Sundar Pichai przejmie pełną kontrolę w Google

Sundar Pichai, fot. CNBC
Sundar Pichai, fot. CNBC
Po ponad dwudziestu latach Larry Page i Sergey Brin postanowili odpocząć od swojego największego dzieła – panowie oficjalnie oddali pełnię władzy w Google'u Sundarowi Pichaiowi, pozostając wyłącznie członkami zarządu jednej z największych spółek na świecie.

Koniec pewnej epoki zawsze oznacza początek kolejnej. Tak było przed laty w Microsofcie, choć wielu do dziś uważa jego twórcę za głównodowodzącego firmą z Redmond. Głowę Billa Gatesa od dawna zaprzątają jednak inne przedsięwzięcia i podobną drogą zamierzają teraz podążać Larry Page i Sergey Brin. W 1998 roku założyli oni Google, w 2019 pełnię władzy oddali swojemu naturalnemu następcy, który przez piętnaście lat pracował dla firmy. To zresztą żadne zaskoczenie, bo Sundar Pichai tak naprawdę dowodził Google’em już od kilku lat.

Kim jest Sundar Pichai?

Sundar Pichai podczas spotkania z lokalną społecznością IT w Hanoi (2015), fot. Nguyen Hung Vu
Sundar Pichai podczas spotkania z lokalną społecznością IT w Hanoi (2015), fot. Nguyen Hung Vu

Pochodzący z Indii Sundar Pichai przez wielu nazywany jest “złotym dzieckiem Google’a”. Urodził się w 1972 roku, a na Indyjskim Instytucie Technologii w Kharagpur zdobył tytuł inżyniera. Edukację kontynuował natomiast w Stanach Zjednoczonych, by po ukończeniu Uniwersytetu Stanforda w roku 2004 dołączyć do Google’a. Lata sumiennej pracy zaowocowały z kolei w roku 2015, gdy firma Page’a i Brina przeszła restrukturyzację. Wówczas to – wbrew trendom – zamiast konsolidacji postanowiono na wyraźny podział ról i powołano do życia spółkę-matkę Alphabet. Firma miała zajmować się szeroką działalnością, dlatego zarządzali nią “ojcowie” Google’a, natomiast dowodzenie internetowym gigantem powierzono Pichaiowi. Od tego czasu to właśnie Hindus wraz z przewodzącą YouTube’owi Susan Wojcicki byli “twarzami” najważniejszych dzieci Page’a i Brina. Między innymi dlatego ostatni ruch założycieli nie powinien nikogo dziwić.

Jako że Alphabet ma już ugruntowaną pozycję, a Google i inne marki działają skutecznie jako niezależne firmy, nadszedł czas, aby uprościć naszą strukturę zarządzania. Nigdy nie byliśmy zwolennikami utrzymywania władzy za wszelką cenę, podczas gdy istnieją lepsze sposoby skutecznego prowadzenia firmy. Alphabet i Google nie potrzebują już dwóch prezesów i dyrektora zarządzającego. Idąc tym tropem, zdecydowaliśmy, że Sundar Pichai zostanie dyrektorem generalnym zarówno Google, jak i Alphabetu.

– wspólne oświadczenie Larry’ego Page’a i Sergeya Brina opublikowane na blogu Google’a

Troskliwi “rodzice” nie porzucają dziecka na dobre?

Sergey Brin i Larry Page (2008), fot. Paul Sakuma
Sergey Brin i Larry Page (2008), fot. Paul Sakuma

Można powiedzieć, że nie stało się nic. Ostatnie zmiany zdają się jedynie dopełniać to, czego świadkami byliśmy przed czterema laty. Page i Brin w swoim oświadczeniu podkreślają jednak, że choć to Sundar Pichai od teraz będzie odpowiedzialny za wszystkie inwestycje globalnego potentata, nie zamierzają rezygnować z zaangażowania w działania firmy. Może to nieco dziwić, zważywszy na to, że od momentu powołania do życia Alphabetu nie byli oni zbyt aktywni. Można wręcz stwierdzić, że skryli się w cieniu, jednocześnie poświęcając się nowym wyzwaniom. Oddanie władzy mogłoby więc sugerować, że chcą im się oddać bez reszty… ale.

Stwierdzenie dotyczące kontynuowania przez Page’a i Brina działalności w zarządzie spółki-matki byłoby niepełne, gdyby nie liczby. Okazuje się bowiem, że choć panowie oddali władzę, wciąż posiadają pakiet kontrolny (51% głosów) w zarządzie. Sundar Pichai ma więc wolną rękę, ale i musi mieć też świadomość, że każda z jego decyzji może zostać zablokowana przez założycieli Google’a. Inna kwestia, czy z takiej możliwości kiedykolwiek skorzystają. Nowy dyrektor generalny zapewnia natomiast, że ostatnie zmiany w żaden sposób nie wpłyną na obecny kształt i codzienne funkcjonowanie firmy.

Autor artykułu
More from Damian Halik

“Irlandczyk” – nie tylko o “malowaniu domów” [Recenzja]

"Słyszałem, że malujesz domy" to słowa, od których rozpoczęła się znajomość Franka...
Czytaj wiecej