News will be here
CD Projekt RED w tarapatach? Nic bardziej mylnego

Tak, wiem, fale lepiej zgrałyby się z porównaniem do tsunami. Sami jednak przyznacie, że ten żywioł jest zdecydowanie bardziej nieobliczalny niż huragany. Hejt ma natomiast to do siebie, że pojawia się coraz częściej i może dotknąć każdego, kto stanie mu na drodze. Jego siła oddziaływania stopniowo jednak słabnie – zwłaszcza gdy mówimy o masowych bojkotach. Zresztą, odłóżmy metafory na bok i porozmawiajmy o tym, co się dzieje na naszych oczach. Oto bowiem dożyliśmy dnia, w którym CD Projekt RED – polski skarb narodowy; najlepszy deweloper w branży, stawiany za wzór, gdy inni zawodzą graczy; a wreszcie oczko w głowie patriotów, którzy na każdym kroku muszą łechtać swoje kruche ego sukcesami innych Polaków – zmierzył się z falą hejtu ze strony największych fanów. A wystarczyło zmienić zdjęcie profilowe na Facebooku.

Krótkie objaśnienie dla osób, które nie słyszały o skandalu albo ogółem nie interesują się grami wideo. CD Projekt RED to studio deweloperskie odpowiedzialne między innymi za serię "Wiedźmin" oraz nadchodzący "Cyberpunk 2077". Ledwie miesiąc temu Redzi stali się także najbardziej wartościowym studiem w Europie, wyprzedzając w notowaniach giełdowych francuski Ubisoft – jednego z globalnych potentatów. A ponieważ mamy czerwiec, uznawany przez globalną społeczność LGBT+ za Miesiąc Dumy, Redzi – jak wiele globalnych koncernów – postanowili zmodyfikować swój logotyp, dodając w tle tęczową flagę. To zaś wywołało niesamowity shitsztorm, który wiele mówi o naszym społeczeństwie, choć jeszcze więcej o autorach zamieszania.

CD Projekt RED pod ostrzałem

Kadr ze zwiastuna "Cyberpunka 2077", fot. CD Projekt RED

Kolory – ważna rzecz. Nawet mimo tego, że CDP od początku eksponował czerwień, czy to w nazwie – RED, czy w logotypach, rzesze fanów od siebie dorzucały biel, by dumnie przypominać, że sukces odniesiono pod sztandarem biało-czerwony. Wystarczy cofnąć się pamięcią do roku 2015, gdy debiutował "Wiedźmin 3: Dziki gon". Nasz, bo przecież polski, Wiedźmin okazał się światowym hitem. Gdyby jednak międzynarodowa społeczność graczy nie była pewna pochodzenia gry, dosłownie wszędzie, pod niemal każdym artykułem czy filmem na jego temat, pojawiały się komentarze przypominające o pochodzeniu Redów.

Może zupełnie niepotrzebnie jestem tak zgryźliwy, ale nigdy nie rozumiałem, dlaczego czyjś prywatny sukces można poczytywać jako swój własny, jeśli dokonał go reprezentant mojego kraju. Nie rozumiem tego tym bardziej w przypadku studia deweloperskiego, które zatrudnia międzynarodowy zespół, ale wszystko to piszę w jednym celu: by podkreślić, jak bardzo Polacy pokochali CD Projekt RED, podczas gdy studio w ciągu zaledwie kilku tygodni uderzyło w nich dwukrotnie. Najpierw wspierając społeczność BLM, następnie LGBT+. Toż to ZDRAJCY NARODU!

Nie czerwony, a tęczowy...

Odkładając na bok sarkazm, umówmy się, że hejt jest dziś zjawiskiem znacznie żałośniejszym od innych nikczemności. Uczestnictwo w nim wymaga niewiele, ba, zdecydowanie częściej jest to akt bezmyślny niż skrzętnie zaplanowany atak. O ile dotyka osób prywatnych, może naprawdę zniszczyć człowiekowi życie. Gdy jednak skierujemy go wobec organizacji lub firm, najczęściej to sobie szkodzimy. W internecie, w (mylnym) poczuciu anonimowości każdy może napisać to, co mu przyjdzie do głowy. A że w zdecydowanej większości nie są to przemyślenia, a impulsywne reakcje na bodźce, chłopski rozum okazuje się zbyt krótki, by zmierzyć się z prawdą, że najczęściej to, co nam się nie podoba, jest tylko i wyłącznie naszym problemem.

W tej sytuacji, otwarcie atakując kogoś za wsparcie takiej czy innej inicjatywy, dajemy upust emocjom, ale też pokazujemy prawdziwy obraz siebie. Ten zaś nie jest zbyt różowy, choć wielu zapewne odebrałoby to jako komplement. Komentarze, delikatnie mówiąc, nie były więc pochlebne. Szkoda czasu i nerwów na ich przywoływanie, dlatego miłośników popcornu i czytania tego typu wesołej twórczości odsyłam na facebookowy fanpage Redów. Do zarzutów się jednak odniosę, bo, szczerze mówiąc, niektóre bawią mnie szczególnie (tym bardziej, że wracają regularnie w tego typu dyskusjach).

Najgłośniej krzyczą ci, którzy... krzyczą najgłośniej

Standardowe logo firmy

Seksualność to wciąż temat tabu w naszym kraju. Przejawy jakiejkolwiek odmienności działają natomiast jak płachta na byka na osoby o konserwatywnych poglądach. Dodając do tego napięcia, jakie bez wątpienia wzbudza trwająca obecnie kampania wyborcza, emocje sięgają zenitu – zupełnie niepotrzebnie. Być może dlatego CD Projekt RED nieszczególnie przeją się atakami, a warto wspomnieć, że w komentarzach pod nowym, czasowym logotypem, pojawiło się już niemal osiem tysięcy. Mocno odczuwalna jest polaryzacja – obie strony walczą o swoje. Jedni próbują przekrzyczeć drugich, a gdy odzew jest wystarczający, sami siebie zaczynają utwierdzać w przekonaniu, że to ich zdanie jest tym popularniejszym. Ważniejszym. Tkwiąc w efekcie potwierdzenia – jednym z najpopularniejszych błędów poznawczych – można natomiast pokusić się np. o ostentacyjny bojkot.

Wśród nieprzychylnych firmie komentarzy najczęściej przewijają się te, które mówią o wycofaniu pre-orderów na "Cyberpunka 2077". Dla studia z globalnymi aspiracjami to równie brutalna zagrywka, co "odlajkowanie" fanpage'u. Jeszcze zabawniejsze jest natomiast wieszczenie im bankructwa i odnoszenie się do spadków na giełdzie – oczywiście patrząc na typowe wahania w skali godzinowej czy kilkudniowej. Gdyby tak dało się sprawdzić, jak ceny akcji CDP-u zmieniały się w dłuższej perspektywie... [Garść statystyk dla zainteresowanych]

Nieco więcej sensu zdają się mieć oskarżenia o wplątywanie się CD Projektu w politykę... Z drugiej jednak strony, czy aby tematy dotyczące ludzi nie są w sferze zainteresowań speców od gier fabularnych? Inna sprawa, że wszyscy ci wielcy fani Redów, a więc "Wiedźmina", chyba ewidentnie zapomnieli o przekazie – tak gier, jak i prozy Andrzeja Sapkowskiego, na której bazowały. Obrońcy moralności najbardziej kompromitują się natomiast swoimi buntowniczymi groźbami. Tak trzeba nazwać obwieszczenia, że w ramach sprzeciwu ogłaszają, że choć nie kupią nowych gier studia, ściągną je z internetu. Jak jednak kradzież dóbr intelektualnych ma się do normalności i moralności, niesionych przez nich na sztandarach w kolorze biało-czerwonym? Tego nie udało mi się ustalić.

Na szczęście to nie tsunami czy inny huragan... po prostu wybiło szambo. Trudno o inne podsumowanie całej awantury, jaka wywiązała się na fanpage'u CD Projekt RED.

Jednym z ostatnich argumentów, jakie warto wspomnieć, jak uznanie działań firmy za zagrywkę PR-ową. Nie jest tajemnicą, że w ostatnich latach tak właśnie wyglądają wszelkie oznaki poparcia dla jakichkolwiek inicjatyw. Co więcej, globalne marki wręcz muszą brać w tym udział. W innym wypadku spotkają się z oskarżeniami o rasizm, homofobię, ksenofobię – wstaw nazwę w zależnie od wydarzenia. To oczywiście naganne, by nie powiedzieć: głupie, przeginanie w przeciwnym kierunku. W przypadku Redów działanie ma chyba jednak także dodatkowy podtekst.

Znamienne jest bowiem to, że do zmiany logotypu doszło w połowie Miesiąca Dumy. Stało się to jednak niedługo po odczłowieczających komentarzach na temat społeczności LGBT, jakie padły z ust polityków rządzących obecnie Polską. W tym układzie działania CDP-u trzeba więc uznać za odważny i głośny sprzeciw wobec takich zachowań, a nie zagrywkę marketingową. Mimo działań na skalę lokalną efekt może być jednak globalny – Redzi wysłali pewien sygnał. Nie reagując na zaczepki, pokazali też światu, że bezpodstawnej krytyki się nie boją. Ostateczną miarą sukcesu studia będzie natomiast przyjęcie "Cyberpunka 2077", a nie to, kto i za co się obraził.

Nowa gra CD Projekt RED ma trafić do odbiorców 19 listopada. Premierę przekładano już dwukrotnie – pierwotnie "Cyberpunk 2077" miał się ukazać w kwietniu tego roku, następnie we wrześniu. Redzi słyną z dbałości o jakość, co w jakimś stopniu tłumaczy obsuwy, choć nadszarpuje zaufanie graczy i fanów. W przyszłym tygodniu można się jednak spodziewać pierwszych komentarzy na temat gry, ponieważ wersje recenzenckie trafiły już do dziennikarzy. Pod koniec czerwca, gdy tylko zdjęte zostanie embargo, o CDP-e znów będzie głośno. Miejmy nadzieję, że wówczas dyskusja będzie bardziej merytoryczna niż obecna burza w szklance wody.

Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.

News will be here