News will be here
Edukacja i tragiczna niemożność realnej zmiany

Edukacja od wielu lat jawi się jako puste naczynie, do którego każdy (bez żadnych wiążących konsekwencji) może sobie wlewać dowolną treść ideologiczną. To materia o ogromnej elastyczności, podatna na niekończące się reinterpretacje i przez to mylnie uznawana za możliwą do zgłębienia przez wszystkich przedstawicieli wszystkich krajowych instytucji.

Jednocześnie jest to też ideowa przestrzeń o zupełnie niezagospodarowanym potencjale. Od dekad funkcjonuje ona nie tyle jako poligon doświadczalny (bo to oznaczałoby przynajmniej regularne szpikowanie jej eksperymentalnymi inicjatywami), ile martwa skorupa społeczno-kulturowej inercji wiecznie prztykana kosmetycznymi modyfikacjami, które przede wszystkim utrzymują przewidywalne ciągłości, zamiast przepoczwarzać je w sumę orzeźwiających systemową permanencję, stymulujących nieciągłości.

I choć wydaje się, że panaceum na strukturalną gnuśność współczesnego systemu edukacji jest szereg progresywnych reform, to jednak trudno nie odnieść wrażenia, że w tym wypadku aktualizacja niesprawnej maszyny może jedynie ubrać naturalnie represyjną formułę w bardziej przystępny kostium.

Rozmowę na temat przemeblowania oświaty zazwyczaj zaczyna się od problemu podręczników

Wideo o problemach polskiego systemu edukacji

Często padają słowa o zabójczym schematyzmie szkolnych materiałów oraz skrajnej niepraktyczności treści zawartych na kartach książek upychanych w uczniowskich szafkach i plecakach. Odpowiedzią na ów problem jest następujący konsensus: podręcznikowa wiedza ma nadążać za postępowością otaczającej nas rzeczywistości, tzn. musi wchodzić w relację z aktualnymi wydarzeniami, jest zobowiązana prowokować uczniów i nauczycieli do konstruktywnych dyskusji i co najważniejsze - powinna obejmować całe spektrum obarczonych różnorodnymi kontekstami punktów widzenia. Te pomysły brzmią oczywiście dość obiecująco, natomiast nie rewolucjonizują one zastygłej idei, a jedynie ją unowocześniają. Prawdziwa transformacja musiałaby się bowiem wiązać z całkowitą prohibicją podręcznikowych materiałów na rzecz afirmacji wiedzy pełnokrwistej, tj. tej zawartej w (krytycznie przeanalizowanej) kolekcji publikacji naukowych, wypowiedzi publicystycznych, czy owoców nieodpłatnej pracy socialmediowego komentariatu.

Innym istotnym komponentem debaty na temat teraźniejszej kondycji oświaty jest kwestia oceniania osiągnięć uczniów. Krytyce poddaje się zazwyczaj dwa filary budujące oblicze dzisiejszej szkoły - testy zamknięte oraz oceny numeryczne. Oba esencjonalne elementy głównonurtowego szkolnictwa są przez zwolenników alternatywnych prądów edukacyjnych niemal jednomyślnie uznawane za policzek wymierzony kreatywnym możliwościom uczniów. Sceptyczne głosy przekonują, że panujące standardy egzaminowania nie sprawdzają wiedzy, a raczej po prostu weryfikują umiejętność rozwiązywania szablonowych testów na czas i na dodatek premiują ślepe podążanie za konwencjonalnym, łatwo mierzalnym wzorcem myślenia. Najpopularniejszymi alternatywnymi propozycjami dla rzeczonych konwencjonalnych uproszczeń są tzw. sprawdziany otwarte ze znacznie wydłużonym czasem na odpowiedź oraz idiosynkratyczne oceny opisowe. Innymi słowy, znów osłodzenie goryczy edukacyjnej stagnacji zamiast realnego przewrotu, albowiem takowy musiałby zostać wyrażony bezwzględną rezygnacją z jakichkolwiek testów i jakichkolwiek ocen.

Wreszcie, dochodzimy do ostatniego, aczkolwiek nie najmniej istotnego problemu - filozofii pedagogicznej

Fragment rozmowy dotyczącej rodzimego systemu oświaty

Podejście nauczycielskie jest być może najważniejszą składową całej tej układanki. Jakość pracy pedagoga to przecież owoc wspomnianych wcześniej większych systemowych komplikacji. Jego zaangażowanie, profesjonalizm, czy motywacja rodzą się i umierają dzięki wszystkim finansowym, kulturowym, społecznym i politycznym sensom, w jakie wpisuje się nauczycielska profesja. Proponenci progresywnego reformizmu sugerują ogólną korektę wszelkich niedostatków powiązanych z rzeczonymi czynnikami wpływającymi na pedagogiczną robotę.

To oczywiście bardzo dobra propozycja, ale powinna funkcjonować jako prolog, a nie epilog. Powinna być bowiem impulsem do jeszcze jednej, znacznie bardziej radykalnej zmiany - przeformułowania samej idei pracy nauczyciela i nadanie jej nowego, anarchistycznego, kolektywistycznego miana - ucznia po drugiej stronie biurka.

Szkołę można więc w nieskończoność reformować, ale żeby ją rzeczywiście zmienić, należy najpierw ją zniszczyć, po to, by na gruzach starego budować coś naprawdę nowego.

Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling

News will be here