Spider-Man (na razie) opuszcza filmy Marvela

Spider-Man, fot. Sony Pictures
Spider-Man, fot. Sony Pictures
Wielcy bohaterowie i jeszcze większe korporacje, stojące za nimi, znaleźli się w klinczu. Współpraca, która wydawała się idealnym układem dla obu strony, przestała zadowalać Marvela, z kolei Sony mimo ustąpienia pola, nie zamierza ulegać naciskom giganta. Cierpią natomiast fani, którzy nie mają pojęcia, kiedy i w jakich realiach przyjdzie im obejrzeć kolejną odsłonę przygód Spider-Mana.

Od kilku dni popkulturowa część internetu żyje tylko jednym tematem: Spider-Man opuszcza Marvel Cinematic Universe. W tym czasie fani MCU i Człowieka-Pająka usłyszeli zresztą wiele rzeczy, które w dość niejasny sposób tłumaczyły koniec współpracy między firmą Sony a Disneyem. Mieliśmy już stwierdzenia, że to chciwość Marvela jest wszystkiemu winna; słyszeliśmy też, że to Sony nie docenia potęgi MCU; ostatecznie padło nawet stwierdzenie, że właśnie tak miało być i nie jest ważne, że koniec “Spider-Man: Daleko od domu” sugerował coś zupełnie innego. Jak zresztą można było się domyślić, większość dotychczasowych tłumaczeń opierała się na zrzucaniu winy na drugą stronę. W biznesie trudno jednak przyjąć tak nielogiczne argumenty, a mnogość wersji wprost sugeruje, że obie strony wciąż jeszcze nie są pewne, na czym dokładnie stoją. Co to oznacza dla Spider-Mana i czy naprawdę współpraca w tym zakresie to już historia?

Długa droga do domu

Toby Maguire – pierwszy blockbusterowy Spider-Man (2002), fot. Sony Pictures
Toby Maguire – pierwszy blockbusterowy Spider-Man (2002), fot. Sony Pictures

Widzów oglądających kino superbohaterskie “od święta” zawsze dziwiło, dlaczego prawa do postaci jednego wydawnictwa posiadają różne wytwórnie filmowe. W latach 90. potężny dziś Marvel był jednak na skraju bankructwa, co zaowocowało rozsprzedaniem praw filmowych do poszczególnych tytułów komiksowych. Tak oto między innymi X-Meni trafili do Foxa (niedawno Disney naprawił to, odkupując całe studio 21th Century Fox), natomiast Spider-Man i jego wielki wróg Venom trafiły w ręce Sony Pictures. Przez lata zresztą nie stanowiło to wielkiego problemu: każdy tworzył filmy na własny rachunek – z lepszym lub gorszym skutkiem. Bum na filmy bazujące na komiksach rozkręcił się jednak do tego stopnia, że dziś trudno nie postrzegać tych produkcji jako murowanych kandydatów do miana blockbusterów. Dochody filmów Marvela sprawiły natomiast, że inni także zapragnęli uczestniczyć w konsumowaniu tego olbrzymiego tortu.

Sony, które w przeszłości zaliczyło niezłą, choć przez wielu wspominaną głównie dzięki nostalgii, trylogię Sama Raimiego z Tobym Maguire’em, zwyczajnie nie radzi sobie z tymi filmami. Dowodem jest choćby klęska kolejnego podejścia do Człowieka-Pająka – tym razem z Andrew Garfieldem w czerwono-niebieskim kostiumie. Trylogia wyprzedzała czasy kina superbohaterskiego. Kolejne dwa filmy nie mogły się natomiast równać z rozkręcającą się machiną do zarabiania pieniędzy Marvela. Marvel nawet bez Spider-Mana miał co robić, choć wielu tej postaci brakowało, ale nawiązanie współpracy z Sony Pictures było zaskoczeniem.

Fragment plakatu promującego "Spider-Man: Homecoming", fot. Sony Pictures
Fragment plakatu promującego “Spider-Man: Homecoming”, fot. Sony Pictures

Pojawienie się Petera Parkera w “Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów” zaskoczyło wszystkich, a wydane rok później “Spider-Man: Homecoming” sprawiło, że włodarze japońskiego potentata w końcu mogli być zadowoleni z wyników finansowych. Później Peter Parker pojawił się jeszcze w dwóch odsłonach Avengersów – “Wojnie bez granic” oraz “Końcu gry” – by w czerwcu 2019 roku doczekać się kolejnego występu solowego. Nikt jednak nie przypuszczał, że “Spider-Man: Daleko od domu” będzie też pożegnaniem postaci z MCU – tym bardziej, że wydarzenia z filmu nie zamykają wszystkich wątków…

Wszyscy zdają się zaskoczeni

Kością niezgody, jak to w wielkim biznesie, okazały się pieniądze. Pierwsza umowa zakładała udział w zyskach na poziomie 95/5 na korzyść firmy należącej do Japończyków. Trzeba jednak pamiętać, że od początku współpracy z Disneyem to Sony wykładało pieniądze na produkcję i promocję. Marvel natomiast czynił swoją magię, by sprzedawać filmy. “Spider-Man: Homecoming” zarobiło 880 milionów dolarów, a “Daleko od domu” to boxoffice’owy przychód przekraczający 1,1 miliarda.

Te kwoty robią wrażenie, choć daleko im do wyników wspomnianych odsłon “Avengersów”. Nie dziwi jednak, że Marvel chciał zwiększyć swoje udziały w zyskach. Problemem okazała się jednak skala roszczeń Amerykanów. W pierwotnym układzie 5% stanowiło dla nich czysty zysk. Sony przy kolejnej umowie chciało nawet oddać im więcej, bo aż 30%, jednak decydenci Disneya oczekiwali 50%. Nie wiadomo, jak przy tym wzroście zysków miałby rosnąć ich udział w finansowaniu produkcji, ale oferta zdaje się kuriozalna. Fani nie widzą w tym jednak pazerności, zamiast tego nawołując do bojkotu… firmy Sony.

Fani Marvela nawołujący do bojkotu firmy Sony, fot. Twitter
Fani Marvela nawołujący do bojkotu firmy Sony, fot. Twitter

Fiasko rozmów rzuca zresztą nowe światło na fakt, że o kolejnych odsłonach “Spider-Mana” nie informowano podczas Comic-Conu w San Diego. Początkowo myślano, że dano tu szansę popisania się firmie Sony, jako że wiadomo o dwóch kolejnych produkcjach w toku. Stawiając twarde warunki, Sony mimo wszystko złożyło przedstawicielom Marvela hojną ofertę. Ci natomiast zachowali się tak, jakby liczyli, że negocjacje ułatwi im “możliwość zastąpienia Spideya setkami innych, ciekawych postaci”. W tej sytuacji wina zdaje się wyraźna, choć Sony wydało bardzo delikatne oświadczenie, które rzuca na sprawę jeszcze inne światło.

Spider-Man jeszcze wróci do domu?

Tom Holland, który udanie odświeżył postać kinowego Spider-Mana, fot. Sony Pictures
Tom Holland, który udanie odświeżył postać kinowego Spider-Mana, fot. Sony Pictures

Koniec negocjacji nie oznacza… końca negocjacji. Takie ważenie można odnieść, czytając oświadczenia stron. Mimo kilku cierpkich słów każdy zdaje się ważyć emocje i pozostawić otwartą furtkę dla ewentualnego ponowienia negocjacji. Sony, jak już wspomniałem, zaskoczyło, wspominając, że “rozstanie z Kevinem Feige’em wynikało z jego napiętego grafika”. On zaś niewiele później stwierdził, że “współpraca nigdy nie miała być wieczna i już osiągnięto to, co zakładano”. Wygląda to więc na robienie sobie gruntu pod dalszą część rozmów. Kto wie, być może sam fakt wypłynięcia informacji o fiasku także był tego elementem. Zmasowany atak na firmę Sony mógł stanowić przykład, co stanie się z nimi bez wsparcia Marvela. Z drugiej jednak strony niewielu fanów jest na tyle zaślepionych, by nie widzieć jawnej chciwości komiksowego studia.

Ostateczny rozstrzygnięć zapewne doczekamy się niebawem, choć mało prawdopodobne, by była to kwestia dni lub tygodni. Biorąc pod uwagę twarde warunki, najwyraźniej każda ze stron musi raz jeszcze przemyśleć sprawę i wykonać rachunek zysków i strat. Dla Marvela umowa 50/50 to szansa na przejęcie kontroli nad prawami, które utracili trzydzieści lat temu. Dla Sony’ego kontynuacja bez wykorzystania świata MCU kolejne odsłony będą natomiast trudne do zaprojektowania, ale mają szansę na sukces. Zysk zapewne będzie nieco mniejszy, ale przynajmniej zachowają kontrolę i nie dadzą się wplątać w rozgrywkę, która mogłaby przenieść roszczenia Marvela także na innego postaci ze świata Człowieka-Pająka.

Jak na razie wiadomo jedynie, że niezależnie od postępów w negocjacjach Spider-Man wciąż będzie mieć twarz Toma Hollanda. Przynajmniej w nadchodzącej części, co aktor już potwierdził, ale co potem?

Autor artykułu
More from Damian Halik

Jari-Matti Latvala pojedzie kultową Toyotą Celiką ST185!

Na naszych oczach rajdowa historia łączy się z teraźniejszością. Podczas wrześniowego RallyDay Jari-Matti...
Czytaj wiecej