąd. W 2015 roku zremasterowano pierwszą odsłonę gry, natomiast rok później odświeżono także “Resident Evil Zero” z 2002 roku. Przeszły one jednak bez większego echa… nie to, co remake “Resident Evil 2”.

Sukces, który przerasta oczekiwania

Starzy gracze ciągle narzekają na kierunek, w jakim zmierza branża gier. Mimo wysokich cen, “na starcie” zazwyczaj otrzymujemy półprodukty, które przydatne do użytku stają się dopiero po zainstalowaniu poprawek. Na domiar złego gry najczęściej każą nam dopłacać za możliwość dodania nowych zawartości. Mowa rzecz jasna o wspominanych mikropłatności, ale też manii DLC. I na tym tle działania Capcomu niejednego mogą wręcz szokować! Jako że “Resident Evil 2” to produkcja z 1998 roku, Japończycy postanowili sprzedać jej remake jak za starych, dobrych lat. W drugiej połowie stycznia każdy zainteresowany mógł zagrać w trzydziestominutową wersję demo. Wielu próbowało, mało komu udało się ją ukończyć. Pobrana 4,7 mln razy gra przypomniała nie tylko to, jak kiedyś promowało się gry, ale też jak się je konstruowało. Zbyt trudna dla współczesnego gracza? To wyzwanie nie pozostało bez odpowiedzi.

Podczas gdy w najnowszych topowych produkcjach najczęściej jesteśmy wodzeni od punktu do punktu (niektóre gry wręcz same się przechodzą), “Resident Evil 2” powraca do piekielnie trudny łamigłówek, które przypominają nam o historii gier. Myśl albo giń – proste, ale skuteczne w wymuszaniu kreatywności na graczach podejście – to sedno sukcesu, który nieco przytłoczył twórców. Po tygodniu od premiery okazuje się bowiem, że “Resident Evil 2” nie tylko pewnym krokiem zmierza do wyniku wykręconego przez demo, ale wręcz do rekordu serii. Ostatnia aktualizacja danych sprzedażowych została opublikowana 29 stycznia, gdy informowano o przekroczeniu trzech milionów sprzedanych egzemplarzy. Oryginalny “Resident Evil 2”, który nie dobrnął do pięciu milionów, jest więc w zasięgu remake’u. Spekuluje się nawet, że może on przebić rekordowe jak dotąd sześć milionów, jakie ustanowił “Resident Evil VII: Biohazard”.

Nie takie ekranizacje straszne?

Sukces remake’u “Resident Evil 2” jest niepodważalny. Zapewne spora w tym zasługa podejścia Capcomu. Nowe wydanie to coś więcej niż “odświeżenie” dawnego blasku “dwójki”. Sprawnie podkręcono rozgrywkę, a świetne recenzje napływające zewsząd tylko nakręcają sprzedaż. Premiera tej produkcji zbiegła się natomiast także z jeszcze jedną zapowiedzią.

O tym, że filmowe perypetie Alice doczekają się rebootu, mówiono od kilku lat. Seria z niezapomnianą kreacją Milli Jovovich doczekała się sześciu odsłon – finałowej “Resident Evil: Ostatni rozdział” – w 2016 roku. Nieźle, jak na ekranizacje gier – jakże znienawidzony przez graczy proceder, który właściwie zawsze wiąże się ze scenariuszową porażką. Jeszcze przed premierą ostatniej części mówiło się o potrzebie odświeżenia marki. Po sukcesie pierwszej części z 2002 roku przez czternaście lat reżyser Paul W.S. Anderson stopniowo obniżał loty. Nie przeszkadzało to jednak w ich kasowym sukcesie.

Alice (Milla Jovovich), główna bohaterka filmowej serii "Resident Evil", fot. Constantin Film
Alice (Milla Jovovich), główna bohaterka filmowej serii “Resident Evil”, fot. Constantin Film

Na produkcje z Jovovich w roli głównej Constantin Film wydało niemal 300 mln dolarów, natomiast zarobiła czterokrotnie więcej. Nic więc dziwnego, że szefostwo niemieckiej firmy (posiadacze praw do filmowej marki) zaczęło szukać możliwości dalszego odcinania kuponów. Reboot filmowej serii to jednak nie wszystko – pod koniec stycznia pojawiły się informacje o zainteresowaniu Netflixa marką “Resident Evil”. Sukces remake’u gry “Resident Evil 2” z pewnością tylko przekona streamingowego potentata co do słuszności tej inwestycji.

Co po “Resident Evil 2”? To trudne pytanie. Ani renoma marki, ani kasowy sukces średnich adaptacji filmowych, ani nawet triumfalny powrót “Resident Evil 2” nie mogą przesądzać o końcowym sukcesie. Wszystko wskazuje jednak na to, że Japończycy wiedzą, co robią, a Niemcy nie pozostają za nimi w tyle.

Capcom potwierdził, że prace nad “Resident Evil VIII” są na początkowym etapie. Może się okazać, że świetne przyjęcie remake’u “Resident Evil 2” wpłynie na kształt nowej odsłony serii, która na przestrzeni ponad dwóch dekad oddaliła się od pierwowzoru. Co ważniejsze, w niedawnym wywiadzie Yoshiaki Hirabayashi (producent) zdradził, że od fanów i sukcesu “Resident Evil 2” zależy to, czy powstanie kolejny remake. Capcom – w przeciwieństwie do podobnego zjawiska w świecie filmu – nie odświeżył bowiem klasyka z myślą o zyskach, lecz w odpowiedzi na wieloletnie prośby fanów serii. Czy powstanie remake’u “Resident Evil 3” można więc uznać za przesądzone?

Reboot filmowej serii i pomysł, by Netflix zrealizował w świecie zawładniętym przez Umbrella Corporation serial, mają jeszcze jedną zaletę. W połączeniu z posiadającą wiernych fanów serią gier dysponują wykraczającym poza wszelkie normy potencjałem marketingowym.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Elektroniczna skóra początkiem cybernetycznych modyfikacji ciała?

Profesor Takao Someya od piętnastu lat opracowuje technologię, która może zrewolucjonizować medycynę...
Czytaj wiecej