News will be here
Święta - konsumpcjonizm i antykonsumpcjonizm

Każde święta Bożego Narodzenia definiuje walka dwóch wielkich żywiołów - konsumpcjonizmu i antykonsumpcjonizmu. Przedstawiciele obu frakcji, którzy przecież na co dzień skaczą sobie do gardeł, w trakcie najważniejszych grudniowych dni wytaczają przeciw sobie największe działa.

Nie trzeba być wojującym, antykapitalistycznym aktywistą, by zdać sobie sprawę z tego, że nasza skażona skrajnym konsumpcjonizmem codzienność, staje się jeszcze bardziej utowarowiona tuż przed Wigilią. Święta wywołują istną zakupową apokalipsę - nagle cała rzesza ludzi, która i tak codziennie spędza długie godziny w sklepach, pod koniec grudnia zamienia się w masę wręcz krwiożerczo rzucającą się na coraz to nowe produkty.

Coroczna celebracja choinki i kolęd motywuje karykaturalnie ostrą konfrontację dwóch myśli - tej wyjątkowo mocno wspierającej świąteczny zakupoholizm i tej, która równie mocno go neguje i krytykuje wiążące się z nim społeczno-ekonomiczne konsekwencje.

(Nie)sławny świąteczny klasyk kolędowy

Dla osób rozkoszujących się świątecznymi zakupami okazja do masowej konsumpcji jest momentem szczytowej kapitalistycznej rozkoszy. Nie dość, że mogą bez żadnych wyrzutów sumienia spędzić w sklepach jeszcze więcej czasu niż zazwyczaj, to na dodatek mogą usprawiedliwić swoją perwersyjną przyjemność chęcią sprawienia szczęścia bliskim.

Ponadto, dzięki odpowiednim psychologicznym strategiom wszelkich speców od marketingu, rzeczeni miłośnicy świątecznych towarów mogą zanurzyć się we wspaniałym uczuciu zrobienia “interesu życia”. Owszem, wydają ogromne pieniądze na towary, które w większości wydają się bezużyteczne, niechciane, czy po prostu niepraktyczne (tu znaczną ich część reprezentują góry niezdatnego do pełnego skonsumowania jedzenia), ale za to każdy ich zakup zostaje dokonany pod patronatem promocji, obniżek i okazji. W okresie pozaświątecznym maksymalna konsumpcja jawi się jako destrukcyjna siła, nałóg, który zazwyczaj wywołuje uczucie wstydu przypominającego o zmarnowanym czasie i pieniądzach. Tymczasem w okresie świątecznym ten sam rodzaj wyborów konsumenckich jawi się jako zupełnie niewinny, gdyż jest wpisany w tzw. narrację blackfridayową.

Tak więc, wydawać by się mogło, że w tym przypadku obóz antykonsumpcjonistyczny rzeczywiście stoi po stronie Prawdy.

Najsłynniejszy muzyczny zwiastun świąt

Przecież jego przedstawiciele trafnie diagnozują sytuację - święta często są tylko pretekstem do absolutnej immersji zakupoholicznej, okazją do bezceremonialnego, pozbawionego skrupułów oddania się grzechowi konsumpcjonizmu.

Owszem, aczkolwiek sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Otóż okazuje się, że dla znacznej części antykonsumpcjonistycznych krytyków, owa polemika z komercyjną naturą świąt jest nie tyle kwestią konstruktywnego dyskursu, a chęci zbudowania pewnego, opozycjonistycznego wizerunku. Znakomita większość osób, które co roku narzekają na błahość współczesnych świąt Bożego Narodzenia, robi to z pobudek czysto narcystycznych. Nie są żadnymi wielkimi demaskatorami trendu, a raczej wyznawcami trendu alternatywnego. Przypominają krytyków Starbucksa, którzy na co dzień noszą koszulkę z logiem ich ulubionej kawiarni “kraftowej”.

Jeśli więc miłośnicy świątecznego konsumpcjonizmu są ślepymi wyznawcami marki późnego kapitalizmu, to ich oponenci wcale nie są niepokornymi rebeliantami. To raczej wyznawcy innej, antymarkowej marki. Wyznawcy loga dumnie głoszącego hasło “no logo”.

Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling

News will be here