Ekstaza TikTokowego rytuału

Chris Gabriel, autor znakomitego kanału na YouTube MemeAnalysis, nazywa szaleństwo, jakie wywołał TikTok, fenomenem dionizyjskim. Samozwańczy badacz memów definiuje tę platformę jako miejsce odprawiania wirtualnych Bachanalii – orgiastycznych obrzędów, które tańcem i śpiewem składają hołd dobrej zabawie.

Mitologiczna interpretacja zjawiska wydaje się bardzo trafna. Wystarczy spędzić zaledwie kwadrans w tiktokerskiej krainie, by dojrzeć jej hiperhedonistyczną naturę. W świecie mediów społecznościowych nie ma przedsięwzięcia, które byłoby równie mocno uwikłane w ludzką potrzebę zaspokojenia własnej cielesności. Nawet Instagram, który jest przecież gigantycznym łapaczem narcystycznych snów, nie celebruje naszej fizyczności aż tak intensywnie.

TikTok u podstaw swej narracji stawia ruch

Najbardziej rozchwytywane zeszłoroczne TikTokowe treści

To rozumiany zupełnie dosłownie niepowstrzymany, nieposkromiony, nieustępliwy pęd. Masowo wytwarzana błyskawiczna treść wyrażona choreograficznie. Oto nieoglądająca się za siebie internetowa przestrzeń definiowana przez taniec, akrobację, minę i gest. TikTok jest cyfrowym fetyszem komunikacji niewerbalnej. Odrzuca słowo i gloryfikuje czyn. TikTokowa społeczność uznaje mowę za narzędzie represji. W tym uniwersum słowa są mordercami przyjemności – krępują ludzki błogostan siatką apodyktycznych kategorii i znaczeń.

Użytkownicy popularnej platformy pragną wymknąć się kulturowemu szantażowi alfabetu. Nie zgadzają się z koncepcją gramatyki jako dyktatorki sensów. Fizyczność dzieła firmy ByteDance stawia na głowie powszechne rozumienie roli aparatu lingwistycznego. Wbrew pozorom język nie pomaga nam w zrozumieniu rzeczywistości. Nie jest nauczycielem objaśniającym świat ani wyrocznią tłumaczącą zasady mechaniki codzienności. Język to jedynie proteza tego, co realne. To uproszczona makieta prawdy, symboliczna mapa, która nigdy nie ukaże istoty w skali 1:1.

W tej sytuacji TikTokowe zwrócenie się ku mowie ciała rzeczywiście wydaje się wyjątkowo rozsądne

Poradnik dla marzących o TikTokowej sławie

Rozsądne, ale już jednak niezbyt rewolucyjne. Mimo wszystko taka riposta nie ma w sobie nic nonkonformistycznego. Wręcz przeciwnie – jest ostatecznym wywieszeniem białej flagi. Kształtujące wizerunek portalu ekstatyczne filmiki nie oferują bowiem alternatywy. Najbardziej aktywni producenci krótkich wideo wcale nie dotykają esencji, którą na co dzień spłyca mowa.

Nie odkrywają mitycznej prawdy, bo jej po prostu nie da się odkryć. Pląsy ich korpusów i teatralne grymasy odsłaniają jedynie perspektywę pozbawioną językowych znaczeń, innymi słowy: pustkę. Zrywając z uniwersalnym uproszczeniem, TikTokerzy nie dosięgają sensu, a raczej tylko pokazują, jak ogromny dystans dzieli ich od epifanii.

Ich ruchowa nadekspresyjność przypomina uwspółcześniony szamański rytuał 

Ranking tanecznych choreografii

Podobnie jak tańce ludów pierwotnych, TikTokowa gimnastyka stanowi próbę niewerbalnej komunikacji z tajemnicami wszechświata. Nowoczesny obrządek jest jednak znacznie bardziej cyniczny niż ten tradycyjny. Internetowe tany funkcjonują w zdecydowanie przerysowanym rejestrze. Poprzez campową stronę wizualną i groteskową ścieżką dźwiękową biorą ideę cielesnego zespolenia się z kosmosem w ironiczny nawias. Transformacji ulega także czas trwania całego procesu.

Zwyczaj wielogodzinnego, rytmicznego aktu przeobraża się tu w kilkuminutowy (czasem kilkusekundowy) wyimek. Pospieszna forma neguje możliwość doświadczenia transowego, a tym samym metafizycznego. TikToker nie chce zatracić się w hipnotyzującym półśnie, gdyż wie to, czego nie wiedzieli przedstawiciele pradawnych plemion – takie zatracenie oznaczałoby zanurzenie się w próżnię.

W TikTokowej ekscytacji kryje się więc świadomość uniwersalnej klęski

Wywiad z megagwiazdami TikToka

Celebracja fizyczności środków wyrazu jest oczywiście wyzwalająca, ale w trochę innym znaczeniu niż to, które znamy z kart rewolucyjnych manifestów. Negacja dominacji języka jest jednocześnie pokazem brawury i pokory. Z jednej strony odrzuca ona strukturę kreującą złudny porządek, a z drugiej akceptuje niemożliwość zmontowania porządku niebędącego iluzją.

Tę absurdalną sytuację wspaniale ilustruje jeden z TikTokowych trendów – lip-syncing. Typowe wideo wygląda następująco: postać występująca przed kamerą rusza wargami, podczas gdy dźwiękową przestrzeń wypełnia odtwarzana w tle przebojowa piosenka. Oto bardzo dobitny przekaz – sens jest dla języka zawsze elementem spoza kadru, a dla ciała jedynie niemym symbolem.

Lip-syncingowa kompilacja
Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling