Samochody wyjadą z miast? To nieuniknione

Samochody stojące w korku, Alexander Grishin, Pixabay
Samochody stojące w korku, fot. Alexander Grishin/Pixabay
Czy samochody kompletnie znikną z centrów europejskich miast? Coraz mocniej widać tendencje, by w metropoliach znacząco ograniczać liczbę samochodów i stawiać na rowery oraz transport publiczny. W tę stronę chciałyby pójść także polskie miasta, ale czy to możliwe?

Warto najpierw przyjrzyjmy się kilku przykładom z zachodu. Na początek Berlin – tu polityka niektórych dzielnic wydaje się najbardziej radykalna. Na warsztat weźmy Friedrichshain-Kreuzberg. Wymyślono tam projekt, gdzie w ramach pilotażu w części dzielnicy nazywanej Graefekiez (około dwudziestu tysięcy mieszkańców) zostaną zlikwidowane wszystkie miejsca parkingowe. Na dwanaście miesięcy. W ten sposób władze chcą przekonać, a w zasadzie zmusić, mieszkańców okolicy do zmiany. Samochody można zamienić na komunikację publiczną czy rowery.

Pociąg linii U1, Oberbaumbrücke, Berlin
Pociąg linii U1 na Oberbaumbrücke, fot. Flickr

Władze Berlin konsekwentnie starają się także wprowadzić w całym mieście strefę Tempo 30. Zmianie ulegnie tym samym ograniczenie prędkości – z 50 km/h na 30 km/h. Oprócz tego rosną ceny za parkowanie. Jednak z drugiej strony Berlin posiada dziewięć linii metra obsługujących całą aglomerację, wspomaganych przez piętnaście (!) linii S-Bahn, a więc szybkiej kolei miejskiej. Do tego tramwaje i autobusy. To sieć budowana przez dekady, która dziś umożliwia szybki transport po całym mieście. Nic więc dziwnego, że władze postanowiły zwalczać samochody. Pytanie tylko, czy całkowita likwidacja miejsc to dobry kierunek? Samochody ot tak nie znikną przez wiele kolejnych lat, o ile kiedyś w ogóle.

Kolejne miasto zmierzające w tym kierunku to Paryż

W stolicy Francji podejmowane są działania mające na celu wyłączenie ruchu aut głównie w części historycznego centrum miasta – poza komunikacją miejską i pojazdami służącymi lokalnej społeczności. Miasto ocenia, że takie restrykcje zmniejszą ruch aut nawet o połowę. Nie wydają się one jednak aż tak znaczące w porównaniu do Berlina, ale znów: sieć paryskiego metra składa się z szesnastu linii, w tym dwóch krótkich linii bis. Całe miasto posiada bardzo gęstą sieć stacji umożliwiającą świetne skomunikowanie.

Samochody nie są mile widziane także w Oslo

O tym, że Norwegia poważnie podchodzi do proekologicznych przemian, wiadomo nie od dziś. W stolicy tego kraju już od 2017 roku słychać głosy o ograniczaniu liczby samochodów. Również przyjęto tam politykę likwidacji miejsc parkingowych (głównie w ścisłym centrum). Dodatkowo realizowane są kolejne inwestycje rowerowe i promujące ruch pieszy. Interesujące może być także zainwestowanie przez biznesy w elektryczne rowery towarowe. To one mają docelowo zastąpić wielkie auta dostawcze kurierów i w pewnym stopniu zaopatrzenia. Oslo ma nieco mniej linii metra niż wcześniej wspomniane miasta, bo tylko pięć, ale to wciąż sieć sto jeden stacji. Miasto jest natomiast mniejsze choćby od Warszawy.

Co na to polskie miasta?

Zarówno Kraków, jak i Warszawa przymierzają się do stworzenia stref czystego transportu. To znaczy, że do wyznaczonych w mieście obszarów, nie będą mogły wjeżdżać pojazdy emitujące nadmierną ilość toksycznych spalin – według uznania samorządu. Od lat trwają debaty, jak konstruować tego rodzaju strefy. Mniejsze z ostrzejszymi normami czy większe z nieco delikatniejszymi. Wydaje mi się, że ta druga droga jest lepsza. Należy wyeliminować z miast pojazdy, które najbardziej smrodzą i zanieczyszczają powietrze. Trzeba pamiętać, że spaliny przenoszą się wraz z powietrzem, więc ostre normy, ale na małym obszarze, mogą okazać się nieskuteczne. Lepiej wydzielić większy fragment miasta, gdzie nie wjedzie już samochód spalinowy niespełniający podstawowych norm emisji.

Kolejną odpowiedzią na zanieczyszczenia musi być oczywiście zieleń, powiększanie infrastruktury rowerowej i dobra komunikacja miejska. Z tą ostatnią w polskich miastach jest coraz lepiej, ale wciąż sporo brakuje do ideału. Warszawa nie chce podnieść cen za bilety i spekuluje się, że będzie musiała po wakacjach obcinać kursy. Kraków natomiast szykuje się do budowy premetra, ale to wciąż plan wieloletni. Nie ma jednak wątpliwości, że ten trend do Polski dotarł i miasta robią coraz więcej, by coraz mniej aut wjeżdżało do centrum.

Autor artykułu
More from Kamil Jabłczyński

Hamilton po raz szósty

W swoich osiągnięciach zaczyna doganiać Michaela Schumachera, i chociaż ułatwia mu to...
Czytaj wiecej