Seksroboty na receptę – lek, który zniszczy ludzkość?

Fot. Gerd Altmann/Pixabay
Fot. Gerd Altmann/Pixabay
Ciekawą wizję przyszłości snuje w swoich wykładach Glenn Geher – profesor psychologii na Uniwersytecie Stanowym w Nowym Jorku. Mając wieloletnie doświadczenie zawodowe w zakresie psychologii ewolucyjnej oraz coraz śmielej wkraczając na pole seksuologii, naukowiec postanowił poruszyć temat, który niejednego dziś zastanawia.

Być może “zniszczenie ludzkości” jest w tej sytuacji znacznym wyolbrzymieniem, chociaż jest coś na rzeczy. Profesor Glenn Geher nie jest oczywiście pierwszym, który w rozwoju technologicznym dostrzega nie tylko zalety, ale też wady i zagrożenia. Większość współczesnych naukowców obawia się jednak rozwoju sztucznej inteligencji. W końcu może ona zdominować rasę ludzką, a nawet zutylizować, gdy przestaniemy być komputerom potrzebni. Psychologa bardziej martwią jednak seksroboty, a właściwie to, jak ich pojawienie się wpłynie na relacje międzyludzkie.

Wyobraźcie sobie – pisze Glenn Geher na łamach “Psychology Today”humanoidalne maszyny, stworzone według własnych upodobań, które są w stanie spełnić każdą waszą zachciankę, posłusznie uczestnicząc w najdziwniejszym akcie seksualnym, jaki sobie zamarzycie. Wyglądają, pachną i brzmią niesamowicie realistycznie, a koszt zakupu pokrywa ubezpieczenie społeczne. Efekt? Darmowe seksroboty – na dodatek przepisywane przez lekarzy, którzy w ten sposób leczą wasze »dysfunkcje seksualne«.

Rzecz dzieje się oczywiście w Stanach Zjednoczonych, stąd wzmianka o ubezpieczeniu, które w tamtejszych realiach jest elementem niezbędnym. Profesor Geher nie snuje jednak wizji odległej przyszłości, lecz odnosi się do niedawnych zmian, jakie przegłosowano w amerykańskim Kongresie, umożliwiających zupełnie legalne wystawianie właśnie tego typu recept. Nie ma oczywiście znaczenia fakt, że większość głosujących “za” – zarówno w Izbie, jak i Senacie – stanowili mężczyźni. Seksroboty z dzisiejszej perspektywy zdają się zresztą dość sensownym rozwiązaniem – nigdy nie boli ich głowa, a to tylko jednak z pozornych zalet związku z nimi. Idźmy więc dalej.

Seksroboty na receptę i co dalej?

Humanoidalne roboty to bliższa przyszłość, niż mogłoby się nam wydawać, fot. Jonny Lindner/Pixabay
Humanoidalne roboty to bliższa przyszłość, niż mogłoby się nam wydawać, fot. Jonny Lindner/Pixabay

Glenn Geher z dużym zrozumieniem podchodzi do ludzkiego zainteresowania humanoidalnymi seksrobotami. Przywołuje przy tym ideę noblisty Nikolaasa Tinbergena, który jeszcze w latach 50. XX wieku wspominał o nadnaturalnych bodźcach. Jako specjalista od etologii społeczeństw zwierzęcych Holender miał na myśli czynniki, które doprowadzały do zmian ewolucyjnych w reakcji na owe bodźce. Choć ich podłoże jest silnie motywowane – jak choćby w przypadku zamiłowania ludzi do tłustego jedzenia, które wynika wprost z doświadczeń naszych przodków, często mających problemy ze zdobywaniem odpowiednio kalorycznych pokarmów, a przez to niedożywionych. Jak jednak widać już na tym przykładzie – te bodźce w dłuższej perspektywie często tracą naturalne znaczenie, stając się natomiast elementem szkodliwym. Jak w to wszystko wpisują się seksroboty?

Zdaniem doktor Marianne Brandon (psycholog kliniczny, seksterapeutka), której słowa przywołuje Geher, seksroboty to nawet nie jest odległa przyszłość. W tym przypadku nadnaturalnym bodźcem jest ludzki popęd, którego wielu nie jest w stanie spożytkować w sposób naturalny. Problemem nie jest tu żartobliwy “ból głowy”, stosowany jako wymówka od seksu. Problemem jest to, że coraz trudniej w ogóle nawiązywać relacje, a co dopiero migać się w nich od współżycia. Może się to wydać niedorzeczne, biorąc pod uwagę, że żyjemy w czasach Tindera, ale żyjemy też w czasach ludzi nieumiejących budować głębszych relacji. Te zaś w dalszej perspektywie są niezbędne do czegoś więcej niż “jednorazowych numerków”. Także inteligentne seksroboty na dłuższą metę nie będą jednak w stanie zapełnić tej luki.

Od potrzeb fizjologicznych do zaangażowania emocjonalnego

Fot. Gerd Altmann/Pixabay
Fot. Gerd Altmann/Pixabay

Podobnie jak w przypadku randek z Tindera, relacje na linii człowiek-maszyna nie mogą w najbliższym czasie wejść na wyższy poziom. Krótkotrwałe korzyści emocjonalne i zaspokajanie potrzeb czysto fizjologicznych wielu przekonają. Być może nawet osoby chorobliwie nieśmiałe pierwszy raz poczują dzięki temu, że są szczęśliwe. Czy jednak na dłuższą metę może się to różnić od współczesnych uzależnień od pornografii? Wspomniana już doktor Brandon przypomina statystyki, według których znakomitą większość “chorych” stanowią dziś mężczyźni. Ich wybujałe fantazje, spowodowane odrealnieniem oczekiwań, nie pozwalają im zaznać szczęścia z kobietą. Seksroboty być może będą pod tym względem bardziej uległe, ale to nie rozwiąże problemu. Istotny jest bowiem fakt, że ludzie generalnie uprawiają coraz mniej seksu. Nie wynika to jednak z rozsądnego planowania rodziny, lecz z coraz większych trudności w nawiązywaniu kontaktów. W dalszej perspektywie będzie to też prowadzić do zmniejszonej liczby urodzeń… Wiecie już, w czym problem?

Upadek relacji intymnych między ludźmi to prosta droga do powolnego wyniszczania gatunku. Seksroboty, które dziś są jedynie kukłami z odpowiednimi otworami w ciągu 10, może 20 lat zyskają jeszcze więcej realizmu. Gdy do gry wejdzie dodatkowo sztuczna inteligencja, dominacja maszyn może już tylko postępować. Technologicznie widzimy więc, że ludzkość osiąga niebywały poziom. Z ewolucyjnego punktu widzenia jednak zwyczajnie kręcimy na siebie bat. To natomiast jeszcze mocniej napędzane jest przez firmy technologiczne, które myśląc o krótkoterminowych zyskach, nie biorą pod dalekosiężnych konsekwencji. Ostatecznie pytaniem otwartym pozostaje więc to, czy ludzkość w porę zareaguje i ureguluje ten rynek. Jeśli tego nie zrobi, to on “ureguluje” liczebność ludzkiej populacji.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Dwayne Johnson. Sportowiec, aktor, przyszły prezydent USA

Niespełniony futbolista, wybitny wrestler, zaskakująco dobry aktor, a w przyszłości być może...
Czytaj wiecej