Słodki Shia LeBeouf

Często widząc młodych aktorów i aktorki, zastanawiamy się jakby to było być sławym i bogatym, będąc jeszcze dzieckiem. Niestety, często nie myślimy o tym, że sława ma swoją cenę.

Wiele osób zaczynało swoje kariery w showbiznesie nawet zanim nauczyły się mówić. Dobrym przykładem będą bliźniaczki Olsen, które grały jedną z postaci w kultowym serialu z końcówki lat osiemdziesiątych, „Pełna chata“. Częściej jednak dzieci zaczynają pojawiać się w telewizji czy filmie w wieku wczesnoszkolnym lub będąc nastolatkami. Jak się toczą ich późniejsze kariery? Z tym bywa różnie. Jeśli skupimy się na rynku Hollywood, to gdy taki młody człowiek trafi na dobrego agenta, będzie starannie wybierać role i (nie oszukujmy się, że to nie jest ważne) będzie mieć szczęście, to ma naprawdę duże szanse na zostanie gwiazdą. Jednak gdy obserwujemy jak ta gwiazda wnosi się na nieboskłon sławy, rzadko myślimy o tym, jaką cenę ponosi młody człowiek i z czego musi zrezygnować.

Shia LaBeouf, chłopak który przygodę z telewizją i filmem zaczynał w wieku 12 lat.

Po roku 2000 szturmem wszedł do świadomości widzów na całym świecie – początkowo w dużych produkcjach pojawiał się głownie na drugim lub trzecim planie, ale w 2007 roku wszystko się zmieniło, za sprawą głównej roli w głośnym blockbusterze „Transformers“. Od tej pory LaBeouf został prawdziwą gwiazdą.

Przez ostatnią dekadę zagrał w około 20 filmach, z czego większość to były prawdziwe kinowe hity. Jednak po pierwszych wielkich sukcesach, zaczęły pojawiać się dziwne zachowana aktora, których owocami były nietypowe projekty jak transmitowanie oglądania wszystkich swoich filmów na sali kinowej, czy przyjście na galę rozdania nagród z papierową torbą na głowie. Ekscentryczne zachowania rodziły pytania, czy przypadkiem młodemu człowiekowi nie zaszkodziła sława i popularność. Aktor powoli znikał z kina mainstreamowego i coraz częściej brał się bardziej niezależne projekty. Niebawem do polskich kin wejdzie film, do którego on sam napisał scenariusz, a historia w nim przedstawiona, jest oparta na własnych doświadczeniach.

„Słodziak“ to film, który wyreżyserowała Alma Har’el. LaBeouf napisał do niego scenariusz, w którym opowiada o swojej relacji z ojcem. W tej roli, w filmie, zobaczymy samego LaBeouf’a. Dowiadujemy się, że uwielbiany przez wielu aktor, nie miał łatwego dzieciństwa. Ojciec, który z zawodu był cyrkowcem i klaunem na rodeo, brał narkotyki, rozstał się z żoną z powodów finansowych i oskarżenia o napaść. Relacja ojca i syna nie należała do ciepłych i raczej niewiele osób byłoby szczęśliwych mając takiego rodzica. Młodego Shię gra tutaj Noah Jupe – aktualnie zobaczymy go na ekranach również w „Le Mans ’66“ – a w aktora w wieku dorosłym wcielił się Lucas Hedges.

„Słodziak“ nie wybija się niczym ponad rozmaite biografie, które mogliśmy już oglądać

Pomaga mu jednak fakt, że został napisany przez osobę, której bezpośrednio dotyczy historia, oraz osoba ta zagrała jedną z głównych ról. Przez to całość nabiera bardzo osobistego charakteru. Na pochwałę zasługują tu na pewno role Jube i LeBeouf’a. Zwłaszcza ten drugi pokazuje, jak trudny w relacjach był jego ojciec i jak wielkie piętno odcisnął on na młodym aktorze.

Do obejrzenia filmu zachęciła mnie postać samego LeBeouf’a, którego cenię zarówno za blockbusterowe role, jak i za projekty niezależne. Bardzo chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o jego dzieciństwie i początkach kariery. Na pewno była to dla niego wielka szansa rozliczenia się z demonami z przeszłości i zamknięcia pewnych rozdziałów. Filmowo nie wyszło z tego dzieło, do którego chciałbym wracać. Zdecydowanie jest to film dla fanów aktora, który jednak nie przemówi do „zwykłych“ widzów. 

Premiera filmu w polskich kinach 6 grudnia.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

Kolejne sukcesy „Zimnej wojny”

Film, o którym słyszał niemal każdy, bo w kończącym się właśnie roku,...
Czytaj wiecej