Sportowe widowisko – mit, którego nie wolno lekceważyć

Stadion Olimpijski w Rzymie, Sportowe widowisko, Marco Pomella, Pixabay
Stadion Olimpijski w Rzymie, fot. Marco Pomella/Pixabay
Ostatnie miesiące stały pod znakiem niedosytu wielkich wydarzeń kulturalnych. Miłośnicy muzyki i kina musieli ograniczyć koncertowe wypady, które przybrały postać relacji w sieci, oraz konsumpcję najnowszych dzieł X Muzy – serwowanych w dietetycznej ilości przez serwisy streamingowe...

Żądni spektakularnych wrażeń są jednak nie tylko kinomaniacy czy melomani. Bliźniacze pragnienie charakteryzuje także fanów sportu. Trwające już Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, a także zapowiadane na lipiec Igrzyska Olimpijskie są imprezami, które wreszcie ten głód zaspokoją. Przynajmniej na chwilę, dopóki lockdownowe realia znów nie sparaliżują całego świata.

Międzynarodowe wydarzenia sportowe są dla nas niezwykle istotne. Potrzebujemy ich, gdyż to właśnie one pozwalają fantazjować o krajowym zjednoczeniu. W dobie kultu indywidualizmu wspólne śpiewy przy piwie wydają się co prawda miałką, ale jednak atrakcyjną alternatywą. Duch pop-patriotyzmu zaklęty w barwach supermarketowych flag i koszulek ułatwia zbudowanie przystępnej, narodowej opowieści o triumfie. Ponadto, euforia towarzysząca stadionowym symfoniom skutecznie resetuje powszednią światopoglądową konfliktowość kibiców. Każde sportowe widowisko sprawia, że chóralnie wspieramy swoich narodowych herosów i przez kilka tygodni przekonująco odgrywamy role Braci i Sióstr.

Zupełnie jakby w nieskończoność odtwarzali swoje zachowanie z dnia, w którym umarł papież

Hymn tegorocznego EURO

Epickie sportowe widowisko ma też charakterystyczną, podniosłą atmosferę. W czasie wszelkich igrzysk stadiony stają się majestatycznymi arenami, a zawodnicy wojownikami zagrzewanymi do walki pieśniami bojowymi wychodzącymi z ust wypełnionych chipsami i alkoholem. Odpowiednią dawkę patosu zapewniają również rekwizyty. Medale oraz puchary skutecznie rysują wizję walki o wielką stawkę.

Pomagają uwierzyć w to, że nawet w erze post-ironii batalia o wyższy cel ma jeszcze jakiś sens. Jest to niesamowicie nęcąca idea, zwłaszcza w postmodernistyczno-nihilistycznym XXI wieku. Gdy Derridowskiej i Lyotardowskiej dekonstrukcji zostały poddane niemal wszystkie Wielkie Narracje, na placu boju pozostała już tylko jedna – ta podkreślająca uniwersalną rangę sportowych widowisk.

Esencję tego typu imprez kształtuje także konieczność kreowania nowych bohaterów

Takich, którzy ogrzeją się w świetle reflektorów po śmierci koncepcji autorytetu intelektualnego oraz duchowego. Oba archetypy zostały bowiem zastąpione przez imaginacje cyfrowego świata – influencerskie kuźnie talentów, a także memową czarną magię. Sportowcy są więc jedyną grupą spoza wirtualnego uniwersum darzoną publiczną estymą. Posługują się czysto fizycznymi środkami wyrazu, więc nie kalają szczerości swojego przekazu metaironiczną zgrywą. Są autorami sztuki naiwnej, komunikującej się z odbiorcą przy pomocy pozbawionego cynizmu, somatycznego języka.

Nie powinniśmy więc lekceważyć mitologicznego potencjału sportowych spektakli. W końcu to właśnie trenerzy, zawodnicy i kibice (świadomie lub nieświadomie) odprawiają rytuał zaklinający nowoczesną filozofię cynizmu. Prawdopodobnie właśnie dlatego tak wielu współczesnych intelektualistów deprecjonuje znaczenie sportu.

Przeraża ich pierwotna, prymitywna siła, którą tętnią największe międzynarodowe turnieje. Ta moc – przywodząca na myśl zawody rodem ze starożytnego Rzymu – wytrąca akademikom oręż z ręki, tzn. umniejsza kulturotwórcze znaczenie dyskursu. Inscenizacja cielesności często bywa znacznie bardziej przekonująca niż werbalne komunikaty. Należy zawsze brać to pod uwagę.

Andrea Bocelli otwierający tegoroczne EURO
Autor artykułu
More from Łukasz Krajnik

Lewandowski i Machina sportowego biznesu

Ostatnimi czasy Robert Lewandowski znajduje się między lewicowym młotem a prawicowym kowadłem....
Czytaj wiecej