News will be here
Kto jest wart naszego zaufania?

Rozpościerająca się nad polskim horyzontem wizja nowych mediów publicznych jest wizją utkaną z grubej warstwy obietnic. To narracja, która pod sztandarem nieskończenie bogatego semiotycznie, a jednocześnie niezmierzenie pustego praktycznie loga Uśmiechniętej Polski, stara się przekonać publiczność do zainwestowania ich kapitału wyobraźni w zmyślnie wyimaginowane proroctwo wielkich zmian. W tym przypadku wyśniony duet dwóch ideałów tj. czyste sumienie i zdrowy rozsądek każą zadać jedno fundamentalne pytanie: czy wspomniany, polityczno-medialny futuryzm jest godzien społecznego zaufania?

Jest i nie jest w zależności od naszej wrażliwości ideologicznej.

Jest, jeśli podświadomie pożądamy figury postmodernistycznego szefa, tzn. reżysera rzeczywistości, który po dyktatorsku trzyma za twarz to, co kolektywnie realne i wyobrażone, lecz robi to, wykorzystując cały wachlarz swoich umiejętności miękkich. Nie, jeśli wciąż czujemy się przywiązani do bycia rządzonym przez zarządcę na każdym kroku przyznającego, że uwielbia nami rządzić.

Jest i nie jest, w zależności od naszego nastawienia do idei nowoczesności.

Kulisy przejęcia Telewizji Polskiej

Jest, jeśli widzimy obraz znanej nam współczesności przede wszystkim jako odbicie zbiorowego, kompulsywnego dążenia do wiecznej repetycji, ale jednocześnie naznaczonego absolutnie samoświadomym powszechnym wyparciem tegoż pragnienia. Jest, jeżeli chcemy z jednej strony pławić się w komforcie warunków ustalanych przez bezpiecznie przewidywalnego władcę - stagnację, a z drugiej nie odczuwać uwierającego duszę poczucia egzystencji kołowrotkowej. Nie, jeśli jesteśmy zupełnie pogodzeni z naszym naturalnym pociągiem do impasu i nie mamy sił, ani ochoty ukulturalniać naszych wulgaryzujących myśl Nietzschego małych, powszednich wiecznych powrotów, sloganami promującymi niereformujące i niereformowalne reformy.

Jest i nie jest, także w zależności od naszych ciągot do fetyszyzacji spektaklu politycznego.

Komentarz na temat przejęcia mediów publicznych

Jest, jeśli są to ciągoty niepogodzone z ich esencjonalną umownością, w pewnym sensie odrzucające same siebie. Jest, jeśli gigantyczna przyjemność, jaką sprawia nam konsumpcja wirtualnego (i paradoksalnie jedynego prawdziwego) teatru politycznego funkcjonuje jako naznaczona poczuciem winy, grzeszna, zakazana rozkosz. Nie, jeżeli owa czysto hedonistyczna satysfakcja z obcowania z widowiskiem ma (tym razem niezwulgaryzowany) amoralny, Nietzscheański charakter.

Ufajmy lub nie, ale pamiętajmy: nowe już nie idzie. Ono wciąż zawraca, tylko że za każdym razem trochę innym krokiem.

Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling

News will be here