Spider-Man na wakacjach

Przyszło lato, a co za tym idzie w kinach będą teraz królować nieco luźniejsze produkcje. Nie ma co się temu dziwić, wszak w okresie wakacyjnym chodzi głównie o to, by po prostu dobrze się bawić. Co będzie lepszą okazją ku temu, niż nowy film Marvela?

Raptem niewiele ponad dwa miesiące temu odbyła się premiera Avengers: Koniec gry, który miał zakończyć Trzecią Fazę marvelowskich produkcji. Jednak tak naprawdę to kolejny solowy film o Człowieku-Pająku, jest oficjalnym zwieńczeniem tej ostatniej dekady kina superbohaterskiego. Właśnie wróciłem z kina i przyznaję, że bawiłem się naprawdę doskonale.

Debiut

Tom Holland pierwszy raz wcielił się Petera Parkera, czyli Spider-Mana w filmie Kapitan Ameryka: Wojna bohaterów i choć był to występ jedynie epizodyczny, to zaledwie rok później, w 2017 roku, mogliśmy już obejrzeć solowy film tego bohatera – Spider-Man: Homecoming. Tym filmem byłem jednocześnie podekscytowany, ale również nieco sceptycznie do niego nastawiony. Bo z jednej strony Spider-Man to absolutnie ulubiony komiksowy bohater mojego dzieciństwa, a z drugiej, filmów z nim mieliśmy w niespełna dwie dekady łącznie pięć. Nawet dla fanów, może to być lekki przesyt. Jednak byłem dobrej myśli i byłem ciekaw, co Marvel zrobi z postacią, który w końcu od nich się wywodzi. Holland okazał się naprawdę idealnym Parkerem, a także samym Pająkiem.

Kiedy później pojawiał się on w kolejnych odsłonach Avengers, tylko utwierdzałem się w tym, że w końcu robią tę postać w ten sposób, w jaki ją sobie wyobrażałem czytając komiksy. Nieco odchodząc od głównej myśli, polecę przy okazji doskonałą animację Spider-Man Uniwersum, która jest niebywale świeża, piękna wizualnie i przy okazji bardzo zabawna – otrzymała również zasłużonego Oscara. 

Ciąg dalszy

Wracając jednak do samego Marvela. Po sukcesie „Homecoming“ było pewne, że powstanie kolejna część i tak oto zapowiedziano Spider-Man: Daleko od domu, którego nie mogłem się doczekać głównie przez wzgląd na ostatni film o Avengers. Cały czas miałem w głowie pytanie, jak poprowadzą dalej tę historię oraz jak zostanie wytłumaczone wymazanie połowy ludzkości i ich późniejsze przywrócenie do życia. No i jedno nazwisko wyglądało w obsadzie bardzo obiecująco – Jake Gyllenhaal. Już w pierwszym filmie Michael Keaton a.k.a Vulture był jednym z lepszych antagonistów marvelowego świata, a wiedząc że w kultowego Mysterio wciela się właśnie Gyllenhaal, można było się spodziewać czegoś na poziomie. Tak też się stało.

Sam film osadzony jest fabularnie niewiele po wspomnianych „Avengers: Koniec gry“. Peter Parker wciąż przeżywa wydarzenia z jakie miały tam miejsce i widać, że potrzebuje wakacji. Idealnie się składa, bo ma właśnie wyjechać na szkolną wycieczkę do Europy. Jednocześnie planuje wyznać na niej swojej szkolnej koleżance MJ, co do niej czuje. Oczywiście, wycieczka nie będzie w pełni okazją do odpoczynku.

Letnia sceneria

„Spider-Man: Daleko od domu“ jest filmem, jaki idealnie wpisuje się letni klimat lekkiej komedii akcji, a przy okazji jest o superbohaterze. Mamy tu bardzo dobry humor szkolnej komedii o grupie przyjaciół. Akcję i efekty specjalne do jakich Marvel zdążył nas już przyzwyczaić oraz ciekawą historię, która choć nie była zbyt zawiła, to całość oglądało się przyjemnie. To chyba odpowiednie słowo na opisanie tego filmu: przyjemny. Jednak ta jego „przyjemność“ jest tutaj całkowicie pozytywna i niczego mu nie ujmuje. 

Film w bardzo dobry sposób pogłębia nam znane wcześniej postaci – głównie te drugoplanowe – i robi to bardzo sprawnie i ze smakiem. Nie postanowiono zrobić z całości naciąganego dramatu i wciąż czuć tu przyjemną lekkość.

Jeżeli po obejrzeniu zwiastunów i materiałów promocyjnych, ktoś mógł odnieść wrażenie, ze zna już cały film i niczym nie będzie podczas seansu zaskoczony. Należy powiedzieć, że tym razem ludzi odpowiedzialni za marketing dobrze wyszli ze swojego zadania. Sporo rzeczy mnie pozytywnie zaskoczyło i dzięki temu odebrałem film jeszcze lepiej.

„Daleko od domu“ jest moim zdaniem filmem lepszym od pierwszego. Wszystkiego tu mamy więcej, ale nie chodzi o akcję i efekty specjalne, a przede wszystkim dopracowanie całości. Świetnie spełniło się przeniesienie akcji do Europy, rozbudowanie postaci drugoplanowych i obsadzenie Gyllenhaala, który jest jednym z lepszych bohaterów filmu.

Mogę nie być w pełni obiektywny, bo uwielbiam cały Marvel Cinematic Universe oraz samą postać Spider-Mana, ale wyszedłem z tego filmu naprawdę zadowolony, spełniony i usatysfakcjonowany. Wiem, że jest to niezobowiązująca rozrywka, która jest jednocześnie częścią 11-letniego przedsięwzięcia, jednak czuć tu niesamowitą świeżość i lekkość. Jednym słowem, polecam!

PS: koniecznie zostańcie do samego końca napisów końcowych.

PS 2: Twórcy mają u mnie dużego plusa, za wykorzystanie piosenki „Vacation“ zespołu The Go-Go’s.

Autor artykułu
More from Jan Urbanowicz

“Człowiek, który zabił Don Kichota”

Czy słysząc nazwisko Don Kichot, myślicie o pechu? Jeśli nie, to chyba...
Czytaj wiecej