Wielki Inny wyziera zza szkiełka

Choć obie teorie brzmią całkiem sensownie, to jednak czegoś w nich brakuje. Tym dość kluczowym składnikiem jest tak zwany Wielki Inny. To właśnie wokół niego warto zbudować trzecią, znacznie bardziej uniwersalną hipotezę. Koncepcja o bardzo wymyślnej nazwie w gruncie rzeczy ma wyjątkowo pragmatyczne znaczenie. Od lat posługuje się nią wielu myślicieli (kiedyś m.in. Jacques Lacan, Jacques Derrida, dziś np. Slavoj Żiżek), którzy oczywiście zdążyli dokonać co najmniej kilkudziesięciu reinterpretacji jej esencji, natomiast kręgosłup stojącej za nią myśli pozostał ten sam.

Wielkiego Innego można nazwać Bogiem, w którego wszyscy wierzymy

To byt wyimaginowany, ale równocześnie prawdziwszy niż rzeczywistość, w której żyjemy. To permanentny czynnik zewnętrzny, który traktujemy jako punkt odniesienia dla naszych działań. Ludzka egzystencja jest nierozerwalnie związana z mniej lub bardziej uświadomioną obecnością Wielkiego Innego. W pewnym sensie żyjąc dla siebie, tak naprawdę żyjemy dla Niego. On jest kimś, kto nadaje sens wszelkim działaniom. Kimś, kto sugeruje nam zakładanie coraz to nowych masek. To do Niego zwracamy się, wyrażając własną, prywatną opinię.

Chcąc zaznaczyć swoją indywidualność, w istocie ulegamy wpływowi Wielkiego Reżysera Sytuacji. Nasza własna opinia, żeby w ogóle zaistniała, musi automatycznie przestać być własna. Aby przyszła na ten świat, musi być przedmiotem negocjacji z siłą zewnętrzną. Musi ciążyć nad nią refleksja na temat innych opinii na ten sam temat. Obsesyjna zgadywanka dotycząca potencjalnej reakcji odbiorców, a także przepraszająco-usprawiedliwiająca autoironia pośrednio wynikająca z uprzedniej autocenzury.

Wielki Inny przywodzi na myśl mieszkającą w naszej jaźni autokorektę, której nie da się wyłączyć

To siła odpowiadająca za strukturę ludzkiej tożsamości. Wszechmoc wypełniająca pustą formę osobowości treścią. Nieustannie retuszująca nasze decyzje, by dopasować je do persony, którą wyrzeźbiła. Określając siebie samych, odpowiadając na pytanie: "kim jestem?", mamy dwa wyjścia: celebrować tradycję lub ją zanegować. Możemy stworzyć swój światopogląd i naszkicować swoje wartości wyłącznie poprzez bezkrytyczne lub krytyczne odniesienie się do społeczno-kulturowej przeszłości.

Spoglądając w przyszłość, też zawsze oglądamy się za siebie. Świętując witalność codzienności, wiecznie ustosunkowujemy się do wczoraj i przedwczoraj. Nawet wyznając quasi-buddyjską ideę nieustannego Teraz, żyjemy z piętnem retrospekcji. To, że zignorujemy istnienie duchów historii, nie znaczy, że one same przestaną istnieć. Próbując je unicestwić, siłą rzeczy musimy wejść z nimi dialog, a więc wpaść automatycznie wpaść w ich sidła. W sidła Wielkiego Innego.

Inny mieszka również w jeszcze jednym budulcu poczucia tożsamości

We wszelkich napędzanych paliwem stereotypu uprzedzeniach. Francuski filozof i psychoanalityk Felix Guattari pisał kiedyś, że wszyscy chcemy być faszystami i jest to teza najprawdziwsza z prawdziwych, choć dość prowokacyjna. Można bowiem rzec, że wszystkie bliskie ludzkim sercom rasizmy, mizoginizmy, seksizmy i szowinizmy nie są wynaturzeniami, a naturalnymi skutkami ubocznymi funkcjonowania naszej ekonomii libidinalnej. To groteskowe koncepty, które jednak szokują swoją banalnością, a nie jakąś obcą nadzwyczajnością. Są rezultatem niemożności poradzenia sobie z figurą Wielkiego Innego.

Jednostka mająca (słuszne) poczucie uległości wobec owej dominującej siły zewnętrznej, próbuje sobie poradzić z tą trudną emocją poprzez karykaturalizację. W nieodgadnioną, niezdefiniowaną sylwetkę Innego wtłacza coś w rodzaju awatara, powierzchowny portret Obcego – kogoś, kto jest grubą kreską scharakteryzowany jako uniwersalne przeciwieństwo, nieJa.

Wybór zawsze pada na grupę społeczną, gdyż wielość budzi symboliczne skojarzenia z potęgą (niezwykle ordynarna, ale jednak działająca na wyobraźnię konotacja). Ten pseudoInny, czyli strywializowana impresja na temat siły większej od nas samych, piecze dwie pieczenie na jednym ogniu. Pozwala żyć w zgodzie ze świadomością istnienia zewnętrznej narracji, a przy tym odrealnia jej istotę do tego stopnia, że staje się ona zupełnie niegroźna. Wystarczy dokleić naszej egzystencjalnej pustce losową twarz, by w końcu przestała nas nawiedzać i podarowała spokojny sen.

Analogiczną karykaturalizację oferowały transmisje sądowych bitew Depp i Heard

Bezlitosne oko kamery rejestrujące każdą sekundę procesu było telewizyjnym odpowiednikiem Wielkiego Innego. Widz obserwujący cały ten tragiczny spektakl zza telewizyjnej szybki miał okazję pobawić się w Boga. Pofantazjować o tym jakby to było dla odmiany wcielić się w rolę Innego. Przyglądać się oskarżonym, ławnikom, sędziom i wiedzieć, że wszystkie ich słowa oraz gesty są podyktowane świadomością obecności czujnego, wszystkowidzącego i wszystkowiedzącego oka. Hollywoodzcy bohaterowie tej smutnej farsy to awatary widzów, funkcjonujące podobnie jak wspomniany wcześniej, szowinistyczny awatar zagubionego w kolażu własnych uprzedzeń nacjonalisty.

Uczestnicy tego widowiska mierzyli się bowiem z tym samym wyzwaniem, z którym mierzy się każdy człowiek. Musieli przekonująco odgrywać rzeczywistość, podczas gdy na co dzień zajmują się raczej odgrywaniem fikcji. Musieli znaleźć w sobie poczucie zgody ze sobą i własnymi emocjami, podczas gdy ich ego było w czasie rzeczywistym kolonizowane przez nieugięty wzrok kamery. Porównanie działania Wielkiego Innego do funkcji oka kamery w formule reality show jest oczywiście sporym uproszczeniem (podobnym do konstruktu nieJa). Natomiast ta banalna metafora pozwala nam wszystkim, czyli skazanym na dożywocie więźniom zewnętrznej narracji, na mniej lub bardziej świadome pogodzenie się z zależnością od woli Wielkiego Reżysera.

Sprawa Deppa i Heard, tak jak sprawa O.J. Simpsona, tysiące odcinków "Big Brothera" i miliony facebookowych oraz instagramowych relacji live, spełniają w naszym życiu jedną rolę – pozwalają nam uporać się z dominacją Innego, ale tak po ludzku, czyli schematycznie i tchórzliwie unikając prawdziwej konfrontacji.    

Łukasz Krajnik

Łukasz Krajnik

Rocznik 1992. Dziennikarz, wykładowca, konsument popkultury. Regularnie publikuje na łamach czołowych polskich portali oraz czasopism kulturalnych. Bada popkulturowe mity, nie zważając na gatunkowe i estetyczne podziały. Prowadzi fanpage Kulturalny Sampling