“Ślicznotki”

Czego możemy się spodziewać, kiedy egzotyczne tancerki postanawiają wkroczyć na drogę przestępczą? Cóż, żeby odpowiedzieć sobie na to pytanie, wystarczy zobaczyć w kinie film „Ślicznotki”.

Kilka lat temu w New York Magazine ukazał się artykuł zatytułowany „The Hustlers at Scores” autorstwa Jessici Pressler. Opowiadał on historię striptizerek, które – by poradzić sobie z sytuacją, jaka spotkała je po kryzysie gospodarczym z 2008 roku – postanowiły okradać swoich klientów. Zazwyczaj byli to bogaci mężczyźni, których bogactwo nie pochodziło z pełni legalnych źródeł. Zazwyczaj. Można pomyśleć, że były pewnego rodzaju Robin Hoodami – okradały bogatych i rozdawały pieniądze biednym. Problem jednak polegał na tym, że tymi biednymi były one same.

Historia ta zainspirowała reżysera Adama McKay’a („The Big Short”„Vice”), który podsunął temat Lorene Scafaria. Ta z kolei napisała scenariusz o tych kobietach i ich perypetiach. Początkowo chciano, by reżyserią zajął się sam Martin Scorsese, ostatecznie jednak zadania podjęła się scenarzystka. Zdjęcia do filmu trwały niecały miesiąc, a jedną z głównych ról zagrała Jennifer Lopez. Co ciekawe, niemal od początku była ona brana pod uwagę do udziału w tym projekcie. Dobra wiadomość jest taka, że zagrała tym samym najlepszą rolę w całej swojej aktorskiej karierze.

Poza Lopez w filmie zobaczymy również Constance Wu, znaną z zeszłorocznej komedii Bajecznie bogaci Azjaci. Tym razem jej rola odbiega od komediowej, jednak sprawdziła się w niej doskonale. Na drugim planie pojawiają się takie kobiety jak Julia Stiles, ,Keke Palmer, Lili Reinhart czy Wai Ching Ho.

Po wyjściu z kina miałem nieodparte wrażenie, że obejrzałem kobiecą wersję „Chłopców z ferajny” Scorsese. Nie jest to może film na takim samym poziomie, ale ma on bardzo podobną strukturę fabuły i bohaterów – w tym wypadku bohaterki. Zgodnie z zasadą, że jak kopiować, to od najlepszych, w tym przypadku udało się to znakomicie. Zdecydowanie najlepiej wypada tutaj pierwszy akt filmu, w którym mamy ekspozycję naszych bohaterek. Scena, w której po raz pierwszy na ekranie pojawia się postać grana przez Jennifer Lopez, jest totalnie hipnotyzująca. Od razu widzimy, że mamy do czynienia z silną kobietą, która nie tylko wie czego chce, ale również, jak to zdobyć. Akt drugi wypada nieco gorzej, a zakończenie mogłoby mieć trochę większy wydźwięk. Mimo wszystko jednak jest to film naprawdę ciekawie opowiedziany i zrealizowany.

Całość bardzo broni się od strony wizualnej.

Na pierwszy rzut oka zauważamy, że bohaterki są nie tylko silnymi kobietami, ale i pięknymi. Dodatkowo w połączeniu z niezwykłymi kostiumami sprawiają, że ciężko oderwać od nich wzrok. Jennifer Lopez wygląda w tym filmie jak 18 milionów dolarów i za nic nie powiemy, że ma ona już 50 lat – każdej kobiecie życzę, by w jej wieku była w takiej fizycznej formie. Słychać, że twórcą zależało na dobrym doborze muzyki i piosenek. Jakby nie patrzeć, bohaterki filmu są striptizerkami, więc muzyka i taniec to ważna część ich profesji. Większość utworów sprawia wrażenie, jakby były napisane specjalnie do tego filmu, dzięki czemu ogląda się do jeszcze lepiej.

“Ślicznotki” może nie są filmem, który ma zaskakujący i nieprzewidywalny scenariusz, ale jest on solidnie napisany. Dialogi bohaterek są naturalne, a aktorki przekonujące w swych rolach. Lorene Scafaria nie ma jeszcze w swojej karierze reżyserki wielu filmów na koncie. Ten tytuł jednak może otworzyć jej wiele drzwi do ciekawych projektów. Historia kobiet, które w nocy tańczą na scenie i męskich kolanach, by za dnia mogły być dobrymi żonami i matkami, jest niezwykle przekonująca i realistyczna.

Ku zaskoczeniu, „Ślicznotki” okazały się jedną z ciekawszych propozycji ostatnich tygodni. Nikt nie powinien żałować pieniędzy wydanych na bilet. 

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Tylko Christian Bale mógł podziękować Szatanowi

Zanim przejdziemy do tego, o co chodzi w tym niespodziewanym tytule, odpowiedzmy...
Czytaj wiecej