Roztańczone Hollywood

Często z utęsknieniem wspominam Złotą Erę Hollywood, w której to królowały kolorowe musicale. Nie ma już takich filmów, a jeśli już powstają, to bardzo rzadko. Ktoś postanowił jednak nieco wskrzesić ten gatunek.

Często z utęsknieniem wspominam Złotą Erę Hollywood, w której to królowały kolorowe musicale. Nie ma już takich filmów, a jeśli już powstają, to bardzo rzadko. Ktoś postanowił jednak nieco wskrzesić ten gatunek.

Tą osobą jest Damien Chazelle, który przed dwoma laty, dał nam nagodzonego trzema Oscarami Whiplasha. Widać, że muzyka jest bardzo ważna dla reżysera, ponieważ kolejny raz jest ona bardzo ważnym elementem jego filmu – miłośnicy jazzu znów będą zachwyceni. Na ekrany naszych kin wchodzi właśnie La La Land, z Emmą Stone i Ryanem Goslingiem, w rolach głównych.

Film zdobył ostatnio 7 statuetek Złotych Globów i jest naprawdę mocnym kandydatem w tegorocznym wyścigu po Oscary (nominacje poznany niebawem). Czy faktycznie jest taki dobry?

Miałem okazję zobaczyć film już ponad miesiąc temu i nie będzie tajemnicą, że bardzo na niego czekałem. Jednocześnie starałem się nie robić sobie żadnych nadziei z nim związanych – liczyłem na dobre kino i porządny musical. Ku mojemu zdziwieniu, ale nie rozczarowaniu, niezupełnie jest to film muzyczny, jakie tworzyło się lata temu za oceanem. Chociaż dwie pierwsze sceny taneczno-śpiewane (w tym scena otwarcia) zwiastowały kino w starym dobrym stylu, szybko przekonałem się, że zobaczę coś innego.

Przede wszystkim, postawiono tu spory nacisk na część dramatyczną. To bardzo dobrze, zwłaszcza że jest ona dodatkowo dość prosta i dotrze niemal do każdego widza – opowiada o relacjach dwojga ludzi, ich związku i tym, jak to w życiu bywa. Bardzo mi się to spodobało. Przy tym całym dramacie, film jest też zabawny i czuć tu niezwykłą chemię między Stone, a Goslingiem – nie jest to ich pierwszy wspólny film i owa chemia była widoczna również we wcześniejszych produkcjach. Jak dla mnie, Gosling nawet góruje tu nad swoją partnerką, głównie za sprawą swojego poczucia humoru. Coraz częściej zdarza mu się zagrać naprawdę dobre role komediowe i niemal za każdym razem wypada on w nich rewelacyjnie.

Całość otacza wspaniała scenografia, piękne zdjęcia i praca kamery, kostiumy – wizualnie jest bardzo dobrze. Muzyka, którą kolejny raz do filmu Chazelle’a stworzył Justin Hurwitz, potrafi chwytać za serce, ale i za nogi, przez co mamy ochotę tańczyć. Niestety nie wszystko jest piękne. Piosenki śpiewają głównie Emma Stone i Ryan Gosling, a wokalistami dobrymi oni nie są i słychać było, że nie radzą sobie z tym do końca. Mogło być gorzej, ale też i mogło być lepiej. Podobnie z tańcem – poradzili sobie oni z układami, ale przez to, że tancerzami również nie są wybitnymi, to i układy zbyt skomplikowane nie były. Pod tymi dwoma względami La La Land jest, może nie tyle kiepskim filmem, ile kiepskim musicalem.

Czy warto zobaczyć film? Oczywiście. Pomimo swoich wad, to nadal pięknie zrealizowane kino, które dostarczy nam wielu ciekawych emocji i pozostanie w pamięci. Nie jest to dla mnie najlepszy film, jak mogłyby sugerować nagrody i nominacje, ale na pewno jest jednym z lepszych, jakie ostatnio widziałem. Czekam na kolejny film Chazelle’a, gdyż reżyser ten ma przed sobą naprawdę wielką karierę. Jednego jestem pewien – w tym momencie nikt nie robi tak dobrze filmów, w których muzyka gra pierwsze skrzypce.

Tagi wpisu
, , ,
Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Kino, które nas zaboli.

Filmy to przede wszystkim rozrywka, po to powstało kino. Miało nas odprężyć,...
Czytaj wiecej