“Spider-Man. Bez drogi do domu” – karuzela atrakcji z sercem po właściwej stronie [Recenzja]

Spider-Man. Bez drogi do domu, Jon Watts, Sony Pictures Entertainment
Fragment plakatu do filmu “Spider-Man. Bez drogi do domu” (reż. Jon Watts, 2021), fot. Sony Pictures Entertainment
Do kin właśnie trafiła trzecia część przygód Spider-Mana z Tomem Hollandem w roli głównej. Tym razem przyjacielski Pająk z sąsiedztwa będzie musiał stawić czoła zagrożeniom z równoległych rzeczywistości. Czy młody bohater da sobie radę?

Film “Spider-Man. Bez drogi do domu” to niemal bezpośrednia kontynuacja poprzedniej produkcji o nastolatku z pajęczymi mocami. W “Daleko od domu” (2019) sekretna tożsamość Spider-Mana wyszła na jaw, przez co w najnowszej odsłonie przygód Petera Parkera (Tom Holland) cierpią jego bliscy. By naprawić sytuację, chłopak zwraca się po pomoc do Doktora Strange’a (Benedict Cumberbatch). Mag ma sprawić, że cały świat zapomni o prawdziwej tożsamości bohatera. Przypadkowo ściąga jednak na niego jeszcze większe kłopoty. Na drodze Spider-Mana stają przeciwnicy z innych wymiarów.

Od nadmiaru głowa nie boli

Spider-Man. Bez drogi do domu, Jon Watts, Sony Pictures Entertainment
Główny bohater filmu “Spider-Man. Bez drogi do domu” (reż. Jon Watts, 2021), fot. Sony Pictures Entertainment

Kampania promocyjna filmu oparta była na obietnicy wielkich powrotów. Zwiastuny pokazywały m.in. Doktora Octaviusa (Alfred Molina), Electro (Jamie Foxx) oraz Zielonego Goblina (Willem Dafoe). Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że to wrogowie, którzy wystąpili w poprzednich seriach o Człowieku-Pająku. Mierzyli się więc ze Spider-Manem w interpretacji Toby’ego Maguire’a (2002-2007) albo Andrew Garfielda (2012-2014). Pojawienie się tych złoczyńców w filmie z Tomem Hollandem zapowiadało wątek multiwersum – koncepcji współistniejących światów alternatywnych. Plotkom nie było końca.

Fani tworzyli kolejne teorie na temat fabuły filmu, gościnnych występów oraz licznych easter-eggów odwołujących się do poprzednich wcieleń kinowego Pająka. Śledząc kampanię marketingową oraz reakcje fanów, można było mieć wątpliwości, czy sedno filmu nie zniknie pod pustym fanservice’em. Na szczęście reżyser Jon Watts wyszedł z tego problemu bez szwanku. “Bez drogi do domu”, mimo mnóstwa atrakcji oraz mrugnięć okiem do fanów, nie gubi sedna, jakim jest historia Petera Parkera, w którego wciela się Tom Holland.

Powrót starych znajomych

Alfred Molina, Doc Ock, Spider-Man. Bez drogi do domu, Sony Pictures Entertainment
Alfred Molina jako Doc Ock w filmie “Spider-Man. Bez drogi do domu”, fot. Sony Pictures Entertainment

Z seansu “Bez drogi do domu” powinni być zadowoleni zarówno miłośnicy Marvel Cinematic Universe, jak i osoby pamiętające poprzednie wcielenia Człowieka-Pająka. Pierwsi dostają kolejny etap podróży bohatera-nastolatka, który musi dorosnąć w przyspieszonym tempie. Drudzy natomiast będą mieli okazję zobaczyć starych znajomych, którzy nie tylko zachowują swój oryginalny charakter, ale również dostają szansę na domknięcie rozpoczętych lata temu wątków.

Alfred Molina i Willem Dafoe wcielają się w wielowymiarowych bohaterów, na równi przerażających i tragicznych. Pierwszy gra na stonowanych nutach, drugi szarżuje, ale obaj są wiarygodni. Z kolei Jamie Foxx sprawdza się jako element komediowy, w przeciwieństwie do swojego poprzedniego występu w roli Electro nie popadając w autoparodię.

Podróż bohatera bez drogi do domu

Benedict Cumberbatch, Tom Holland, Spider-Man. Bez drogi do domu, Jon Watts, Sony Pictures Entertainment
Benedict Cumberbatch i Tom Holland w filmie “Spider-Man. Bez drogi do domu”, fot. Sony Pictures Entertainment

Najważniejszy jest tu jednak główny bohater. Parker w “Bez drogi do domu” odbierze ważną i bolesną lekcję, która pozwoli mu być jeszcze lepszym bohaterem. Za swą naiwność i dobroduszność przyjdzie mu zapłacić wysoką cenę. Wyciągnie z niej jednak odpowiednie wnioski. Jego zmagania z rzeczywistością, zarówno porażki, jak i sukcesy, ogląda się z zaangażowaniem. Produkcja nie ma ambicji, by operować wyszukanym językiem filmu, a strona formalna jest przezroczysta. Do ekranu przykuwają przede wszystkim emocje. “Bez drogi do domu” potrafi wzruszyć i rozbawić, a kiedy trzeba – porwać szaloną karuzelą akcji.

Jeśli też przywiązaliście się do Hollanda w roli Spider-Mana, z zapartym tchem będziecie śledzić, jak próbuje posprzątać ten bałagan. Film Jona Wattsa bywa chaotyczny, a nadmiar postaci i wątków jest czasem przytłaczający. Jednocześnie “Spider-Man. Bez drogi do domu” pozostaje w istocie prostą historią o nastolatku, który musi zrozumieć, że z wielką mocą łączy się wielka odpowiedzialność. Właśnie to sprawia, że trzecia część trylogii nie zatraca dotychczasowego charakteru serii i jest godną kontynuacją dwóch poprzednich odsłon.

Autor artykułu
More from Jan Sławiński

Powrót króla – relacja z MFF Nowe Horyzonty 2021

W dniach 12-22 sierpnia 2021 we Wrocławiu odbyła się 21. edycja Międzynarodowego...
Czytaj wiecej