“Spyjinx” opuszcza produkcyjne limbo i… zaskakuje!

Jeden z bohaterów gry "Spyjinx", fot. Epic Games
Jeden z bohaterów gry "Spyjinx", fot. Epic Games
Co łączy J.J. Abramsa, twórców "Fortnite" i rynek gier mobilnych? Okazuje się, że więcej, niż mogłoby się wydawać – i wbrew pozorom nie jest to zła informacja! Po pięciu latach od pierwszych wzmianek na temat współpracy reżysera z Epic Games w końcu rozpoczęto beta-testy gry "Spyjinx".

Abramsa raczej nikomu przedstawiać nie trzeba – to wzięty producent, a przy tym szalenie utalentowany reżyser. Nieprzypadkowo uznaje się go za współczesnego spadkobiercę dorobku ikon pokroju Stevena Spielberga czy George’a Lucasa. Co prawda zdarzają mu się wpadki, ale rozpoczęcie nowej gwiezdnowojennej trylogii z pewnością zwiększyło jego rozpoznawalność. Abrams nie ogranicza się jednak wyłącznie do filmów, a jego firma Bad Robot Productions od lat bada możliwości nowych rynków. “Spyjinx” ma być tego najlepszym przykładem, choć jak na mobilniaka gra powstawała strasznie długo. Chyba już wiemy.

“Spyjinx” może okazać się zupełnie nową jakością na rynku mobilnym

Gry mobilne dla wielu graczy nie są “prawdziwymi” grami, ale ze względu na dostępność trudno ignorować istnienie tego ogromnego rynku. Dla współczesnych wydawców to zarówno problem, jak i nieprzebrane możliwości. O ile, bowiem, wyspecjalizowane w tym kierunku firmy przy stosunkowo niewielkich nakładach mogą zalać rynek swoimi gierkami, o tyle branżowi wyjadacze mają problem… wizerunkowy. Doskonale obrazują to reakcje fanów na próby przenoszenia uwielbianych przez nich serii na smartfony. Ot, wystarczy wspomnieć o “Diablo Immortal”, którego ogłoszenie wywołało niemalże bojkot Blizzarda przez starych fanów; to zresztą tylko jeden z wielu problemów kultowego studia, niegdyś słynącego z jakości.

Wracając jednak do “Spyjinx” – gra powstawała zaskakująco długo jak na prostą, mobilną rozrywkę. Pierwsze wzmianki o niej pojawiały się bowiem w roku 2015. Już to powinno dawać do myślenia i rzeczywiście widać, że – na szczęście – nie jest to kolejny klon popularnego formatu. Gra produkowana przez Chair Entertainment (“Shadow Complex”, seria “Infinity Blade”) we współpracy z Bad Robot Productions wizualnie przypomina “Fortnite’a”, a więc największe dzieło Epic Games (właściciele Chair Ent.). Dla wielu już ta zabawna oprawa graficzna może okazać się odpychająca, ale nie zapominajmy, że to jeden z powodów sukcesu “Fortnite”. Nie mówię nawet o popularności, a o… nijakości, która pozwala dodać do gry dosłownie wszystko. Przykłady można by mnożyć, zresztą “Gwiezdne wojny” także miały w tym świecie swoje pięć minut.

Nie tylko grafika ma przecież znaczenie

Elementy rozgrywki w "Spyjinx", fot. Epic Games
Elementy rozgrywki w “Spyjinx”, fot. Epic Games

Pomijając wizualną stronę przedsięwzięcia, “Spyjinx” przede wszystkim wygląda ciekawie pod względem mechanicznym. Jak na razie gra nie oferuje oczywiście wszystkich opcji, ale już teraz dostrzegalny jest potencjał. Ciekawe rozwiązania nie niwelują oczopląsów od wszechobecnych komunikatów, wypełniających każdą grę mobilną, ale mają sporo sensu i potencjał, by wymagać od gracza nieco więcej. Zręcznościowe elementy tego swoistego RTS-a na dłuższą metę mogą odsiać niedzielnych graczy od zawodowców. Ostatecznie jednak miarą sukcesu okaże się poziom… monetyzacji. Jeśli “Spyjinx” obejdzie się bez nękającego rynek mobilny, zdzierania z klientów ostatniego grosza, by granie w ogóle miało sens, to możemy mówić o jednej z najlepszych gier mobilnych, jakie dotąd powstały.

No, właściwie nadal powstają. Początkowo nie było pewności, czy aby informacje o starcie beta-testów nie są primaaprilisowym żartem twórców. Pojawiły się bowiem 1 kwietnia, ale internet stopniowo zalewają kolejne filmy, prezentujące rozgrywkę. Na razie testowy dostęp otrzymali wyłącznie gracze z Malezji. Niebawem zasięg beta-testów ma się jednak poszerzyć o Australię, a później pójdzie już z górki. Niestety nie wiadomo, kiedy gra zostanie ukończona i oficjalnie trafi do App Store czy Google Play. By być na bieżąco, warto zatem śledzić informacje z oficjalnych kanałów jak strona internetowa czy Twitter.

Autor artykułu
More from Damian Halik

Terry Gilliam – “Gilliamesque. Przedpośmiertna autobiografia” [RECENZJA]

Bywa, że na kartach książek biograficznych upiększa się życiorysy znamienitych postaci, dlatego...
Czytaj wiecej