Nie każdy fantastycznonaukowy pomysł jest fantastyczny

Katastrofa klimatyczna nie jest nagłym zdarzeniem, co mogłoby sugerować miano katastrofy. To powolny i długotrwały w skutkach proces, co z jednej strony daje nam dużo czasu na działanie, ale z drugiej – usypia czujność. Obecnie średnia temperatura na Ziemi jest o nieco ponad jeden stopień Celsjusza wyższa niż w połowie XIX wieku. Brzmi niegroźnie, ale już tak niewielka zmiana wystarczyła, by częstotliwość i intensywność zjawisk meteorologicznych, upałów czy okresów suszy znacząco wzrosła. Nie można tego bagatelizować, stąd pomysł, by wyznaczyć granicę postępowania tych zmian.

Międzynarodowe zobowiązania mówią o niedopuszczeniu do wzrostu globalnej temperatury o półtora stopnia Celsjusza w porównaniu z wynikami z XIX wieku, ale rozmowy na ten temat dominowane są przez bieżącą politykę. Wielu polityków wprost stwierdza – po co zaprzątać sobie głowę przyszłością, jeśli przez te działania stracimy władzę? Naukowcy nie mają więc złudzeń, że nawet mimo deklaracji granica zostanie przekroczona – i to nie dalej niż w ciągu dekady. Czasu jest więc coraz mniej, a przez to rośnie presja, by pójść na skróty.

Pomysł rodem z fantastyki naukowej

Snowpiercer: Arka przyszłości, Joon-ho Bong, Moho Film
Kadr z filmu "Snowpiercer: Arka przyszłości" (reż. Joon-ho Bong, 2013), fot. Moho Film

Dość popularną koncepcją walki z globalnym ociepleniem okazuje się dziś geoinżynieria. W największym skrócie – zamiast ograniczyć emisję gazów cieplarnianych, pewne środowiska postulują, by częściowo zblokować docierające do Ziemi promienie słoneczne. Warto w tym miejscu wspomnieć, że pomysł, choć ma podłoże w zjawiskach naturalnych, jest czystą fantastyką. Jedni autorzy radzili budować w kosmosie ekrany chłonące nadmiarowe promieniowanie słoneczne, inni – jak choćby Jacques Lob – postulowali stworzenie w atmosferze chemicznej bariery.

Oczywiście fantastyka naukowa rządzi się własnymi prawami, a wielu autorów, nawet dość realistycznych pomysłów, często krytykuje ich zastosowanie. Kojarzycie "Snowpiercera"? To właśnie jego autorem jest pan Lob – i choć fabuła słynnego komiksu oraz jego adaptacji skupia się na ludzkiej naturze w obliczu walki o przetrwanie, to początek wszystkim wydarzeniem daje właśnie geoinżynieria. Genialny pomysł na walkę z ociepleniem klimatu, który sprowadza na Ziemię epokę lodowcową o niespotykanych wcześniej rozmiarach.

Pomysł, by rozpylić w atmosferze pewne związki, które pozwolą ograniczyć promieniowanie słoneczne, wyrósł na gruncie obserwacji naukowych. Od dawna wiadomo, że takie działania rzeczywiście pomagają ochłodzić powierzchnię planety. Tak prawdopodobnie było w okresie wielkiego wymierania, gdy na skutek uderzenia w Ziemię asteroidy, która zabiła dinozaury, w powietrze wyniesione zostały olbrzymie ilości cząsteczek – na lata blokujące dopływ światła słonecznego. Na mniejszą skalę takie zjawisko zaobserwowano także w 1991 roku, gdy na Filipinach wybuchł wulkan Pinatubo. Wyrzucone w trakcie erupcji odłamki na rok delikatnie ochłodziły powierzchnię Ziemi.

Jeszcze fantastyka czy już mitologia?

Geoinżynieria, pomysł, Anaheim Hills, Jordan Wozniak, Unsplash
Zachód słońca nad Anaheim Hills (USA), fot. Jordan Wozniak/Unsplash

Do niedawna środowiska naukowe były zgodne co do geoinżynierii – to koncepcja rodem z fantastyki naukowej i tam powinna zostać. Niestety jednak pomysł jest niezwykle kuszący dla polityków, którzy mogą w efektowny sposób kupić sobie nieco czasu. To nic innego niż działanie pozorowane, które nie rozwiązuje problemu, lecz pozwala odsunąć jego skutki w czasie. Co gorsza, pomysł ten opiera się na micie, jakoby globalne ocieplenie klimatu było wynikiem rosnącej aktywności Słońca, nie zaś ludzkiej działalności.

Takie usprawiedliwianie swojej opieszałości w procesie ograniczania emisji gazów cieplarnianych nie powinno dziwić. Politycy nie od dziś skupiają się na własnych karierach, w głębokim poważaniu mając losy planety i przyszłych pokoleń. Głosy naukowców – niczym w głośnym "Nie patrz w górę" – są ignorowane tak długo, aż nie można ich przekuć we wzrosty wyborczych słupków poparcia. W obliczu klęski osobistej tu i teraz politycy nie zawahają się zgotować nam piekło w przyszłości. Pomysł zaangażowania geoinżynierii jest jednak wyjątkowo szkodliwy.

Nawet jeśli zawieszone w atmosferze cząsteczki siarki rzeczywiście zahamują na jakiś czas postępy klimatycznego ocieplenia, skutki słonecznych niedoborów natychmiast odbiją się na funkcjonowaniu planety. Ten – raz jeszcze podkreślę – niezwykle efektowny politycznie krok, będzie też niezwykle efektywny. Przede wszystkim taki zabieg zaburzy produkcję żywności – wiele upraw roślin zostanie zniszczonych, inne przyniosą mniejsze plony. Zmienią się także zjawiska, które były dla nas naturalne, jak pory monsunowe w południowej Azji i zachodniej Afryce. Ponadto geoinżynieria nie sprawi, że zmniejszy się zakwaszenie oceanów spowodowane przez nadmiar dwutlenku węgla w atmosferze. Samo wtłaczania blokujących słoneczne światło cząstek także może przynieść nieoczekiwane efekty – jak choćby skokowy wzrost globalnej temperatury.

Politykierstwo zamiast działania

Strajk klimatyczny w Wielkiej Brytanii (2019), Callum Shaw, Unsplash
Strajk klimatyczny w Wielkiej Brytanii (2019), fot. Callum Shaw/Unsplash

Mówienie o cudownych rozwiązaniach zwykle nie ma w sobie zbyt wiele prawdy. Nieprzypadkowo problemy globalne są tak trudne do rozwiązania – nie ma cudownych metod ich natychmiastowej naprawy. Politycy, którzy właśnie za taki cud uznają geoinżynierię, nie tylko ignorują głos świata nauki, ale przede wszystkim deprymują tych, którzy nie mają pojęcia, co robić. Mówię zarówno o zwykłych ludziach, jak i innych politykach, którzy, dajmy na to, nie chcieliby wkurzać górników. Dla nich bezwysiłkowe rozwiązanie problemu globalnego ocieplenia to motywacja do jeszcze większej powściągliwości w podejmowaniu realnych działań.

Stąd właśnie apel wielu – zwłaszcza europejskich – naukowców i ekspertów kształtowania polityki, którzy w liście otwartym opublikowanym na łamach "WIREs Climate Change" wzywają do działania ONZ i inne podmioty mające moc, by ograniczyć zapędy politykierów. Ich celem jest zapobieżenie rozpowszechnieniu nieprawdziwych informacji o geoinżynierii i normalizacji jej jako jednego ze środków zaradczych przeciwko globalnemu ociepleniu. Po szczegóły, jak zwykle, odsyłam do źródła.

Damian Halik

Damian Halik

Kulturoholik, level 99. Czas na filmy, książki, komiksy i gry, generowany gdzieś między pracą a codziennymi obowiązkami, zawdzięcza opanowaniu umiejętności zaginania czasoprzestrzeni.