Co z pierwszym “człowiekiem kosmosu” SpaceLife Origin?

fot. Eli Grek/Pixabay
fot. Eli Grek/Pixabay
Kosmos od zawsze fascynuje ludzi, a myśl o jego eksploracji kusi coraz bardziej wraz z rozwojem technologii. Nie powinniśmy jednak liczyć, że doczekamy tego momentu, choć wiele firm zdaje się żyć marzeniami ponad wszystko i już teraz próbuje dołożyć swoją cegiełkę do przyszłych osiągnięć gatunku...

Jeśli ludzie kiedykolwiek wyruszą na podbój kosmosu, kwestia rozmnażania się będzie jednym z czynników, od którego może zależeć przyszłość gatunku. Jak na razie daleko nam jednak na Księżyc, nie wspominając o Marsie – a co dopiero odległych fragmentach wszechświata. Nie przeszkadzało to jednak marzycielom z SpaceLife Origin już teraz planować narodzin pierwszego człowieka w kosmosie. Projekt wzbudził oczywiście kontrowersje, zwłaszcza co do motywacji jego pomysłodawców. Ludzki egocentryzm, próba zabłyśnięcia, zebrania pieniędzy i ich upłynnienia czy realna chęć podboju kosmosu? To tylko część teorii, jakie krążyły w internecie po tym, jak holenderska firma ogłosiła swój pomysł.

Pierwsze wzmianki o SpaceLife Origin pochodzą z jesieni 2018 roku. Firma pojawiła się dosłownie znikąd i z miejsca postanowiła ogłosić światu, że w ciągu najbliższych pięciu lat planuje trzy misje kosmiczne. Już to mogło – a nawet powinno – budzić wątpliwości. Najbardziej doświadczeni w eksploracji kosmosu ludzie z NASA tego typu wyprawy planują z kilkunasto-, a nawet kilkudziesięcioletnim wyprzedzeniem. Ci, którzy pojawili się w branży niedawno, jak SpaceX (2002) czy Blue Origin (2000), także nie wzięli się znikąd. W Holandii podeszli do tego jednak zupełnie inaczej. Ba, pomysłodawcy SpaceLife Origin sami siebie nazwali “pierwszą firmą, która umożliwi zrównoważone życie ludzkie poza Ziemią”. Firma miała olbrzymie ambicje, za którymi – przynajmniej w tym momencie – zdaje się stać głównie egocentryzm.

Arka, Lotos i Kolebka…

Kapsuła zaprojektowana z myślą o misji Arka, fot. SpaceLife Origin
Kapsuła zaprojektowana z myślą o misji Arka, fot. SpaceLife Origin

O tym, w jakim stopniu realne były plany SpaceLife Origin, mogliśmy dowiedzieć się stosunkowo szybko. Już w przyszłym roku miała bowiem rozpocząć się pierwsza z misji – Arka. Firma ogłosiła współpracę z klinikami in vitro na całym świecie, by zebrać możliwie jak najlepszy materiał do zapłodnienia pozaustrojowego. W kosmos miało zostać wysłanych łącznie tysiąc probówek, które nawet w przypadku katastrofy statku kosmicznego mogłyby przetrwać aż dekadę. Celem misji Arka było bowiem sprawdzenia systemów chroniących “nasiona życia”, które SpaceLife Origin opatentowało. Dalej robi się jednak jeszcze ciekawiej. Kolejna misja – Lotos – miała wystartować w roku 2021 i sprawdzić działanie opracowanego przez Holendrów inkubatora, w którym miałoby dochodzić do zapłodnienia w kosmosie. Po kilkudniowym procesie poczęcia i inkubacji urządzenie miało wrócić na Ziemię i tu dokończyć proces rozwoju nowego człowieka…

SpaceLife Origin stąpało po dość kruchym lodzie, wyraźnie naginając obecnie przyjęte granice etyki. Firma nie miała z tym jednak żadnych problemów, ponieważ jak sama twierdzi, dąży do stworzenia “nowej rasy ludzkiej”. Kolejnym krokiem było więc narodzenie dziecka w przestrzeni kosmicznej. Zaplanowana na 2024 roku misja Kolebka brzmiała jednak dość karkołomnie. Mowa bowiem o wysłaniu ciężarnej kobiety tuż przed porodem na orbitę okołoziemską. To zaś zdaje się niebezpieczne choćby ze względu na same przeciążenia, jakie powstają podczas startu. A to jedynie wierzchołek góry problemów, które czyhają na nieco szalonych naukowców… Pewny siebie był jednak doktor Egbert Edelbroek, dyrektor ds. strategii i innowacji SpaceLife Origin, który stwierdził: “To mały krok dla dziecka, ale ogromny krok dla ludzkości”, parafrazując słowa Neila Armstronga – pierwszego człowieka na księżycu.

Wybiegając naprzód

Zapowiedź miski Kolebka, która najprawdopodobniej nie dojdzie jednak do skutku, fot. SpaceLife Origin
Zapowiedź miski Kolebka, która najprawdopodobniej nie dojdzie jednak do skutku, fot. SpaceLife Origin

Kees Mulder, prezes i założyciel SpaceLife Origin, w zeszłym roku nie miał złudzeń co do powodzenia swojego przedsięwzięcia. Oczywiście ma on rację, twierdząc, że jeśli ludzkość chce stać się gatunkiem wieloplanetarnym, musimy także nauczyć się reprodukować w kosmosie. Trudno też nie zgodzić się ze stwierdzeniem, że istnienie badań nad tym problemem prędzej czy później będzie przydatne – a jeśli poczekamy zbyt długo, może nie starczyć czasu na sprawdzenie wszystkiego. Trudno jednak nie dostrzec tu biznesowej motywacji i chęci zagospodarowania zupełnie nowego, jeszcze nieistniejącego rynku. Mulder wprost stwierdził:

Każda firma kosmiczna, agencja czy naród, mając ambicje kolonizowania innych planet, skorzysta z partnerstwa z nami, by doprowadzić do udanej realizacji ich planów.

Opracowanie odpowiednich technologii z wyprzedzeniem wymaga jednak odpowiednich środków, z czego oczywiście zdają sobie sprawę w SpaceLife Origin. Właśnie dlatego ruszyły zapisy na “miejsca” w kolejnych misjach firmy. Za dostarczenie materiału genetycznego do misji Arka trzeba było zapłacić od 30 000 do 125 000 dolarów. Spośród tysiąca probówek firma aż 75% zamierzała wykorzystać komercyjnie, pozostałych dwieście pięćdziesiąt miało natomiast służyć zwiększeniu różnorodności etnicznej. Z kolej uczestnictwo w misji Lotus (tylko pięćdziesiąt “miejsc”, nabór w roku 2021) wyceniono na 250 000-5 000 000 dolarów. Nie wiadomo jedynie, ile kosztować miał udział w ostatniej misji SpaceLife Origin. Ujawniono jedynie, że poszukiwania kandydatki rozpoczną się w roku 2022, ale to już nieaktualne.

Tak bowiem dochodzimy do 20 czerwca 2019 roku, kiedy to Kees Mulder… rezygnuje. Nierealistyczne plany oraz model biznesowy oparty na założeniu, że na świecie są miliony osób, które chętnie wzięłyby udział w misjach firmy, zaowocowały brakiem perspektyw rozwojowych. Nie bez wpływu na to okazał się rzecz jasna fakt, że działania SpaceLife Origin wyraźnie naginały zasady etyki. Krytyka, jaka spadła na firmę, poróżniła Muldera i Edelbroeka, o czym ten pierwszy pisze w oświadczeniu na stronie firmy. Z marzeń o “ufo-ludkach” nie wyszło więc nic, ale jest to też przestroga dla innych, który biznes budują w oparciu o niewłaściwe przesłanki…

Autor artykułu
More from Damian Halik

IMDb uruchomiło Freedive – własny serwis streamingowy

Jeff Bezos przechodzi ostatnio największy kryzys w karierze – niebawem za sprawą...
Czytaj wiecej